Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Regulaminie.

Rozumiem

Środa, 20/11/2019

Portal dzielnic: Orunia Dolna, Orunia Górna, Lipce, Św. Wojciech, Olszynka, Ujeścisko

menu menu menu menu menu

REKLAMA

Walczą o dom swoich marzeń, ostatnia bitwa przed nimi

 3 dodane: 16:30, 25/11/13

tagi:

Rodzina Boguszewskich jest z Oruni i od kilku miesięcy w ogólnopolskim programie "Bitwa o Dom" walczy o wymarzone, całkowicie już przez nich urządzone mieszkanie w Warszawie. Czy im się to uda? Odpowiedź poznamy w najbliższą środę. Teraz wszystko zależy od...Państwa esemesów.

Ewa i Kamil Boguszewscy, córki Klaudia i Nikola
Ewa i Kamil Boguszewscy, córki Klaudia i Nikola
Fot. fot. Piotr Mizerski / TVN

Fotografia 1 z 3

Przeglądam internetowe fora, rozmawiam z ludźmi i widać, że naprawdę wiele osób Wam kibicuje. Jak myślicie, czym ujęliście publiczność programu „Bitwa o Dom”?

Ewa Boguszewska: Na plus działa fakt, że jesteśmy normalną rodziną. Nie jesteśmy konfliktowi. Ludzie, którzy nas znają, wiedzą, że nie udajemy. My...o jejku, no... naprawdę jesteśmy tacy mili (śmiech).
Kamil Boguszewski: Żyjemy normalnie, płacimy podatki, historia z Domem Dziecka to dla nas ważny, ale zamknięty rozdział. Jedziemy z naszym życiem dalej.

W programie zostaliście już tylko Wy i dwie inne rodziny. Wszyscy walczycie o mieszkanie. O jakim apartamencie mówimy?

E: Mieszkanie jest w Warszawie, na Białołęce, na nowym osiedlu.
K: Z balkonem mieszkanie ma 60 metrów, jest aneks kuchenny z salonem. Urządzaliśmy wszystko sami.
E: Tak jak sobie wymarzyliśmy...

To teraz cofnijmy się o kilka miesięcy. Jak to wszystko się zaczęło? Jak trafiliście do TVN-u?

K: To był totalny spontan. Mogę powiedzieć, że to Ewa się nakręciła (śmiech).
E: Ale zacznij od początku...
K: Wcześniej sporadycznie oglądaliśmy pierwszą serię programu „Bitwa o Dom”. Ewa wtedy powtarzała, że to program dla nas. Żebyśmy się tam sprawdzili...
E: To jest program o urządzaniu wnętrz. A przecież nasze obecne mieszkanie na gdańskiej Oruni też wspólnymi siłami przerabialiśmy. Sporo się napracowaliśmy. Pomyślałam sobie, że fajnie byłoby się zgłosić do tego programu. Że fajnie byłoby powalczyć o to mieszkanie. Że przecież damy radę.

I co zrobiliście?

E: Weszliśmy na oficjalną stronę „Bitwy o Dom”. Bałam się, że już jest dawno po ptakach, że termin nadsyłania zgłoszeń dawno minął. A okazało się inaczej. „Może wyślemy zgłoszenie?” - mówię do Kamila. I wysłaliśmy. Trochę na ostatnią chwilę, ale się udało.
K: Najpierw trzeba było wysłać esemesa, dostawało się kod zwrotny, który trzeba było wpisać w mailu. Trzeba było się przedstawić, opowiedzieć trochę o sobie, przesłać zdjęcia całej rodziny.
E: Musieliśmy napisać, czym się interesujemy...

To jak się zareklamowaliście przed TVN-em?

E: Napisaliśmy, że jesteśmy fajni (śmiech). Że jesteśmy młodzi, mamy dwójkę dzieci. Że poznaliśmy się w Domu Dziecka, ale że sobie radzimy. Mamy mieszkanie komunalne, które z kawalerki przekształciliśmy w trzy pomieszczenia. Zrobiliśmy sobie taką małą sypialnię bez okna, mały salonik i jeszcze pokoik dla dzieci.

Kto w Waszej rodzinie się bardziej udzielał przy takim projektowaniu mieszkania?

E: Każdą decyzję podejmujemy wspólnie. No może jeżeli chodzi o pokój dziecięcy, to ja nieco więcej mówiłam. Ale z reguły siadamy razem i jest demokracja.
K: No powiedzmy...

Jednak damska dyktatura, tak?

K: (śmiech) No nie. Ja wolę, jak Ewa jasno się wyrazi, o co jej chodzi. A czasami nie ma zdania i trochę mnie to wkurza.
E: Ty też nie masz zdania czasami...
K: Lubię, jak Ewa powie mi: „wybieramy taki, a taki kolor”. Dobra, to jedziemy i kupujemy.

Wróćmy jednak do początków Waszej przygody z programem. Wysłaliście zgłoszenie i co działo się później?

E: Po dwóch dniach dzwoni telefon z produkcji TVN. Pamiętam, że byliśmy wtedy na zakupach. Zadali nam kilka pytań. Chcieli wiedzieć, kto by występował z nami na planie zdjęciowym. Wyszło, że my, nasze córeczki i brat Kamila.
K: Otrzymaliśmy zaproszenie na casting do Warszawy. Oczywiście nie mieliśmy wtedy żadnej pewności, że dostaniemy się do programu.
E: Pojechaliśmy do Warszawy. Ludzie z ekipy programu mówili nam, że będzie ciężko. Pytali nas chyba ze sto razy, czy damy radę. My oczywiście cały czas uśmiechnięci powtarzaliśmy: tak, tak, tak.
K: Trafiliśmy do pokoju z producentami. Tam po raz pierwszy opowiadaliśmy o sobie przed kamerą.

Były emocje?

E: Był strach...
K: No co ty?
E: Nie bałeś się? Ja się bałam, tak jak nie wiem. Byłam w szoku, bo Kamil zawsze taki małomówny, ale jak tam usiadł to rozmawiał bez problemu.

Czyli jesteś stworzony do pracy z kamerą...
K: (śmiech) Może odkryłem swoje prawdziwe ja.

Ile rodzin musieliście „pokonać” w tym castingu?

K: Zacznijmy od tego, że zgłoszeń było około 6 tysięcy, do castingu dostało się 60 rodzin. Z nich wybrano trzydziestkę, do której przyjeżdżał juror. 12 rodzin dostawało później klucz do swojego mieszkania. Z programu na program zostawało nas coraz mniej...
E: Po castingu wciąż nie wiedzieliśmy, czy jesteśmy w programie, czy też nie. Dopiero jak przyjechał do nas z wizytą juror...

Co to za postać?
E: Juror to osoba, która przyjeżdża do mieszkania, poznaje rodzinę. Od niej zależało, czy dostaniesz klucz do mieszkania i tym samym wejdziesz do programu, czy też nie. W „Bitwie o Dom” jest trzech jurorów: Małgorzata Rozenek, Natalia Nguyen i Tomasz Pągowski

Który z jurorów przyjechał na Orunię?
E: Pani Małgosia, ale my wtedy nie wiedzieliśmy, że będzie to akurat ona.

I juror trafił na ulicę Ubocze...
Tak, pani Małgosia przyjechała do naszego mieszkania, rozumiesz? (śmiech)

Skomentowała w jakiś sposób budynek, w którym mieszkacie? Wiadomo, że jest on często dość kąśliwie przyrównywany do hotelu robotniczego z lat 70-tych, a przecież dla gdańskich włodarzy jest to nowy „design”...
K: Tak naprawdę zaczęło się od komentowania całej dzielnicy...

O! I co Małgorzata Rozenek powiedziała na temat gdańskiej Oruni?

E: Ona była w szoku, że w takiej okolicy jest mieszkanie, które jest tak czyste, tak fajnie zadbane, tak fajnie urządzone.
K: Pierwsze wrażenie dzielnicy mogło nie być najlepsze (śmiech).

Myślałem, że może „komunalni” urzędnicy jakoś się przygotowali na wieść, że TVN jedzie z kamerą na Orunię. Nie wiem, jakiś szybki remont Waszego budynku, albo decyzja o posadzeniu kolorowych kwiatów...
K: (śmiech). Nikt nie wiedział, że ona przyjedzie.

Dobra odłóżmy te niegroźne złośliwości na bok. Rozumiem, że Małgorzata Rozenek powiedziała Wam „tak”?

E: To nie było takie proste. Musieliśmy stworzyć jeszcze tak zwanego „przekonywacza”.
K: Czyli zrobić coś nietypowego, wyjść z jakimś pomysłem, który ostatecznie przekonałby jurora do naszej rodziny.
E: Mieliśmy 4 dni, aby zastanowić się nad „przekonywaczem”.

Co przygotowaliście?
E: Na plaży na Stogach przygotowaliśmy makietę sypialni, o której zawsze marzyliśmy. Z piasku usypaliśmy łóżko...
K: Mieliśmy też prawdziwe rzeczy. Lampy, stoliki, pościele wzięliśmy z domu...
E: Z oruńskiej kuźni – lampiony.

Małgorzata Rozenek najpierw zobaczyła Wasze mieszkanie, a później przygotowaną dla niej niespodziankę?

E: Opowiem, jak wyglądał dzień wizyty jurora. Rano mieliśmy nagranie, robiliśmy „setki” do kamery. W międzyczasie jechaliśmy na plażę, by wszystko przygotować. Później wróciliśmy do domu, na plaży został brat Kamila, by przypilnować „sypialnię”.
K: Ekipa z TVN była z nami już od dwóch dni. Wieczorem jechali do hotelu, a rano przyjeżdżali do nas na zdjęcia i wywiady. Jeździliśmy z nimi po całym Gdańsku. To była ciężka harówka....
E: Siedzimy w mieszkaniu, czekamy na jurora. Mieszkamy na parterze, więc z okna widać, kto idzie do budynku. Zobaczyłam panią Małgosię. Weszła do naszego domu. Nie mogłam wydusić z siebie słowa. Dobrze, że Kamil wtedy tak dużo nawijał. Ona się mnie coś pyta, a ja ze strachu ledwo dyszę.
K: Rozmowa trwała długo. Później wstaliśmy i pani Małgosia zaczęła oglądać mieszkanie. Mówiliśmy jej, jak tu wcześniej wyglądało. Podobało się jej.

Mieliście jeszcze asa w rękawie, sypialnię marzeń na plaży...
K: W pewnym momencie ona się nas zapytała: „Macie coś dla mnie?”

A Wy za kopertę...

K: (śmiech) Powiedzieliśmy, że mamy przygotowaną dla niej niespodziankę.
E: Na plaży pani Małgosia była bardzo zdziwiona.
K: W szoku była...
E: Myślała, że jedzie zobaczyć zachód słońca, a zobaczyła naszą sypialnię. I wręczyła nam klucz.

Dostaliście się więc do programu. Później były kolejne etapy, kolejne eliminacje. Który moment zapadł Wam najbardziej w pamięć?

E: Wiesz, dużo było takich chwil. Na pewno momentem ważnym był ten, w którym dostaliśmy klucz do mieszkania. Wiedzieliśmy, że jesteśmy w programie. Że dostaniemy kasę na zakupy. I będziemy mogli urządzać każde pomieszczenie według naszych marzeń.
K: Było ciężko. Na budowie robiliśmy dzień i noc. Kiedy w programie urządzaliśmy sypialnię, to pracowałem 42 godziny bez spania. Później jakieś 2-3 godziny odpoczynku i dalej do pracy.
E: Zaczęliśmy nagrywanie w sierpniu. To był okres wakacji, byliśmy razem, starałam się pomagać Kamilowi jak najwięcej. Ale to Kamil i jego brat włożyli tam bardzo dużo pracy. Ja z dziewczynkami wracałam na noc do hotelu, bo dzieci nie mogły spać na budowie. Wszyscy razem mogliśmy tam nocować od momentu, kiedy powstała łazienka.

Z jakiego urządzonego przez Was pomieszczenia jesteście najbardziej dumni?
E: Jestem dumna z każdego pomieszczenia. Zrobiliśmy sobie wymarzoną sypialnię: wielkie łóżko, szafa, telewizor. Zrobiliśmy pokój dziecięcy – dziewczynkom marzył się zamek do zabawy, mają ten zamek. Mi się marzyła kuchnia z wysepką, jest kuchnia z wysepką. Całe mieszkanie jest po prostu... (westchnięcie). Jestem bardzo zadowolona z całego mieszkania.

Chciałem Was zapytać o innych uczestników programu. Zżyliście się z nimi? Czy może wszystko było raczej oparte na ostrej konkurencji?

E: Idąc do programu, zastanawialiśmy się, czy kogoś poznamy, czy się z kimś zaprzyjaźnimy...
K: Czy będziemy walczyć na noże...
E: Na początku było trochę sztywno...

Wyłączały się kamery i ludzie zachowywali się nie do końca fair?

K: Nie, tak nie było.
E: To nas zupełnie zaskoczyło. Wszyscy uczestnicy byli tak bardzo zgrani. Jak jechaliśmy na zakupy i ktoś czegoś zapomniał, to każdy oferował mu swoją pomoc. Każdy pożyczał wszystko. Nie było walki na zasadzie: „Nie pomogę Ci! Przecież ja muszę wygrać!”
K: Dokładnie tak. Kiedy robiłem łazienkę było bardzo ciężko. Dużo pracy, a zostałem sam...
E: A możesz powiedzieć z jakich przyczyn zostałeś sam?

Ha! Tu powinna być teraz kamera!
K: Z przyczyn technicznych (śmiech). Mieliśmy czas do 24, robiłem 5-6 rzeczy naraz: malowanie, oświetlenie, wieszanie lustra. Całe szczęście, że przyszedł Paweł, sąsiad i uczestnik programu. Nie dość, że też miał swoją pracę, to jeszcze mi pomagał w mojej łazience. Gdyby nie on, to byśmy wtedy odpadli.

A propos wypadania z programu, mieliście taki moment, że ważyły się Wasze losy? Że byliście zagrożeni i mogliście odpaść z „Bitwy o Dom”?

E: Oczywiście, że tak.
K: Kiedy to było? A, tak, przedpokój i balkon, bo w programie robiło się je razem.

I co się wtedy stało?

E: Z różnych przyczyn zabrakło nam czasu na porządne wykończenie. Robiliśmy tylko, aby zdążyć.
K: Ale też zabrakło nam pomysłu...
E: Jak ci zabrakło?
K: A przestań, zostałem sam i co?
E: Co ty opowiadasz?

Jurorzy powiedzieli, że Wasz przedpokój i balkon są kiepskie?
E: Weź sobie obejrzyj ten odcinek, zobaczysz jak Tomek pojechał po nas nieziemsko. On jest specem od remontów, wszelkie niedoróbki bolą go strasznie. Zabrakło nam czasu na wykończenia, bardzo go to wkurzyło.

On był na nie, a inni jurorzy?

E: Jeden głos na tak, jeden neutralny.
K: Musieliśmy następnego dnia jechać na nagranie. Były trzy „zagrożone” rodziny, jurorzy wybierali jedną, która miała odpaść. Nas wtedy oszczędzili.

Skoro mówiliśmy o trudnych momentach, to spytam o te najfajniejsze. Ja rozumiem, że ta najlepsza chwila może jeszcze przed Wami, ale do tej pory, co wspominacie najlepiej?
E: Poznaliśmy super ludzi, zobaczyliśmy jak wygląda telewizja, Kamil bardzo wiele się nauczył. Kładł płytki, montował szafy, gdzie wcześniej tego nie robił.

Program kończy się w przyszłą środę. A Wasza kariera? Jak wygracie mieszkanie, będziecie mieszkać w Warszawie. Może uczestnictwo, dajmy na to, w Warsaw Shore?
K: (śmiech) O nie, żadne czerwone dywany. To nie dla nas.

Powiedzcie, czy popularność programu „Bitwa o Dom” przekłada się na Wasze codzienne życie? Jesteście rozpoznawalni?

K: To jest mocno odczuwalne. Ludzie zaczepiają mnie, jak pojadę w pracy na jakiś obiekt, albo jak idę do sklepu. „ Trzymamy kciuki! Dacie radę!” - mówią. To bardzo miłe.
E: Ostatnio zaprowadziłam Klaudię do przedszkola, wracam i nagle ktoś krzyczy z peronu „Trzymamy kciuki!” Szok.

Dostajecie też maile, listy?
E: Założyliśmy niedawno fejsbuka i ludzie się do nas odzywają. Gratulują, mówią, że jesteśmy fajną rodziną. Zapewniają, że będą wysyłać esemesy. Odezwał się do nas Piotr Gogolewski, zwycięzca pierwszej edycji „Bitwy o Dom”, który też trzyma za nas kciuki.

Autografy?
E: (śmiech) Nie, żadnych autografów nie było.
K: Ostatnio w mojej pracy pani robiła sobie ze mną zdjęcia...

A właśnie, płeć przeciwna interesuje się Wami teraz nieco bardziej?
E i K: (śmiech)
K: Cóż...
E: ?

Kamil chce coś powiedzieć...
K: Przechodziłem koło fryzjera, wyskoczyła jakaś pani, chciała sobie zrobić ze mną zdjęcie...
E: Do mnie do pracy też przyszły panie i prosiły o wspólną fotografię. To jest takie dziwne...

Jeszcze Was szybko spytam o to, jak przygodę z programem przeżywają Wasze córki?

E: Nikola ma osiem lat, Klaudia pięć. Na samym początku zachowywały się jak szare myszki. Kiedy pierwszy raz reporterka robiła z nimi wywiad, to ciężko jej było wycisnąć z dziewczynek jakieś słowo. A teraz? Niebo, a ziemia.
K: Jak nagrywaliśmy finałowe odcinki, to Klaudia potrafiła usiąść na fotelu i przy wszystkich mówić: „To kręcimy setkę!” Rozmawia z operatorami, dźwiękowcami, nie wstydzi się już.
E: Z tego wszystkiego nie zdążyliśmy nawet Warszawy zobaczyć, nie było po prostu czasu. Byliśmy tylko w Łazienkach, na które Klaudia mówi „toaletki”. I tak już zostało: „Idziemy do toaletek” (śmiech).

Teraz wszystko w rękach ludzi. Wygrywa ta rodzina, która dostanie najwięcej esemesów. Może i nieco oklepane pytanie, może trudno będzie Wam na to odpowiedzieć, ale zadam je i tak. Czemu warto na Was zagłosować?
E i K:...

Bo rozumiem, że warto, tak?

E: Warto, warto. Czemu warto? Kamil, czemu warto?
K: Daliśmy z siebie wszystko. Nie oszukujmy się, mamy nadzieję wygrać to mieszkanie. Bo przecież dlatego poszliśmy do tego programu.
E: Chcielibyśmy wygrać. My w to mieszkanie włożyliśmy bardzo wiele pracy fizycznej...
K: Nerwów, stresu, czasu...
E: Każda z trzech rodzin chce wygrać to mieszkanie...

Nie wyobrażam sobie, by było inaczej...
E: To byłoby spełnienie naszych marzeń.

Jeżeli wygracie, to będziecie musieli przeprowadzić się do Warszawy. Zawodowo jesteście związani z Gdańskiem. Myśleliście już nad tym, co będziecie robić dalej?

E: Tak jak i w eliminacjach, nie myślimy jeszcze nad tym, co będzie dalej.
K: Dopiero po finale będziemy się zastanawiać, co i jak zrobić ze swoim życiem dalej.

Życzę Wam powodzenia i spełnienia marzeń. Na koniec może jakiś mały apel do naszych czytelników?
K: Jakby ktoś chciał poświęcić swoje 2,46 to zapraszamy do głosowania pod numer 7222 o treści 3 oczywiście (śmiech).

A Wy wysyłacie?
K: Ja przyznam, że ostatnio dwa wysłałem. Nie mogłem się powstrzymać.

No i może się przyda, prawda? Okaże się, że wygraliście jednym głosem...
K: (śmiech) No właśnie.

Dziękuję za rozmowę.

Galeria artykułu

Ewa i Kamil Boguszewscy, córki Klaudia i Nikola

Ewa i Kamil...

Przedpokój urządzony przez Ewę i Kamila

Przedpokój...

Salon urządzony przez Ewę i Kamila.

Salon urządzony...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (13)

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

awatar

gosc

109.243.130.*

19:05, 30/11/13

Trzymam kciuki! Mam nadzieję, że wgracie, Powodzenia w finale! a z Oruni wyszło już w świat dużo interesujących ludzi... ale może się uda pogodzić jedno z drugim.. że wygracie i jakimś cudem zostaniecie na ...wiecej

zgloś naruszenie
awatar

sapphire

94.78.135.*

10:31, 28/11/13

Super! Nic, tylko cieszyć się ze spełnienia marzeń. :)

zgloś naruszenie
awatar

gosc

89.67.65.*

07:45, 28/11/13

Wygrali!!! Gratulacje!!! będziemy tęsknić :-)

zgloś naruszenie
awatar

gosc

83.25.215.*

04:19, 28/11/13

Dziękuję Wam - w maja 2012 poznałem panią Ewę przy wspólnym zbieraniu papierków na podwórku Domu Sąsiedzkiego na Oruni. Wysłałem 20 esemesów Nie opuszczajcie Naszej Oruni.Założyciel IKO J.Kubicki

zgloś naruszenie
awatar

gosc

94.231.61.*

22:36, 27/11/13

WIELKIE GRATULACJE WYGRANEJ !!!! Jacek

zgloś naruszenie
awatar

gosc

82.139.29.*

18:37, 26/11/13

talent mają na 100% :) innym niech zostanie tylko i wyłącznie zazdrość :)

zgloś naruszenie
awatar

gosc

89.67.198.*

16:31, 26/11/13

Trzymamy kciuki :) A talent macie z pewnością .. :))

zgloś naruszenie
awatar

gosc

83.25.71.*

16:09, 26/11/13

Nie podniecajcie się tak. jak wygraja ok dla nich sukces ale bez przesady. Pochodzą z domu dziecka i mają mieć fory? Liczy się talent.

zgloś naruszenie
awatar

Sylwia_1988_22

89.66.53.*

10:01, 26/11/13

Zapraszamy do wydarzenia :) Głosujemy i trzymamy kciuki :) https://www.facebook.com/events/541842592550684/?ref_dashboard_filter=calendar

zgloś naruszenie
awatar

gosc

79.189.113.*

09:40, 26/11/13

Łódź wysyła sms-y i trzyma za Was kciuki ;) pozdrawiam

zgloś naruszenie
awatar

gosc

83.18.150.*

01:41, 26/11/13

Powodzenia. Macie mocną historie i może to ruszy ludzi bo nie oszukujmy się, program ten z designem mieszkań ma mało wspólnego. Projekty co najwyżej poprawne i jedynie tworzą tło, wygrają Ci którzy wytworzą ...wiecej

zgloś naruszenie
awatar

gosc

89.67.65.*

19:03, 25/11/13

Daliście z siebie wszystko teraz wszystko w rękach głosów :) Życzę wam wygranej! Wzięliście sprawy we własne ręce i za to was podziwiam :)

zgloś naruszenie
awatar

Yuka29

83.11.184.*

18:24, 25/11/13

Trzymam kciuki i wysyłam sms-y :) Powodzenia!

zgloś naruszenie

REKLAMA

REKLAMA