Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Regulaminie.

Rozumiem

Czwartek, 23/11/2017

Portal dzielnic: Orunia Dolna, Orunia Górna, Lipce, Św. Wojciech, Olszynka, Ujeścisko

menu menu menu menu menu

REKLAMA

Orunia Górna pod lupą mieszkańców

 4 dodane: 00:00, 24/07/09

tagi:problemyDolnaGórna

Jedni uważają ją za miejską sypialnię, drudzy za oazę spokoju, jeszcze inni traktują jak zwyczajną, niczym nie wyróżniającą się dzielnicę Gdańska. A więc, jak to jest właściwie z Orunią Górną? Zapytaliśmy o to jej mieszkańców.

Orunia Górna pod lupą mieszkańców
Orunia Górna pod lupą mieszkańców
Fot. p.olejarczyk

Fotografia 1 z 4

Najpierw kilka słów o Oruni Dolnej. Dla wielu jej mieszkańców, sposób zarządzania Orunią Górną stanowi niedościgniony wzór do naśladowania. Na ostatnim spotkaniu prezydenta Adamowicza z mieszkańcami Oruni, ludzie z „Dolnej” pytali włodarzy miasta, jak to jest możliwe, że tereny, które leżą tuż obok siebie, mogą aż tak się od siebie różnić. Zamiast odpowiedzi usłyszeli tylko ogólnikowe „w jedności i postawie obywatelskiej siła”. Zagadka pozostaje wciąż niewyjaśniona.
Prawie jak RFN i NRD. Tylko muru jakoś nie widać między tymi dzielnicami – padały kwaśne komentarze.
- Mam  nadzieję, że Orunia Dolna przestanie być kiedyś taka zaniedbana. Nie usłyszę już może wtedy takich przykrych słów, jak niedawno w autobusie. Dwie panie rozmawiając ze sobą, stwierdziły, że wjeżdżając z Oruni Górnej na jej dolną część trafia się po prostu do innego świata, do dzielnicy slumsów. Smutne jest to, ale jest w tym trochę prawdy. Odstraszają u nas brudne ulice, zniszczone elewacje, sklepiki, które nadają się już tylko do remontu – mówiła nam w maju pani Barbara z Traktu Św. Wojciecha.
Czy więc „górni oruniacy” to szczęściarze? Z ich odpowiedzi wynika, że... nie do końca.
- Mieszkam tu od kilku lat. Na początku bardzo mi się podobało. Ale z czasem zaczęłam dostrzegać coraz więcej mankamentów – mówi pani Katarzyna z ulicy Nieborowskiej. - Szczególnie w nocy miejsce to zamienia się w kulturalną pustynię. Nawet na piwo ze znajomymi nie ma gdzie pójść. Mi nie chodzi o to, że ma być tutaj jak w centrum Gdańska, gdzie jest pełno pubów i klubów. Jednak, aby na tak wielkiej dzielnicy nie było ani jednego takiego miejsca? Kto to widział!  – denerwuje się pani Katarzyna.
- Korki tutaj to jest dopiero masakra. Nie może być tak, że ciągle tylko dobudowuje się nowe osiedla, a w ogóle właściwie nie myśli się o poprawie komunikacji – mówi pan Krzysztof z ulicy Krzemowej. - Przecież ci nowi mieszkańcy muszą jakoś dojeżdżać do Gdańska, wjeżdżają więc w Świętokrzyską i Małomiejską, i sznur aut robi się z roku na rok coraz dłuższy. Także po południu dostać się na Orunię Górną nie jest wcale łatwą rzeczą. Chyba tylko rower i w przyszłości może tramwaj nam pozostaje – wzrusza ramionami pan Krzysztof.
Oczywiście, wielu mieszkańców Oruni Górnej jest zadowolonych z życia w swojej dzielnicy. Nawet jednak w pozytywnej wypowiedzi, z reguły pojawia się jakieś „ale”.
- Atutem tego miejsca jest z pewnością duża liczba placów zabaw dla dzieci, zielona infrastruktura, bogata oferta kulturalna i sportowa dla mieszkańców, przygotowywana chociażby przez pracowników SM „Południe”. Jednak to, co mnie wkurza, to zbyt duża liczba supermarketów i mała, naprawdę niewystarczająca liczba miejsc do parkowania – opowiada pan Andrzej z ulicy Dywizji Wołyńskiej.
Narzekania na – dajmy na to – brak miejsc do parkowania, niektórzy mieszkańcy Oruni Dolnej, których domy nie pamiętają remontu od wielu lat, a oni sami codziennie muszą borykać się z pijącą pod ich domami żulerką, mogą skwitować ironicznym wzruszeniem ramion lub charakterystycznym zmrużeniem oka. „Oj przewraca się wam w głowach, przewraca” – mówił bohater filmu „Miś” do angielskiego urzędnika, który w czasach żelaznej kurtyny strajkował bo... miał za ciemno w pracy. Ów moment w komedii Bareji żartobliwie, ale jednocześnie w dobitny sposób obrazował przepaść między dwoma, całkowicie różnymi światami. Ale przecież „dwa światy” Oruni Górnej i Dolnej wcale tak bardzo od siebie się nie różnią. A nawet jeżeli tak, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby ze sobą współgrały. Jedni mają komisariat, sportowe Centrum Południe, operę w kościele, monitoring i supermarkety, drudzy Dworek Artura i jego kulturalne projekty, koncerty muzyczne w projekcie Stacji Orunia, wiele zabytkowych miejsc i tak pięknie je opisującego profesora Sampa. Nie o rywalizację tutaj przecież jednak chodzi. I nawet nie o zacieranie wszystkich różnic między tymi miejscami. Orunia Dolna ze swoją wieloletnią tradycją i kulturą nie musi stać się nagle w pełni nowoczesną i „sterylną” dzielnicą. Ba, nawet nie powinna. Jak często mówią jej mieszkańcy – nie o rewolucyjne zmiany tutaj chodzi, a po prostu o generalny „przegląd” ich dzielnicy. I o to, aby po prostu było tylko i aż... za ciemno w pracy. Jak na Oruni Górnej.

Galeria artykułu

Orunia Górna pod lupą mieszkańców

Orunia Górna...

Orunia Górna pod lupą mieszkańców

Orunia Górna...

Orunia Górna pod lupą mieszkańców

Orunia Górna...

Orunia Górna pod lupą mieszkańców

Orunia Górna...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (0)

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

REKLAMA

REKLAMA