Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Regulaminie.

Rozumiem

Sobota, 21/09/2019

Portal dzielnic: Orunia Dolna, Orunia Górna, Lipce, Św. Wojciech, Olszynka, Ujeścisko

menu menu menu menu menu

REKLAMA

Nowy, stary świat...

 5 dodane: 14:05, 16/04/13

tagi:

Orunia, podobnie jak Warszawa, ma swój „Nowy Świat”. A mówiąc dokładniej, miała go przed wojną. Dzisiejsza ulica Nowiny, bo o niej tu mowa, powinna jednak nosić jeszcze inna nazwę. Wileńska – przekonuje mnie jedna z orunianek, mieszkająca tutaj od lat 40-tych. Proszę Pana, jak tu kiedyś wyglądało… - wspomina. No właśnie, jak?

Orunia
Orunia
Fot. archiwum pani Joanny

Fotografia 1 z 5

- Po wojnie na Orunię wprowadziło się wielu ludzi z Wilna. Dużo z nich osiedliło się na ulicy Nowiny. Wśród nich, także moja rodzina – opowiada Joanna Iwanowska, z domu Kuklińska, która w 1945 roku wraz z rodzicami zajęła puste mieszkanie na Nowinach 25. Moja rozmówczyni miała wtedy 2 lata.

- Z Wilna wieziono nas bydlęcymi wagonami. Naszym jedynym dobytkiem było moje łóżeczko, trochę rzeczy osobistych, jakieś talerze – wspomina orunianka. - Najpierw trafiliśmy do Bydgoszczy, tam jednak patrzono krzywo na repatriantów ze wschodu. Później był Gdańsk i mieszkanie w na pół spalonym domu, gdzie w piwnicy natknąć się można było jeszcze na trupy. Aż kiedyś mój tata zabrał mamę na spacer na Orunię. Mama zachwyciła się „Nowinami”, było tutaj tak zielono, kwitły wiśnie. „Tu musi być nasz dom!” – orzekła. I tak też się stało – pani Joanna pokazuje mi kolejne fotografie swojej rodziny.

Wilno na Oruni

Na Nowinach 25 mieszkali już gospodarze. Jak się okazało, także z Wilna. – Na dole byli to państwo Symonowicze i Tomaszewicze, wyżej państwo Lisowscy. U góry było jeszcze jedno wolne mieszkanie i ono przypadło właśnie nam. Było strasznie zdewastowane, tata musiał szukać ram okiennych. Przywiózł je na wózku aż z Siedlec  - 70-latka przywołuje kolejne wspomnienie.

Ludzi z Wilna lub okolic tego polskiego wcześniej miasta, które po wojnie trafiło pod panowanie Związku Radzieckiego, mieszkało tutaj znacznie więcej. Pani Joanna przypomina sobie, jak na podwórkach na ulicy Nowiny można było zobaczyć charakterystyczne, znane z Wileńszczyzny „kaczanie jaj”.

A na stołach, szczególnie w święta, królowały potrawy z tamtej części Polski – rodzina mojej rozmówczyni zajadała się np. babką kartoflaną. No i oczywiście język. Dochówka, nie piekarnik. Kindziuk, zamiast żołądka. Słowa rodem z Wileńszczyzny dało się słyszeć w wielu miejscach Oruni (nie tylko na ulicy Nowiny).

Była również tęsknota. – W święta zjeżdżała się do nas rodzina, oczywiście już nie z Wilna, a z innych części Gdańska. Było dużo wspomnień o Wilnie, czasem był i płacz. I te przekonanie: „wrócimy tam kiedyś na pewno!”. Po kilku latach już było wiadomo, ze tak się nie stanie. Ludzie się z tym pogodzili – wspomina orunianka.

Kaplica i kapuściarnia...
Pierwsze wspomnienia mojej rozmówczyni to oczywiście początek lat 50-tych. Pani Joanna zabiera mnie na swoistą, historyczną wycieczkę po ulicy Nowiny. – Idąc od Parku Oruńskiego w kierunku Starogardzkiej. Po lewej stronie, a więc przy Kanale Raduni: duży sad i długi parterowy domek, w którym mieszkał pan Żelazowski, ponoć osobisty kierowca Lenina. Dalej, tam gdzie dzisiaj jest dom opieki nad niepełnosprawnymi było kiedyś przedszkole a później żłobek. Następna była kaplica, w kolejnym domu mieszkali państwo Huleccy… - wspomina.

Kaplica pw. św. Józefa, o której tu mowa, to wybudowany przez proboszcza kościoła św. Ignacego  w  latach 20-tych budynek. – Po wojnie ten charakterystyczny dom z czerwonej cegły przestał pełnić funkcję sakralną, został przemianowany na mieszkania. Do tej pory jednak na budynku tym można znaleźć  mocno już zatartą sygnaturę: „Św. Józef” – mówi nam profesor Jerzy Samp, autor wielu książek na temat historii Gdańska, w tym i Oruni.

Prawa strona ulicy Nowiny, lata 50-te: - Park Oruński, później budynki ogrodnictwa i z tyłu niewielka kuźnia, później gospodarstwo pana Fusa, no i oczywiście kapuściarnia, którą zarządzał pan Sawicki. Rolnicy z okolicy przywozili tutaj kapustę, koło Nowiny 27 był ciek tej kapuściani, tam leciały wszystkie odpady. Trzeba było uważać na tę breję – uśmiecha się pani Joanna.

Krzysztof Kosik, autor książki „Oruński Antykwariat” przypomina, że kapuściarnia to oczywiście Państwowy Zakład Przetwórstwa Warzywno-Owocowego. Czyli „nie samą kapustą” żyło to miejsce.  W miejscu, gdzie teraz stoją domy osiedla „Pod Kasztanami” kiedyś pracowało się także „na truskawkach”. – Doskonale to pamiętam, bo sam jako młody chłopak właśnie tam sobie czasami dorabiałem – wspomina Kosik.

Procesje zwierząt, standard

Z kolei profesor Samp opowiada nam, że przed wojną, oruńska kapuściarnia pełniła jeszcze inną funkcję: ubojni.  Co ciekawe i smutne jednocześnie, po 1945 roku kapuściarnia znana była z tego, że odpady z niej trafiają do Kanału Raduni. – Jak był sezon buraczkowy, to Radunia spływała „krwią” – wspomina profesor.

Ulica Nowiny po wojnie to spore gospodarstwa z wielkimi terenami od strony Parku, ale także małe, ogrodzone płotem ogródki od frontu. Niemalże każdy gospodarz miał u siebie liczny inwentarz. Pani Joanna wspomina, że jej ojciec, który był wtedy miejskim urzędnikiem od spraw komunikacji, miał w obejściu kury i króliki. Inni sąsiedzi mieli krowy. Nie było więc problemu z kupnem świeżego mleka. – Naprzeciwko nas mieszkali Dalidowscy i tam szło się codziennie po mleko – mówi orunianka.

Ulica Nowiny była brukowana,  nie było chodnika, trudno po niej się chodziło. Czasem należała ona nie do spacerujących ludzi, a zwierząt. „Procesja” krów, czy kur idąca środkiem ulicy? Jak najbardziej, ale jak przypomina sobie pani Joanna, gospodarze wypuszczali też swoje zwierzęta na pasy zieleni za swoimi gospodarstwami.

Nowy, stary świat

Profesor Samp przypomina, że ulica Nowiny nosiła przed wojną zupełnie inną nazwę. „Neue Welt” – czyli Nowy Świat.
- Ulica Neue Welt  to było wówczas ciekawe połączenie wsi i miasta. Od strony Kanału Raduni sady i mieszkania dla drobnych rzemieślników: aptekarzy, szewców. Od strony Parku: gospodarstwa, ubojnia i kapuściarnia – tłumaczy.

- Gdańszczanie, którzy mieszkali tutaj przed wojną, musieli pod przymusem opuścić swoje mieszkania. Oczywiście niektórzy zostali, po wojnie znaleźli zatrudnienie chociażby w drukarni – mówi.

Pani Joanna uważa, że ta część Oruni to nie Nowy Świat, czy nawet nie Nowiny. A raczej, patrząc na to kto tam mieszkał tuż po wojnie, ulica Wileńska. Z takim postawieniem sprawy nie do końca zgadza się profesor Samp. – Tak, było tam dużo ludzi z Wileńszczyzny. Ale trafiali się także mieszkańcy z centralnej Polski, czy z terenów dzisiejszej Białorusi – przypomina.

A jak to się stało, że Nowy Świat stał się Nowinami? – To była taka urzędnicza dowolność. Trzeba było szybko wymyśleć nową nazwę, to się wymyślało. A to, że nie trzymało się to kupy, cóz… Dobrze przynajmniej, że w Śródmieściu postępowano inaczej – komentuje historyk.

Galeria artykułu

Orunia

Orunia

Jasełka w dawnym Oratorium, 1960 rok

Jasełka w...

Kościół i szkoła, Orunia

Kościół i...

Park Oruński

Park Oruński

rodzina pani Joanny

rodzina pani...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (1)

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

awatar

gosc

83.25.65.*

13:02, 18/04/13

ja jako mieszkanka ulicy Nowiny stwierdzam że nazwa jest odpowiednia. Pamietam za czasów dzieciństwa jak sąsiedzi, mój ojciec sadzili kwiaty na przydomowych ogródkach. Z wielką przyjemnoscią spacerowało się i ...wiecej

zgloś naruszenie

REKLAMA

REKLAMA