Jest taki brodaty ale życiowy kawał ;p
Przychodzi Jasiu do domu, po zakończeniu roku szkolnego. W ręku świadectwo, na świadectwie same pały, co bynajmniej Jasia nie pozbawia uśmiechu... Ojciec patrzy, że promocji do kolejnej klasy jakby nie ma, więc pyta zdziwiony syna:
- A co ty Jasiu taki szczęśliwy jesteś, hę?
- A bo jeszcze tylko lanie i wakacje!!! :p
Junior ten rok fartownie zakończył bez manta, ale chłop się sprężył, bo walka szła nie o następną klasę, tylko o kolejną szkołę. Można rzec, że od tego momentu, trzymam w domu żywego gimnazjalistę! ;p
I taka mnie zdjęła nagła żałość matczyna, że się Junior niepostrzeżenie stał młodzieżą... A tak było fajnie ;p
Jak na pierwszy bal kostiumowy w przedszkolu, zażyczył sobie strój motylka, i wrócił zapłakany z wypożyczalni, bo ojciec kazał mu (skutecznie!) zostać... batmanem! ;p
Jak jechaliśmy sobie autobusem z małym Juniorem, do którego wsiadł... czarnoskóry mężczyzna, (że się tak wyrażę politycznie)... A Junior, zdecydowanie mniej politycznie skomentował wrzaskiem:
- Mamaaaaaaaaaaaaaaaaaa, patrz! Taki sam Murzyn, jak u nas na komodzie!!! ;p
Jak mijając na ulicy zakonnika i siostrę zakonną, dla odmiany entuzjastycznie wykrzyknął:
- Maamoooooooooo! Zobacz! Ksiądz i ksieżniczka!!! ;p
Jak przejeżdżaliśmy koło pomnika Piłsudskiego i Junior oświecił współpasażerów, że to „Senior z amerykańskich chopperów” ;p
A teraz to tylko, co najwyżej: Mamooooooooooooooo, kup mi komputer! – co ewidentnie mniej mnie już bawi ;p