Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Regulaminie.

Rozumiem

Środa, 18/09/2019

Portal dzielnic: Orunia Dolna, Orunia Górna, Lipce, Św. Wojciech, Olszynka, Ujeścisko

menu menu menu menu menu

REKLAMA

Powstaniec, który bronił orunianki...

 1 dodane: 10:42, 01/08/17

tagi:

Przypominamy nasz dawny artykuł, który postanowiliśmy odświeżyć z okazji dzisiejszej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego.

Powstaniec, który bronił orunianki...
Powstaniec, który bronił orunianki...
Fot. www.arken.freehost.pl

Fotografia 1 z 1

Poznali się kilkadziesiąt lat po wojnie, na Oruni. W 1939 roku on bronił powiatu mławskiego, ona - właśnie tam mieszkała. W czasie Powstania Warszawskiego walczył na Starym Mieście, ona – przez kolejne dni obserwowała unoszącą się nad stolicą łunę pożarów. I niemalże przymierała głodem.

Tak się złożyło, że wojenne losy Aleksandra Łupieniaka, konspiracyjny pseudonim „Pień”, zbiegły się z Warszawą. W 1939 roku gdy wojska Hitlera, a później Stalina runęły na Polskę, a w Warszawie otuchy wszystkim dodawał jej prezydent Stanisław Starzyński, Łupieniak walczył w pobliżu stolicy.

Patrzę na stosowne dokumenty. Bohater tej historii był członkiem 20 dywizji armii „Modlin”, która miała jedno zadanie: bronić północnego podejścia do Warszawy. Wytrwać na tym posterunku jak najdłużej i w ten sposób dać więcej czasu stolicy, która czekała (tak jak Polacy w innych częściach kraju) na wejście do wojny Francuzów i Anglików. Ale takie realne.

Nie ma nadziei, walczymy dalej
Polacy nie czekali na dyplomatyczne noty, a na żołnierzy, czołgi i samoloty. Nadzieje okazały się płonne. Zamiast naszych sojuszników, do Polski weszli za to Sowieci. Oficjalnie by pomóc bratnim narodom Białorusi i Ukrainy. Nieoficjalnie, by wywiązać się z sierpniowego paktu Ribbentrop-Mołotow i zagarnąć dla siebie wschodnie tereny sąsiada. Czwarty rozbiór Polski stał się faktem, los kraju wydawał się być przypieczętowany.

Jednak dywizja Łupieniaka walczy wówczas dalej. On sam służy w szeregach 80 pułku piechoty. Jest dowódcą drużyny ckm. Napisze po wojnie: „Dnia 21.9 zostałem ranny w głowę, w kolano.”

Ten młody wówczas chłopak (w czasie walk miał 21 lat) ogłuchł, nabawił się nerwicy. Leczył się później w praskim szpitalu. Po jakimś czasie zaczyna znów słyszeć, ale już do końca życia będzie miał z tym problemy. Za walkę w kampanii wrześniowej dostaje Krzyż Waleczny.

Później nadchodzi czas niemieckiej okupacji. Łupieniak działa w Armii Krajowej. Jego konspiracyjny pseudonim to „Pień”. On sam jest kolejarzem. W powojennych dokumentach opisuje swoją działalność. Działalność, dodajmy, która została później zweryfikowana przez kolejne komisje po wojnie.

To było piekło
„Pracując w ekspedycji towarowej stacji kolejowej w Jaśle wraz z grupą 5-ciu sprzysiężonych i zaprzysiężonych dyżurnych ruchu i pracowników ekspedycji towarowej – brałem czynny udział w akcjach sabotażowo-dywersyjnych w ruchu transportowym pociągów towarowych kierowanych na wschód”

Następnie znów Warszawa. Przez miesiąc walczy w tamtejszym Powstaniu, które wybuchło w sierpniu 1944 roku. „Brałem udział w powstaniu warszawskim na Starym Mieście wraz z zamieszkałym tam bratem, chorążym Wojska Polskiego”.

Kto choć trochę interesuje się Powstaniem Warszawskiem, wie, jak wyglądały ostatnie dni sierpnia na Starym Mieście. Niemcy niemal całkowicie odcięli tę dzielnicę. - To było jedno wielkie piekło – wspominają walczący tam powstańcy.

Każdej godziny spadały bomby zapalające, na niebie bezkarnie latały niemieckie samoloty, co rusz wybuchały kolejne pożary. W piwnicach tworzono prowizoryczne szpitale. Powstańcy trwali na barykadach, ale kwestią czasu było, kiedy Niemcy zdobędą całą dzielnicę.

Jedyna droga ucieczki? Przez kanały. Niestety, wielu rannych musiało zostać na Starym Mieście. Był to niczym wyrok śmierci - hitlerowcy nie szczędzili nikogo.

Łupieniak ewakuował się kanałami do Śródmieścia. Na dalszą walkę nie pozwolił mu jego starszy brat. Polecił mu opuścić Warszawę. Łupieniak posłuchał, jego brat zginął później w Powstaniu...

Poznaliśmy się na Oruni...
Bronisława Łupieniak mieszka na ulicy Rubinowej, na Oruni. Od wielu lat angażuje się w sprawy kościoła na dzielnicy. Ale nie tylko. Udziela się również w oruńskim kole ogólnopolskiej organizacji: Związku Bojowników o Wolność i Demokrację. Spotkania były i są zawsze w tym samym miejscu: na Dworcowej, kiedyś w Domu Kultury, teraz w Dworku Artura.

Właśnie tutaj, w 1985 poznała Aleksandra Łupieniaka, jej przyszłego męża. Na spotkanie do oruńskiego Domu Kultury przyszedł na zaproszenie ówczesnego szefa Koła.

- Zbliżyły nas do siebie przeżycia wojenne. Jak zaczęliśmy opowiadać, to okazało się, że on w 1939 roku bronił mojego powiatu. Bo ja pochodziłam z Mławy – mówi mi Bronisława Łupieniak, pokazując kolejne dokumenty jej męża. - On tak szybko mówił, nie mogłam początkowo go zrozumieć – śmieje się 83-latka.

- Po jakimś czasie zaczęliśmy się spotykać, on mi się oświadczył, wzięliśmy ślub. Pojechaliśmy w nasze strony. Zaprowadził mnie do bunkra, w którym w 39 roku wspólnie z kolega ostrzeliwał się Niemcom – kontynuuje moja rozmówczyni.

Mieliśmy sobie co opowiadać
Nagle głos jej grzęźnie w gardle. - Pamiętam to jak dziś. Weszliśmy do bunkru, jemu stanęły łzy w oczach. Ja do niego rozmawiam, a on powiedział mi tylko: „Bronia, Bronia, cicho. Niech pomyślę”. Łzy mu popłynęły, przyszły wspomnienia. To było bardzo rozbrajające.

Państwo Łupieniakowie mieli również inny wspólny temat z czasów wojny: Powstanie Warszawskie.

- Ja miałam wtedy 14 lat. Nie było mnie w Warszawie, ale mieszkaliśmy niedaleko. Widziałam łuny pożarów. A później w naszą okolicę zaczęło przychodzić coraz więcej uchodźców ze stolicy – wspomina pani Bronisława. - Także i my przyjęliśmy kilka osób. W naszym małym mieszkaniu zrobiło się bardzo ciasno. Pamiętam wielki głód wtedy. Nie było co jeść. Ja byłam bardzo wychudzona, miałam anemię – dopowiada.

Pani Bronisława przeprowadziła się do Bydgoszczy, do męża. Po jego śmierci, na początku lat 90-tych ponownie wróciła na Orunię.

Galeria artykułu

Powstaniec, który bronił orunianki...

Powstaniec,...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (1)

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

awatar

gosc

195.117.150.*

16:10, 08/08/13

Romantyczna natura p. redaktora dała o sobie znać, tak lubię :-)

zgloś naruszenie

REKLAMA

REKLAMA