Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Regulaminie.

Rozumiem

Czwartek, 23/11/2017

Portal dzielnic: Orunia Dolna, Orunia Górna, Lipce, Św. Wojciech, Olszynka, Ujeścisko

menu menu menu menu menu

REKLAMA

Kameralnie i bardziej rodzinnie

 1 dodane: 20:15, 19/09/10

tagi:Rodzinny Dom Dzieckaopieka

W zeszły piątek uroczyście otwarto dwa Rodzinne Domy Dziecka. Obie placówki mieszczą się na Oruni Górnej.

Kameralnie i bardziej rodzinnie
Kameralnie i bardziej rodzinnie
Fot. p.olejarczyk

Fotografia 1 z 1

- Rodzinne Domy Dziecka to ośrodki opiekuńczo – wychowawcze, które oferują dzieciom warunki opieki i wychowania, zbliżone do panujących w rodzinie naturalnej. Maksymalnie w każdym takim domu może przebywać do 8 dzieci – tłumaczy Danuta Podogrodzka – Lost, zastępca Dyrektora Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.

Miejsce na funkcjonowanie takich placówek zapewnia miasto. Podobnie jak i finanse. Na utrzymanie jednego wychowanka miasto przeznacza miesięcznie około 2800 złotych. W przypadku, kiedy ośrodkiem zarządza organizacja pozarządowa, suma ta jest mniejsza i wynosi 2100 złotych miesięcznie.

Ale z reguły to nie urzędnicy sprawują pieczę nad wychowankami Rodzinnych Domów Dziecka. Ta funkcja przypada często osobom prywatnym, ludziom, chcącym zaopiekować się dziećmi, które opieki tej są pozbawione we własnych rodzinach. Oczywiście same chęci nie wystarczą do tego, aby móc przewodzić Rodzinnemu Domu Dziecka. Musi zostać spełnionych jeszcze kilka warunków. Kandydaci muszą przejść kilkumiesięczne szkolenie, na którym uczą się m.in. pedagogicznego i psychologicznego „know how”. Przeszłość takiej osoby musi być nienaganna – człowiek, który był karany, lub któremu zawieszono bądź odebrano prawa rodzicielskie może zapomnieć o wykonywaniu tej pracy. Kolejnym wymogiem jest przejście testów psychologicznych i osobowościowych.

W Rodzinnym Domu Dziecka przebywają dzieci i młodzież (od 5 do 18 roku życia), których rodzice mają, decyzją sądu, ograniczone prawa rodzicielskie.
- W jednej placówce przebywa od 6 do 8 dzieci. W Gdańsku takich ośrodków jest już 7, znajdują się m.in. na Zaspie, Przymorzu, Suchaninie, w Osowej. Teraz na Oruni Górnej działają już kolejne dwa – mówi Magdalena Szerszyńska, kierownik Wydziału Pomocy Dziecku i Rodzinie w Gdańsku.

Jedną z nowych placówek jest Rodzinny Dom Dziecka nr 2, położony przy ulicy Rumla. Pod tym adresem funkcjonuje on od kilku miesięcy. Wcześniej placówka mieściła się przy ulicy Złotej. Ośrodek zapewnia opiekę 7 dzieciom.
Swoją siedzibę na Oruni Górnej ma również Rodzinny Dom Dziecka Fundacji „Do Haneczki”. Tutaj przebywa 8 dzieci.

Oba domy funkcjonują w budynkach, wybudowanych przez Gdańską Infrastrukturę Społeczną. Na ośrodek przy ulicy Rumla składa się 157-metrowe mieszkanie. W nim dzieci i ich wychowawcy mają do dyspozycji 6 pokojów i 3 łazienki. Podobną ilość pomieszczeń liczy sobie placówka przy ulicy Platynowej. Ale jej gabaryty są nieco mniejsze - mieszkanie liczy sobie 137 metrów kwadratowych.

Uroczyście otwarta w piątek „dwójka” prowadzona jest przez małżeństwo, Barbarę i Mariana Ząbek. Jak przyznają, początki funkcjonowania tej placówki nie były dla nich łatwe. Dzieci zachowywały się różnie, czasem naprawdę nieznośnie. Potrzeba było czasu, aby zaakceptowały nowe miejsce i swoich opiekunów.
- Opieka nad gromadką dzieci i młodzieży, które, mimo młodego wieku, bardzo dużo przeszły już w życiu, nie jest łatwym zadaniem. Ale kiedy widzi się, jak niemal z dnia na dzień, nasi wychowankowie się zmieniają, otwierają na nas i otoczenie, wtedy praca ta daje wiele satysfakcji – opowiada Barbara Ząbek. – Teraz dzieci przybiegają do domu i już od progu wołają: „ciociu, wujku dostałem piątkę w szkole” i przybiegają się przywitać. To są dla mnie najpiękniejsze chwile. Czuję, że udało się tutaj stworzyć prawdziwy dom, a nie tylko taki z nazwy – dopowiada pani Barbara.

Pan Marian Ząbek patrzy na swoją pracę jeszcze w inny sposób – bycie opiekunem jest dla niego formą spłaty długu wobec kraju. W latach 70-tych on sam wychowywał się w Domu Dziecka. Jak sam mówi, tamte warunki były nie do porównania z tymi, jakie dzieci mają zapewnione w jego placówce. Wielkie sale, gdzie spało po 12 wychowanków zastąpiły dużo mniejsze, dwu osobowe pokoiki.
- Teraz dzieci mają lepsze warunki ku temu, aby wspólnie ze swoimi opiekunami stworzyć zespół, stworzyć rodzinę. Nasi wychowankowie pracują razem, wspierają się nawzajem, jasne, czasami też się kłócą, ale kiedy sytuacja tego wymaga, potrafią się zjednoczyć – mówi pan Marian.

W tym roku miasto nie planuje otwarcia kolejnych Domów Rodzinnych. Ale urzędnicy chcą, aby w przyszłości takich ośrodków powstawało jeszcze więcej.
- To jest wydatna korzyść dla wszystkich: zarówno dla miasta jak i oczywiście dla dzieci, których los pozbawił opieki rodzicielskiej. Takie placówki dużo efektywniej niż wszelakie instytucje wypełniają zadania wychowawcze. Są po prostu bliżej dzieci i ich potrzeb – mówi Ewa Kamińska, wiceprezydent Gdańska.

Najstarszym rodzinnym domem dziecka w Gdańsku jest Rodzinny Dom Dziecka Nr 1, mieszczący się przy ulicy Żwirki i Wigury. Powstał w 1999 roku. Prowadzą go państwo Anna i Jan Kołba.

Galeria artykułu

Kameralnie i bardziej rodzinnie

Kameralnie i...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (3)

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

awatar

gosc

195.117.116.*

19:52, 16/10/11

zgloś naruszenie
awatar

p.kluz

 

01:02, 20/09/10

Witam. Dziękuję za uwagę. Ma Pani rację. Artykuł został skorygowany.

zgloś naruszenie
awatar

gosc

 

23:21, 19/09/10

Gratuluje serdecznie i życzę powodzenia. Mam jednak, jako psycholog pewne spostrzeżenia odnośnie artykułu, który mogłam przeczytać. Uważam, iż publikowanie zdjęć dzieci nie jest na miejscu, ponieważ dopuszczamy ...wiecej

zgloś naruszenie

REKLAMA

REKLAMA