Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Regulaminie.

Rozumiem

Wtorek, 16/07/2019

Portal dzielnic: Orunia Dolna, Orunia Górna, Lipce, Św. Wojciech, Olszynka, Ujeścisko

menu menu menu menu menu

REKLAMA

Historia: Dziś może to szokować...

MojaOrunia.pl » Historia » ...

 4 dodane: 19:37, 28/01/12

tagi:GościnnaKosikhistoria

O kuźni pana Bruskiego, głosie „niczym szóstka na zakręcie”, jeździe „na winogrona”, jaskółczych gniazdach na komisariacie, spornym nagrobku, „zielonym” stawku, zegarze na dawnym dworcu i kilku innych historiach opowiada Krzysztof Kosik, mieszkaniec Oruni i autor niedawno wydanej książki „Oruński Antykwariat”.

Historia: Dziś może to szokować...
Historia: Dziś może to szokować...
Fot. Archiwum Salezjanów

Fotografia 1 z 4


Jak wyglądała ulica Gościnna w latach 60-tych?


Krzysztof Kosik: Ulica Gościnna, co się rzucało w oczy, była wybrukowana kostką, na której królowały tory tramwajowej linii nr 6. Te z kolei rozgałęziały się na boczną linię, czyli stacjonowanie chwilowe składów, równolegle do cmentarza ewangelickiego. Była jeszcze nitka, która prowadziła do zajezdni. Ta mieściła się na miejscu dawnej Zatoki.

Co jeszcze zmieniło się na Gościnnej od tego czasu?


Inaczej wyglądała w pewnych elementach bryła komisariatu milicji obywatelskiej. Od strony Traktu Św. Wojciecha były przymurowane fajne wykusze, tak zwane jaskółcze gniazda. Kiedyś to był ładniejszy budynek, ale i tak ze swoją elewacją przetrwał w miarę dobrze. 
Dalej, na miejscu dzisiejszego hotelu Otelix na Gościnnej 3 stała kamienica czynszowa. W miejscu gdzie dziś jest sklep spożywczy wcześniej był Komitet Obywatelski Solidarność, jeszcze dawniej pasmanteria, a przed nią mleczarnia z osobnym wejściem. Przed wojną natomiast była tutaj restauracja.  
Za sklepem w latach 60-tych stała poczekalnia, a na dzisiejszym skwerku był żółty budynek, nazywany Pekinem. I jeszcze dość obskurny warsztat samochodowy pana Sienkiewicza. Położony dalej budynek „pod Koziołkiem” (Gościnna 13 – przyp. red.) zachował się do dziś.

A druga strona ulicy Gościnnej?


Kamienica Borzychowskich jest jak jest. Szkoła Muzyczna,  wcześniej Restauracja Swoboda, a jeszcze dawniej Restauracja Kirchenbergera, jest jak jest. Budynek poczty – małe zmiany. W miejscu cmentarza ewangelickiego wybudowano w latach 60. ośrodek zdrowia. Zaplecze kuźni pana Bruskiego z zabytkową kuźnią – w tym miejscu czas odcisnął swoje piętno. Dalej bardzo ciekawy budynek z mansardowym dachem. I dawny budynek pastora – czyli dzisiejsza Gościnna Przystań.
Na tym ciągu zmieniło się to, że wybudowano plebanię na dawnym podwórku do piłki nożnej, gdzie jeszcze wcześniej był sad księży salezjanów. Aha i jeszcze „uciekł” nam jeden z domów naprzeciwko szkoły, który został rozebrany.

Jakie są Pana wspomnienia związane z kuźnią?


Pamiętam, że będąc młodym człowiekiem, razem ze swoimi rówieśnikami często stałem i patrzyłem z otwartą gębą na to co wyprawia kowal. Pan Bruski był dobrym fachowcem. Nie widziałem nigdy, aby jakiś rumak porwał tutaj furmankę (śmiech).  Kowal wbijał w podkowy olbrzymie gwoździe, a my się dziwiliśmy, jak to możliwe, że ten koń się nie boi, że ten nie płacze, że ten koń nie ucieka.

To miejsce tętniło życiem?


Tak, przed kuźnią stały często po trzy, cztery wozy. Kowal miał pomocników.  Zasłony były podniesione, patrzyliśmy na snopy iskier, słyszeliśmy dźwięk wyrabianych podków. To miejsce żyło.  
Pamiętam jeszcze konie.  To były potężne, masywne jednostki, które wprawdzie szły powoli, ale mogły uciągnąć niemal wszystko. W okolicy Oruni, Lipiec, Olszynki i Św. Wojciecha znaleźć można było najczęściej konie zimnokrwiste, czyli wywodzące się z Francji perszerony.

Czy budynek kuźni wyglądał tak samo?


Nie, wyglądał inaczej. Czas odcisnął na nim swoje piętno. Tutaj wielkie podziękowania należą się panu Stanisławowi Peekowi, który tam mieszkał. Podpierał budynek belkami, malował, dbało o niego, aby to wszystko przetrwało.
I przetrwało. Chwała Bogu. Bo tak jak powiedział profesor Samp: „Kuźnia dla Oruni jest tym samym, czym Żuraw dla Gdańska”. To bardzo trafne i mądre określenie. Popieram. Niech to będzie symbol naszej dzielnicy.

W kuźni kuto konie, a tuż obok przejeżdżał tramwaj…


Dokładnie. Na zakręcie ulicy Gościnnej wydawał on taki charakterystyczny dźwięk. Jeżeli chciało się dokuczyć koleżance, ale w taki dość przekorny sposób, to się jej mówiło: „masz głos jak szóstka na zakręcie”. To było znane powiedzenie wśród młodych mieszkańców Oruni.  Trzeba też wspomnieć o sposobie „na winogrona”, czyli stylu jakim podróżowało się takim tramwajem. W środku pusto, a wielu ludzi jechało uwieszonych na zewnątrz. Nie należy chyba mówić, że taka jazda nie należała do najbezpieczniejszych. Niekiedy dochodziło do wypadków. Czasem śmiertelnych.

Niektórzy ze starszych mieszkańców Oruni wspominają, że na ulicy Gościnnej i to właśnie w okolicy kuźni była kiedyś kawiarnia. Czy przypomina Pan sobie takie miejsce?

W tym rejonie, o którym Pan mówi, nie, nie przypominam sobie. Miejscem, gdzie w okolicy można było napić się kawy, była kawiarnia Kirchenbergera, a po wojnie – Restauracja Swoboda. Tak jak mówiłem, było to w budynku dzisiejszej Szkoły Muzycznej.  Drugim, podobnym przybytkiem, i to opisuje w mojej książce, był oruński dworzec. Za kasami biletowymi była restauracja, było zejście po schodach. Można tu było wypić nie tylko herbatę i oranżadę, ale też coś mocniejszego – setę, a także zjeść galaretę, schabowego. Ta restauracja istniała jeszcze do lat 60-tych. Nazywała się „Dworcowa”.

Dworzec musiał prezentować się zupełnie inaczej niż obecnie?

Dzisiaj to może szokować, ale w latach 50 i 60. mieliśmy na dworcu pełnosprawny, czysty hol. W poczekalni był duży piec, zawsze ciepły zimą. Ba, był nawet wynalazek XXI wieku – szalety. Mieliśmy też piękny, terenowy, żeliwny, zielony zegar. Niewiadomo kiedy przyjechała ekipa i go wymontowała. Ale gdyby ostał się on do dziś, to i tak pewnie prędzej czy później padłby już łupem złomiarzy.

Jak wyglądał cmentarz ewangelicki?

Na narożnikach były kwadratowe studnie z wodą, była też jedna z dwóch oruńskich fontann. Stała za dzisiejszym ośrodkiem zdrowia, w okolicy przejścia przez tory. Duże koło, cembrowina, na środku kopiec z rurką – wszystko to było bardzo proste. Pamiętam olbrzymią bramę, nagrobki z różnokolorowego marmuru. Jak piszę w mojej książce, szczególnie jeden z nich fascynował młodych ludzi. Na olbrzymich rozmiarów czarnej płycie granitowej pod pełnymi żaglami płynął złoty żaglowiec. Kłóciliśmy się kto tam leży, czy kapitan, czy admirał.

Na terenie cmentarza był również niewielki staw, w którym jak pamiętają starsi oruniacy, kąpali się ludzie. Pamięta Pan to miejsce?

Staw był zapleczem przedwojennej Restauracji Kirchenbergera. Oprócz tego, że było tam dobre jedzenie, była jeszcze inna atrakcja. Wspomina o tym również Gerard Szarmach, nasz bardzo zasłużony fryzjer. Mianowicie w tym miejscu było kiedyś mini zoo z papugami, małpkami i osiołkami. Było też niewielkie jeziorko, na którym w odległych czasach pływały miniatury łodzi weneckich – to było takie upiększenie tego rejonu.

Z dzieciństwa  pamiętam, że od strony torów stał tu dąb, który swoimi konarami wchodził w brzeg. Starsi koledzy właśnie tam się pławili.  Początkiem końca tego miejsca było zwiększenie produkcji w pobliskim Żeliwiaku. Zakład wyrzucał resztki typu karbid, siarka, żużel na jedną hałdę, którą spychano w kierunku stawku. Po jakimś czasie woda zaczęła się robić zielona. Później, wszystko to zakopano, dzisiaj nic już nie ma.

Dziękuję za rozmowę
Powyższy tekst prasowy zrealizowany został w ramach projektu "Co z tą Kuźnią" finansowanego przez Gminę Miasta Gdańska.

Galeria artykułu

Historia: Dziś może to szokować...

Historia: Dziś...

Historia: Dziś może to szokować...

Historia: Dziś...

Historia: Dziś może to szokować...

Historia: Dziś...

Historia: Dziś może to szokować...

Historia: Dziś...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (2)

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

awatar

gosc

195.95.235.*

01:16, 17/07/15

zdjecie nr1 z lat pocztek 1980.jest paru chlopakow ministrantow z Zulawskie Jozef D.;z Zwiazkowej "Biro";z Radunskiej; ks.asystent z Lądu, i inni.ZWielkiej Soboty ..

zgloś naruszenie
awatar

r_maki

77.114.149.*

13:34, 15/02/12

Orunia i dziś jest ciekawym miejscem, szkopuł w tym że młodzieży z rzadka chce się cokolwiek, a tym bardziej odkryć jakąś tajemnicę o której wiedzą, bądź pamiętają ich rodzice i dziadkowie.Mieszkamy z rodzinką ...wiecej

zgloś naruszenie

REKLAMA

REKLAMA