Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Regulaminie.

Rozumiem

Środa, 20/09/2017

Portal dzielnic: Orunia Dolna, Orunia Górna, Lipce, Św. Wojciech, Olszynka, Ujeścisko

menu menu menu menu menu

REKLAMA

ikona

Nie jesteś zalogowany!



separator

Dołacz do nas!

• Rejestracja

REKLAMA

link

Zaproś znajomego na naszą stronę

e-mail znajomego:

Twoje imię:

naglowek partnerzy_wrzeszcz partnerzy_stogi partnerzy_mmtrojmiasto logo_dworku logo_osowa logo_roo stara oliwa

Kradzież metalowe ma imię

 1 dodane: 18:05, 29/09/10

tagi:złomzłomiarzepaserkazłodzieje

Metalowe płoty, studzienki kanalizacyjne, literki z nagrobków, kable telekomunikacyjne, a nawet znaki drogowe – wszystko to padło lub nadal pada łupem złomiarzy, działających na terenie Oruni i Gdańska Południe. Policjanci z oruńskiego komisariatu zapewniają jednak, że kontrolują sytuację.

Kradzież metalowe ma imię
Kradzież metalowe ma imię
Fot. p.olejarczyk

Fotografia 1 z 1

Według stróżów prawa z I Komisariatu w Gdańsku (swym zasięgiem obejmuje on m.in. Orunię i Chełm z dzielnicą Gdańsk Południe), złomiarze „atakują” na ich terenie średnio kilka razy w miesiącu. Obecnie złodzieje upatrzyli sobie szczególnie kable telekomunikacyjne. Z nich wyciągana jest miedź, która później trafia na złomowce. Ale nie tylko takie „miejskie elementy” interesują złomiarzy.

Nie tak dawno pisaliśmy o kilkudziesięciu metrach balustrady na Trakcie Św. Wojciecha, która „zniknęła” w ciągu jednego dnia. Wówczas Andrzej Chudziak, zastępca dyrektora Gdańskich Melioracji relacjonował:
- Bardzo często z tego typu kradzieżami mamy do czynienia na obszarze Oruni. Balustrady, poręcze i barierki giną w rejonie ulicy Podmiejskiej i dalej wzdłuż Traktu Św. Wojciecha aż do Parku Oruńskiego. Złodzieje upatrzyli sobie również okolice ulicy Ukośnej. Potrafią ukraść w ciągu dnia nawet kilkaset metrów barierek.
Dla miasta są to konkretne, często wielotysięczne straty. Giną jednak nie tylko barierki i balustrady.

Nic mnie już nie zdziwi
Na ulicy Sandomierskiej złodzieje ukradli kilka studzienek i słup drogowy. Zdarza się również, że z ulicy giną znaki drogowe. Swego czasu „metalowi złodzieje” działali również na terenie gdańskich nekropolii. Tam...odkuwali litery i figurki z nagrobków. W ten sposób zbezczeszczone zostały groby na cmentarzu łostowickim i nekropolii, położonej na ulicy Brzegi.
- Jestem w tej pracy już 17 lat i właściwie nic mnie już nie zdziwi. Złomiarze mają różne pomysły, ale trzeba pamiętać, że stosunkowo łatwo ich namierzyć. Z reguły procederem tym zajmują się ci sami ludzie, głównie są to osoby bezrobotne  – mówi Mariusz Wołoszczyk, zastępca szefa Wydziału Dochodzeniowego w I Komisariacie w Gdańsku.

Przyłapany na kradzieży złomiarz najczęściej poddaje się dobrowolnie karze. Dostaje wówczas karę grzywny i wyrok w zawieszeniu. W takich przypadkach na więzienie mogą liczyć tylko wielokrotni recydywiści. Jak w praktyce wygląda „karząca ręka sprawiedliwości” obrazuje niedawna historia z okolic Lublina. Tam złomiarze ukradli z poligonu cztery, nie w pełni wyposażone... czołgi. Straty oszacowano na 70 tysięcy złotych. Przestępcy dostali kary grzywny, bagatela, od 1500 do 3000 złotych i wyroki w zawieszeniu.

Złomowce są pod kontrolą
Złodziei kusi oczywiście cena, jaką oferują punkty skupu złomu. Za kilogram miedzi można otrzymać nawet 20 złotych.
- Złomowce są kontrolowane przez służby operacyjne i dzielnicowych. Robimy to „na wyrywkę”. Czasem w jednym punkcie potrafimy pojawić się nawet trzy, cztery razy w tygodniu – mówi aspirant Adam Orlikowski, funkcjonariusz I KP.
Według prawa, skupujący złom mają obowiązek spisania danych osób, które przynoszą im towar. W rzeczywistości często w ewidencji nie wpisuje się wielu „klientów”. Kiedy policjanci, przeszukujący punkty złomu, natrafiają na interesujący ich towar, często słyszą, że przyniósł go „Mietek” albo „Zenek”.
- Wielu złomiarzy nie ma przy sobie żadnych dokumentów, nie są nigdzie zameldowani. Trudno od takich wymagać kompletu danych osobowych – tłumaczy pracownik jednego z punktów skupu złomu, który prosi o anonimowość.

Jeżeli istnieje podejrzenie, że w danym punkcie skupu złomu może leżeć kradziony towar, policjanci mają prawo przeszukać złomowiec nawet już tylko za okazaniem legitymacji służbowej.

"Paserkę trudno udowodnić"
- W przypadku, gdy natrafimy na rzeczy pochodzące z kradzieży właściciel złomowca może usłyszeć zarzuty o paserstwo. Choć „paserkę” trudno udowodnić. Rzadko kiedy złodzieje przynoszą do punktu skupu złomu towar w całości. Najczęściej jest już on pocięty i odpowiednio przez nich przerobiony. Właściciele złomowca tłumaczą, że nic nie wiedzieli o kradzionym towarze. A przez to, że był on w częściach, nie mogli go rozpoznać i wezwać policji  – tłumaczy Wołoszczyk.

Ale jak informują stróże prawa, zdarzają się przypadki, kiedy „paserkę” dużo łatwiej udowodnić. Tak było we wspomnianym wyżej przypadku okradania gdańskich nekropolii. Po tym jak złodziej wpadł w ręce policji, funkcjonariusze doszli również do jego „rynków zbytu”. Byli nimi właściciele kilku gdańskich punktów złomu. Na złomowcach przechowywali oni kradzione z nagrobków litery i figury. W tej sytuacji nie było żadnych wątpliwości – skupujący wiedzieli, że towar jest kradziony. Wszystkim został postawiony zarzut paserstwa – grozi za to nawet do 5 lat więzienia.

I jeszcze policyjna statystyka. Na obszarze, który swym zasięgiem obejmuje oruński komisariat, wykrywalność przestępstw z udziałem złomiarzy wynosi nieco 50 procent.

Galeria artykułu

Kradzież metalowe ma imię

Kradzież...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (1)

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

awatar

gosc

 

09:27, 30/09/10

A może tak złapać takiego złodzieja, uciąć łapy i puścić, żeby podatnik nie musiał go utrzymywać? Drugi raz by nie ukradł studzienki czy nie zdemolował nagrobka. No ale to mało humanitarne dla lewactwa.

zgloś naruszenie

REKLAMA

REKLAMA