Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Regulaminie.

Rozumiem

Czwartek, 19/09/2019

Portal dzielnic: Orunia Dolna, Orunia Górna, Lipce, Św. Wojciech, Olszynka, Ujeścisko

menu menu menu menu menu

REKLAMA

Orunia to nie dzielnica, to stan...

 1 dodane: 13:51, 26/07/13

tagi:

Orunia potrafi zadziwić. Potrafi rozśmieszyć, ale też i zdenerwować. Czasem trudno ją pojąć. Bo weźmy chociażby taką historię...

Orunia to nie dzielnica, to stan...
Orunia to nie dzielnica, to stan...
Fot. Grzegorz Jezierski

Fotografia 1 z 1

Jeden z czytelników naszego portalu napisał nam kiedyś poetycko: „Trzeba wejść w głąb, zanurzyć się w odmętach oruńskiej rzeczywistości, wypić ją do dna i się nie krzywić, bez zagrychy.”

Pokolenie Facebooka zaklikałoby, że „Orunia to nie dzielnica, to stan umysłu”. 

Że niby Orunia jest „inna”. Że czasem na trzeźwo nie da się jej pojąć. Że potrafi człowieka „wbić w fotel”. I nie trzeba być nawet jakiś francuskim pieskiem, jakimś „Ę, Ą”, by się porządnie zdziwić.

Pora na kilka migawek
Taki widok: Ulica Przy Torze, pijany mężczyzna leży obok drzwi wejściowych do kamienicy. Tuż obok bawi się gromadka dzieci. Nikogo to nie obchodzi, sąsiedzi przechodzą obok „leżaka”, jak gdyby nigdy nic. „Śpię, bo mi się chce spać, logiczne?” - by przywołać klasyka.

Inny obrazek: Trakt św. Wojciecha, wysokość ulicy Dworcowej. Popołudnie. Ulicą idzie mężczyzna. Za sobą ciągnie... zderzak od samochodu. Szoruje nim po chodniku. Zaczepiają go inni przechodnie. Koledzy, znaczy. Śmieją się, gratulują „zdobyczy”. Może uda się z tego trochę grosza przytulić - wiadomo każdy orze, jak może.

Kolejna migawka: Ulica Małomiejska, kierowcy skręcają z Traktu i jadą w kierunku Oruni Górnej. Koło obskurnych, rozpadających się piętrowych „bliźniaków” spaceruje starszy mężczyzna. Wszystko ok, ale czemu ubrany jest tylko w majtki i podkoszulek? No tak, w ręku dumnie dzierży jeszcze siatkę „na zakupy”. Mężczyzna jest pijany, zatacza się na wszystkie strony. Kierowcy przejeżdżają powoli – wiadomo „welcome to Orunia”, na szczęście za chwilę Małomiejska zamieni się w Świętokrzyską i będziemy już w „cywilizowanym świecie”.

Tak, to będzie artykuł z „takimi” właśnie historiami. Wiele z nich opowiadają sami mieszkańcy Oruni. Niekiedy w formie anegdoty, by razem dobrze się pośmiać. Kiedy indziej z dumą – się mieszka „na dzielni”, prawda? Czasem jednak trochę i przez łzy – Panie, gdybym mógł się stąd wyprowadzić...

I trzy uwagi do...
Zanim otworzymy butelkę z napisem „Oruńska Rzeczywistość”, trzy uwagi.

Pierwsza, do różnej maści „PR-owców” tej dzielnicy, którzy mogą uważać, że takie artykuły to nic tylko powielanie złych stereotypów o Oruni: Jako portal, który od ponad trzech lat właściwie każdego dnia zajmuje się Orunią, piszemy o rzeczach dobrych i tych mniej chlubnych. Najważniejsze, że prawdziwych. Nie jesteśmy po to, by pokazywać wyłącznie lepszą stronę tej części miasta. Z prostej przyczyny: to nie byłoby zagranie uczciwe, a czytelnicy szybko by nas ustawili do pionu.

Druga, do wszystkich hipsterów, zachwycających się „klimatem Oruni”, którzy uważają, że fajnie jest wpaść na Orunię, zrobić zdjęcia „z klimatem”, a później opowiadać, że „się przeżyło”: Nie, rozwalająca się kamienica, czy zniszczony plac zabaw, nie są „fajne”. Nawet jeżeli fajnie wygląda w obiektywie, to wciąż rozwalająca się kamienica, w której muszą mieszkać ludzie. Albo plac zabaw, na którym muszą bawić się dzieci. Mamy nadzieję, że poniższe opowieści nie będą pożywką dla tych, którzy uważają, że nowe blokowiska i „sypialnie” są nudne, nie mają duszy, ale za to Orunia... Nie, to biedna dzielnica, która dramatycznie potrzebuje inwestycji i społecznej rewitalizacji.

Trzecia, do wszystkich tych, którzy mieszkają w innych dzielnicach Gdańska i uważają, że „takie rzeczy” to tylko na Oruni: Gdzie najwięcej pracy mają policjanci z I Komisariatu? Nie na Oruni, a w południowych dzielnicach Gdańska. Gdyby podobny do naszego portal istniał w Nowym Porcie, na Stogach, czy Wrzeszczu, z pewnością miałby „barwne” historie do opowiadania. Sam mógłbym wymienić ich kilka. A prawda jest taka, że chyba każda dzielnica w Gdańska ma swoje „lepsze” i „gorsze” adresy. Na Oruni tych ostatnich nie brakuje, ale całkiem sporo jest i tych pierwszych. Także, spokojnie. Może być różnie.

A oni sruuu, na kwadrat...
Smakowanie oruńskiej rzeczywistości zaczynamy od prawdziwej skarbnicy oruńskich opowieści z przymrużeniem oka. Mowa o pani Ewie, mieszkance Oruni, która w sieci występuje pod pseudonimem yuka29. Jej blog to prawdziwa kopalnia anegdot i suspensów. Głównie „z dzielni”.

Taka oto podróż taksówką. Pani Ewa – pasażerką, narratorem – kierowca.

"Bo ja proszę pani to kupę lat na Oruni mieszkałem. Na Rejtana, to wiadomo - działo się, oj działo! Kiedyś stoją na ślimaku i chleją, wie pani - grupa kumpli. Nagle dwóch, wyjęło niepostrzeżenie trzeciemu klucze do mieszkania, ten chleje dalej, a oni sruuuu, kwadrat mu obrabiać. Koleś też był z Rejtana. Wynieśli mu dosłownie wszystko. Telewizor już pod samą klatką za dychę sprzedali. Chcieli go puścić za pięć dych, ale spadł im ze schodów to poszedł z rabatem. A te klucze wrzucili mu z powrotem do kieszeni. Nawet się chłop nie jornął... Orunia... kupa wspomnień" - opowiada taksówkarz.

I dalej: "Jeden gostek miał pecha i poszedł do więzienia. Babę zostawił, a ona wiadomo – nie minęły dwa pacierze i znalazła se innego gacha. Ale on wyszedł z ancla. Na początku nie wiedział co się działo. Miesiąc była wielka miłość, z dzióbków sobie jedli, ale ktoś życzliwy doniósł na nią. Awantura była taka, że pół Oruni w oknach siedziało. Wyprowadził kurwiszcze z chałupy. Elegancko, przez okno. Jeszcze długo jej gacie i staniki na drutach elektrycznych wisiały. Jak chłop w więzieniu, to baba powinna czekać, a nie się szlajać."

Czynsz? A co to?
Pozostajemy na Rejtana. Rozmawiam z grupą oruniaków, którzy piją w jednej z bram. Kobiety i mężczyźni, towarzystwo w wieku 40-50 lat. Jeden z Panów ma wyjątkowo dobry humor.

- Że na Rejtana jest niebezpiecznie? No może przez te małolaty co tu się kręcą, albo tych z Ubocze (chodzi o wybudowany tam nowy budynek – przyp. red.). My to co najwyżej na wesoło się bawimy. Ja na przykład jak się napiję, to czasem sobie na dworze pokrzyczę. I o 3 w nocy się wydzieram: „ludzie, czemu śpicie? Przecież nikt tu nie płaci czynszu, jak możecie spać spokojnie?”. Tak sobie żartuję.

- A Pan płaci? - pytam.
- No Panie, wiadomo...że nie – zaśmiewa się.

A propos niepłacenia czynszu. Jeden z komunalnych bloków na Przy Torze. Zadłużenie (potwierdzają to urzędnicy) rzędu niemalże 200 tysięcy złotych.

– Przecież nikt tu nie płaci za mieszkanie, komornicy w kółko latają. Ludzie stąd narobią sobie dzieciaków, później żyją z zasiłków, świadczeń MOPS-u – mówi mi jeden z mieszkańców.

- Panie, tu taki syf. Libacje na okrągło, a jak zwrócisz uwagę, to ci muzykę na cały regulator włączą. Nic nie remontują, klamki kradną na złom, drzwi wejściowe są z dykty, a kible są na korytarzach – żalą się inni lokatorzy.

Gangsta, gangsta
Wracamy na Rejtana. Historia jednego z mieszkańców Oruni, który wolał pozostać anonimowy.

- Wspólnie z kilkoma kolegami szedłem Traktem św. Wojciecha i nagle na wysokości ulicy Rejtana zobaczyliśmy skręcające w tę ulicę dwa duże policyjne samochody. Po chwili wypadła stamtąd grupa facetów, dobrze zbudowanych. Typ „karków” i „dresiarzy”. Za nimi biegł mężczyzna z siekierą. Nie mam pojęcia, o co w tym wszystkim chodziło.

Takie „szemrane” opowieści z Oruni są często powtarzane w kontekście jednego z najsłynniejszych gangsterów oruńskich, pseudonim „Banan”. - To był dobry gość. Nie to co te policyjne mendy opowiadają, a dziennikarskie psy później powtarzają – usłyszałem jakiś czas temu na Sandomierskiej. Kilku 30-latków, którzy tuż obok torów zrobili sobie zakrapianego grilla, początkowo patrzyło na mnie nieufnie. - Też pismak? A co tak dziwnie gadasz, myślisz, że jesteś lepszy, czy coś? - dopytywali.

Udało mi się jednak wkraść w łaski grupy. Panowie byli zdziwieni, że słyszałem o Adrii i Balbinie, oruńskich pijalniach. Także więc zostałem poczęstowany alkoholem. Na dokładkę kilka historii.

- Z „Bananem” to były imprezy, panienki zawsze zaj...iste, miał facet gest. I nie słuchaj, że tam jakiś gwałt był. „Banan” to spoko gość, jak trzeba było to i dzieciakom okolicznym pomagał. Dawał pieniądze, jak ktoś potrzebował. Idź, popytaj.

Opowieści z cyklu „bo to dobry chłopaczyna był” jest więcej. Trudno je jednak weryfikować, towarzystwo mocno podpite i niektórzy zaczynają prężyć muskuły.

- Beka była z jednego gościa, co od kablówki chodził. Chciał ją u nas zakładać. A tu każdy w kamienicy ma już kanały, wiadomo, ciągnięte na lewo. Facet się zdziwił, bo w papierach nic nie miał. Ale jak zobaczył, kto tu mieszka, to już później nie wracał. I mamy kablówkę jak się patrzy – śmieją się moi rozmówcy.

Dla równowagi, warto przypomnieć, za co oskarżony był „Banan” - pisaliśmy o tym tutaj.

Świat według meneli
Na Oruni osobny rozdział tworzą tak zwani menele. Niestety, natknięcie się tutaj na pijaną osobę do wyzwań nie należy. „Pawilony” na Żuławskiej, zaplecze „Domu Kultury” na Dworcowej, działki na Równej, czy Żuławskiej, przejście na Rejtana – wszędzie tam (i nie tylko tam) można spotkać mocno zakrapiane towarzystwo.

Ba, najpopularniejsi trafiają do Internetu. Nieżyjący już „Trampek” (taka ksywa) na kolejnych filmikach wymusza pieniądze i pokazuje, jak żyje się na Oruni. Inny, pan Edek deklamuje suto przyprawione przekleństwami wiersze.

Wspomniana już wyżej yuka29 opisuje sporo historii z oruńskimi menelami w roli głównej. Można odnieść nawet wrażenie, że ma do nich swoistą słabość. Zresztą, taka historia:

„Wyrzucam śmieci. Patrzę, a przez okno na parterze, z wysiłkiem gramoli się sąsiad. Poczynaniom (oprócz mnie), przygląda się jego pies siedziący na parapecie...
Zagajam: 
- Sąsiad, a przez drzwi to nie byłoby łatwiej? 
- Ech, sąsiadko, ta k**** moja żona zamknęła drzwi i poszła w pi*** ! Myśli, że jak mam ochotę na browar to nie pójdę! A taki ch***! Będę chciał to się napiję!”

Kolejna historia. Czasem mieszkańca Oruni może spotkać taka niespodzianka:

„Kilka dni temu wychodząc z domu, natknęłam się na półpiętrze na uroczy barłóg, składający się z kurtki, jakichś szmat i pustej flachy po denaturacie.
Dziś rano Junior (syn blogerki – przyp. red.) wychodząc z domu, napotkał pewną trudność (jak się okazało – obiektywną!) w otwieraniu naszych drzwi. Trudność spała rozwalona, zawinięta w brezent niczym Bear Grylls w swoich programach o survivalu. Młody się przestraszył a trudność okazała się (a jakże) sąsiadem z parteru.”

Ale pijany człowiek nie zawsze oznacza awanturę. Pani Ewa opisuje swoją kolejną przygodę:

„Idę przez skwerek na Oruni (z roboty wracam), a na ławce dwóch żurów, w znacznym stanie rozkładu raczy się miodowo - lipowym. Wtem obydwaj podnoszą czapki i mówią naraz "Dzień dobry Pani", no to ja, wiadomo, kultura - Dzień dobry Panom! A oni znowu razem -"dziękujemy pani!". Ja aż się zatrzymałam, pytam ich za cóż mi dziękują? (A mogłam przemilczeć, mogłam!!!). 
Na co oni odrzekli -" Bo żadna k...a nie odpowiada!" I teraz nie wiem, gdzie był przecinek ?!”

Historie wczoraj i dziś
Na zakończenie jeszcze garść „opowiastek”. Jeden z mieszkańców Traktu św. Wojciecha: - Jak to się nie zmieniło na Oruni? Trzydzieści lat temu, w podwórku była obora. Dziś to budynek, w którym mieszkają ludzie.

Jeden z robotników, którzy remontowali mocno już zniszczoną kamienicę przy Raduńskiej. - Nie wiedziałem, że można żyć w takich warunkach. Majster jak wszedł do jednego z mieszkań, to musiał szybko uciekać. Smród był taki, że o mało co nie zwymiotował. Ludzie sami doprowadzili to wszystko do takiego stanu.

Pan Marian, mieszkaniec Żuławskiej, spotkany pod monopolem: - Są dwa typy biznesu, które sprawdzają się na Oruni. Monopolowe i lumpeksy.

Kierownik jednego z monopoli na Trakcie św. Wojciecha. - Jabole to się sprzedają od razu. W ogóle alkohol schodzi szybciej niż pieczywo. No cóż, klient nasz Pan.

Ale aby nie było tak mocno w alkoholowy deseń, jeszcze opowieść słynnego na całą Polskę... pirata z Oruni. Mowa oczywiście o Zbigniewie Klewiado, twórcy, pierwszej prywatnej telewizji (tak, tak) w Polsce. Oddaje ona też nieźle klimat dzielnicy, z tym, że tej z początku lat 90-tych.

„Kto chciał z ulicy przyjść, złożyć komuś życzenia, to się go brało przed kamerę i kręciliśmy. Były życzenia na telefon i w siedzibie telewizji, na Nowinach. Na zasadzie: „a bo Kryśka mi składała pozdrowienia przez telefon, to ja jej się zrewanżuję, tutaj, na żywo”. To nie była telewizja, gdzie spiker był potrzebny. Nie było żadnej ramówki, działaliśmy spontanicznie. 

Czasami rybacy jakiegoś łososia w podzięce przynieśli, a to sąsiad koniak dał. Później pojawiły się u nas pierwsze reklamy, mój syn robił je na swoim komputerze, Spectrum. No i przychodzi jeden gościu, który u nas dał ogłoszenie o pracę. „Weźcie już zdejmijcie tę reklamę, bo tłum ludzi mi dom szturmuje” – mówi. Czyli telewizja działała (śmiech).”

Galeria artykułu

Orunia to nie dzielnica, to stan...

Orunia to nie...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (7)

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

awatar

gosc

89.66.50.*

15:52, 13/03/16

Jestem Orunianką w 3 pokoleniu mieszkałam tam 33lata i dobrze wspominam .Nigdy nic złego mi ani moim sąsiadom się nie stało.A tu gdzie mieszkam w "pożądnej dzielnicy"już 3razy mi samochód obrobili

zgloś naruszenie
awatar

gosc

81.95.194.*

10:31, 27/07/13

samo życie - brawo za świetny artykuł

zgloś naruszenie
awatar

r_maki

79.188.234.*

09:28, 27/07/13

Nu ba... Taka właśnie Orunia jest:-)Świetny artykuł, nie ugrzeczniony, nie pucowany. "Oruński Świat" to styl sam w sobie, mieszanka ludzi i charakterów. Bo trzeba mieć charakter by tu żyć. Pozdrawiam Orunię i ...wiecej

zgloś naruszenie
awatar

gosc

89.67.73.*

20:19, 26/07/13

Petarda! :p

zgloś naruszenie
awatar

gosc

91.219.115.*

18:15, 26/07/13

Genialny artykuł !!! Bardzo dobrze oddaje klimat tej dzielnicy. Ja myślę, że samo miejsce - to mógłby być raj. Jakże jest pięknie na Oruni, zielono, ludzie są tam - jak nigdzie indziej, życzliwi i - przynajmniej ...wiecej

zgloś naruszenie
awatar

gosc

89.67.25.*

16:29, 26/07/13

Świetnie. Patologizację postępującą zawdzięczamy ratuszowi. Doskonałym przykładem jest socjal na ul. Ubocze. Dopływ nowej, alkoholowej krwi zapewniony. Wszakże jak przeflancuje się żurów na Orunię to się nic w ...wiecej

zgloś naruszenie
awatar

gosc

83.25.80.*

16:16, 26/07/13

Bardzo doby materiał tylko szkoda że ta prawdziwość jest taka smutna. Orunia to naprawdę piękna dzielnica. Szkoda że prezydent Gdańska wmiarę możliwości nie odnawia jej. Gorszy problem z pijakami niestety...

zgloś naruszenie

REKLAMA

REKLAMA