Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Regulaminie.

Rozumiem

Sobota, 27/05/2017

Portal dzielnic: Orunia Dolna, Orunia Górna, Lipce, Św. Wojciech, Olszynka, Ujeścisko

menu menu menu menu menu

REKLAMA

Urzędnicy kontra...przyczepy: 1-1

 1 dodane: 18:08, 13/04/12

tagi:nielegalprzyczepareklama

Urzędnicy idą na wojnę z nielegalną reklamą. To syzyfowa praca i zabawa w kotka i myszkę – przyznają. Specjalny zespół, w blasku medialnych fleszy, usuwa ustawione „na dziko” przyczepy. Te ostatnie, do których nikt się nie przyznaje, trafiają na...Orunię.

Urzędnicy kontra...przyczepy: 1-1
Urzędnicy kontra...przyczepy: 1-1
Fot. p.olejarczyk

Fotografia 1 z 1

Wczoraj (12.4) pierwszy dzień frontu. Zmasowany atak magistratu i straży miejskiej. Głównie propagandowy. Ale są i pierwsze „ofiary”. Dziesięć poustawianych w rejonie Kartuskiej, Łostowickiej i Armii Krajowej przyczep reklamowych. Umieszczonych w pasie drogowym, na miejskich terenach, bez zgody urzędników.

Pięć z "lawet" zabierają sami właściciele, pięć z nich odholowanych jest przez służby miasta. Na ulicę Równą, na teren Przedsiębiorstwa Robót Sanitarno Porządkowych. – No pięknie, jak miasto ma coś niepotrzebnego, to od razu wrzuca to na Orunię – denerwują się przedstawiciele lokalnej Rady Osiedla.
- To nie tak. Przyczepy, które zostaną przywiezione na ulicę Równą, nie będą nikomu przeszkadzały. To ogrodzony, położony na uboczu teren – zapewnia Emilia Salach-Pezowicz z gdańskiego Biura Prasowego.

Drugi dzień frontu. Znów zbiera się specjalny zespół zadaniowy złożony z pracowników pięciu wydziałów gdańskiego magistratu. Są i strażnicy miejscy. Wszyscy mają jeden cel: namierzyć i usunąć jak największą liczbę przyczep reklamowych. Ustawionych nielegalnie. I często szpecących okolicę. Przed urzędnikami ambitne zadanie – według szacunków magistratu, w Gdańsku jest około 100-150 „nielegalnych przyczep”. Na Oruni można je znaleźć na przykład wzdłuż Traktu św. Wojciecha.
– W pierwszej kolejności oczyszczamy centrum miasta. Ale czekamy na sygnały także z innych dzielnic. Może to zrobić każdy mieszkaniec, dzwoniąc do Dyżurnego Inżyniera Miasta – tłumaczy przedstawicielka Biura Prasowego.

Urzędnicy idą na front uzbrojeni. Wspiera ich zarządzenie prezydenta Gdańska. Mówi ono o procedurze usuwania obiektów bezprawnie umieszczanych na nieruchomościach, które stanowią własność miasta lub Skarbu Państwa. Przyczepy reklamowe pasują do tego opisu jak ulał.

Według producentów, boom na tego typu nośniki reklamowe, zaczął się w Gdańsku jakieś dwa, trzy lata temu. – Teraz rynek jest już nasycony – uważa Mirosław Rekowski z gdańskiej firmy MER, która produkuje i wypożycza przyczepy reklamowe.

Dlaczego miasto dopiero teraz zabrało się do usuwania nielegalnie ustawionych reklam? Niektórzy spekulują, że na aktywność urzędników wpływ może mieć zbliżające się wielkimi krokami Euro2012. Są i tacy, którzy przypominają, że obecny rok, decyzją wojewody, został ustanowiony „rokiem krajobrazów Pomorza”. A, że trudno mówić o przynoszących chlubę krajobrazach w Gdańsku, kiedy właściwie wzdłuż każdej większej jego ulicy, można znaleźć poprzewracane, zardzewiałe, zniszczone przyczepy reklamowe....
Jeszcze inni widzą związek... z wczorajszym spotkaniem autorskim (w Gdańsku) znanego dziennikarza „Polityki”, którego książka: „Wrzask w przestrzeni. Dlaczego w Polsce jest tak brzydko?” to również surowa krytyka pod adresem miejskich planistów w całym kraju.

Salach-Pezowicz ma jednak inne wyjaśnienie całej akcji.
 - Tego typu przyczepy, ustawione gdzie popadnie, bez żadnej zgody to plaga w Gdańsku. Dostawaliśmy coraz więcej zgłoszeń od zdenerwowanych mieszkańców – mówi urzędniczka.

Wczorajszy rezultat akcji (10 przyczep mniej w Gdańsku) może „zdenerwowanych mieszkańców” ucieszyć. Dzisiejsze wieści, już mniej. – Mamy informację, że pięć przyczep reklamowych, które wczoraj zabrali sami właściciele, znów pojawiło się w Gdańsku. Tym razem w innych miejscach. Przypomina to trochę zabawę „w kotka i myszkę” – nie ukrywa Salach-Pezowicz.

Mieczysław Kotłowski, dyrektor gdańskiego Zarządu Dróg i Zielenie nie potwierdza informacji o „wracających przyczepach”. Przyznaje jednak, że walka z tego typu nielegalnymi reklamami to syzyfowa praca. Jego zdaniem, przeszkadza źle skonstruowane prawo. Mimo, iż zeszłoroczny wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego jasno mówi, że właściciel (lub najemca) przyczepy reklamowej może zostać ukarany grzywną, jeżeli ustawił ją nielegalnie, praktyka pokazuje zupełnie co innego.

- Procedury są skomplikowane, nieskuteczne, a czasem po prostu śmieszne. Żerują na tym ludzie, którzy ustawiają w mieście swoje reklamy – uważa Kotłowski. – Co możemy zrobić, kiedy ktoś postawi nielegalnie przyczepę reklamową w pasie drogowym? Wszczynamy postępowanie, powiadamiamy stronę, jest wizja lokalna. Ale wystarczy, że druga strona przesunie swoją reklamę o metr i już trzeba wszczynać inne postępowanie. Tak można bawić się w kółko – dopowiada.

Bardzo rzadko zdarza się, aby ktoś w tym przypadku zapłacił jakąś karę. – To są śmieszne kwoty. Niektórym właścicielom, czy najemcom reklam opłaca się ją zapłacić i dalej w najlepsze trzymać swoje przyczepy na miejskich terenach – komentuje Kotłowski, który podkreśla, że tego typu nośniki mogą być niebezpieczne dla otoczenia. - Wystarczy, że zawieje mocniejszy wiatr. Wiele przyczep się przewraca. A niech akurat ktoś przechodzi obok.

Mandaty wypisywane są w przypadku, gdy nośnik reklamowy w jakiś sposób uszkodzi okolicę, na przykład zniszczy chodnik, lub zdemoluje trawnik. Jest jeszcze opłata za odholowanie i magazynowanie przyczepy. – Nie przekracza ona 200 złotych – mówią urzędnicy. Inaczej niż w krajach zachodnich w Polsce nie płaci się za każdy dzień przetrzymywania naszej własności w miejskim magazynie. Obojętnie więc, czy zdecydujemy się odebrać przyczepę pierwszego dnia, czy zgłosimy się po nią za pół roku, zapłacimy tyle samo – około 200 złotych. – To jest luka w prawie – przyznają przedstawiciele magistratu.

W najbliższych dniach można spodziewać się kolejnych akcji wymierzonych w nielegalne reklamy.

Wykręciliśmy też kilka numerów, które znaleźliśmy na oruńskich przyczepach reklamowych. Co usłyszeliśmy? W jednym przypadku rozmówca tłumaczył nam, że to nie jego sprawa, tylko... współpracującej z nim agencji reklamowej. Inny mężczyzna wyjaśniał, że on żadnej zgody na swoją przyczepę nie ma, bo „jest dogadany z kim trzeba”.

Jeżeli ktoś chce legalnie postawić przyczepę reklamową na miejskim terenie, powinien zgłosić się do Zarządu Dróg i Zieleni (gdy w grę wchodzi zajęcie pasa drogowego) lub do gdańskiego Wydziału Handlu. - Nie mieliśmy ani jednego takiego wniosku - mówią nam przedstawiciele obu instytucji.

Koszt przyczepy reklamowej waha się od 1500 do 10 tysięcy złotych. Można też wynająć przyczepę reklamową. Za miesiąc takiej usługi płaci się około 400-500 złotych.
Warto też przypomnieć, że w czasie kampanii wyborczych z przyczep reklamowych korzystają politycy.
Numer do Dyżurnego Inżyniera Miasta (całodobowy):58 524-45-00

Galeria artykułu

Urzędnicy kontra...przyczepy: 1-1

Urzędnicy...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (0)

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

REKLAMA

REKLAMA