Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Regulaminie.

Rozumiem

Środa, 20/09/2017

Portal dzielnic: Orunia Dolna, Orunia Górna, Lipce, Św. Wojciech, Olszynka, Ujeścisko

menu menu menu menu menu

REKLAMA

ikona

Nie jesteś zalogowany!



separator

Dołacz do nas!

• Rejestracja

REKLAMA

link

Zaproś znajomego na naszą stronę

e-mail znajomego:

Twoje imię:

naglowek partnerzy_wrzeszcz partnerzy_stogi partnerzy_mmtrojmiasto logo_dworku logo_osowa logo_roo stara oliwa

Profil użytkownika

Yuka29

< div class ="naglowek_bloga">

Mordownia :p

 

Strona 1 z 14

12345...14

Felieton: Łzy redaktora

Sobota, 10:39, 09/04/16, tagi:

Przy okazji każdego weekendowego felietonu, przeszukuję swój twardy dysk ze wspomnieniami, które uruchamiają mi się żywo pod wpływem różnych bieżących wydarzeń.

W minionym tygodniu, na portalu MojaOrunia.pl można było wziąć udział w konkursie sponsorowanym przez jedną z lokalnych firm.

Ogłoszenie tegoż konkursu , od razu wzbudziło we mnie „fleszbeki”  niczym u weterana wojny w Wietnamie, bo w czasach kiedy ten portal, wirtualnie  pachniał  jeszcze nieużywaną nowością, a jego czytelników można było posadzić przy jednym, niewielkim stole (co się właściwie często zdarzało), również miał tu miejsce pewien osobliwy i dość spontaniczny konkurs...

Otóż w 2010 roku, na Trakcie Św. Wojciecha, dość niespodziewanie zapalił się dźwig/zwany dalej przez specjalistów „żurawiem samojezdnym”. Na szczęście nikt w tym wydarzeniu nie ucierpiał, a operator maszyny, osobiście informował w komentarzach jak się sprawy mają.

ZOBACZ: Fotorelacja - Pożar dźwigu na Trakcie

Finał tego wypadku był taki, że spalony kolos stał dłuższy czas w tym miejscu, utrudniając manewry innym użytkownikom drogi. W odpowiedzi na to wydarzenie, ludzie dość masowo (jak na warunki ówczesnego portalu) zaczęli meldować w komentarzach, że żuraw jak był, tak jest i nic nie wskazuje by ktoś się zabierał się za usunięcie truchła z ulicy.


Przypominam, że 6 lat temu każdy komentarz na MojejOruni.pl miał posmak wielkiego wydarzenia i powodował określone skutki:
- łzy radości redaktora Olejarczyka,
- stan euforii oraz zapaść ortograficzną u naczelnego Kluza,
- gorszące poruszenie w redakcji (jako że w owym czasie znajdowała się ona w piwnicy,  nieopodal plebanii kościoła przy Gościnnej).  Sami rozumiecie, że tańce i wrzaski, słabo licowały z powagą  miejsca...

Potem już się przyzwyczaili, bo tego samego roku padły rekordy komentarzy, niezagrożone do dzisiaj.

REKORDOWĄ LICZBĘ KOMENTARZY ZNAJDZIESZ W TYM ARTYKULE: Kontowersyjne zdjęcia na kościele

No ale wróćmy do naszego dźwigu vel żurawia samojezdnego! Po kolejnych updejtach czasu, w którym ten „nadal stał”, ktoś z komentujących* poczuł iskierkę inspiracji rzucając hasło, żeby urządzić  „DŹWIGO-LOTTO” i nagrodzić tego z czytelników, który najbardziej precyzyjnie poda godzinę odholowania pojazdu z Traktu.

PRZECZYTAJ: Nostradamus „od dźwigu” w naszej redakcji


Naczelny Przemysław trochę się opierał, ale koniec końców dał zabawie życzliwą akceptację, zielone światło oraz własny, dostojny patronat. Czytelnicy podłapali konwencję i uprawiali na łamach portalu nieskrępowany hazard, poza jednym smutnym panem, który uznał, że to jednak skrajne zbydlęcenie i brak empatii wobec uczestników wydarzenia, którzy to uczestnicy, jak wcześniej wspominałam – wyszli z tego zupełnie bez szwanku.

Ostatecznie, artykuł z lapidarną informacją o pożarze dźwigu, zebrał ponad 50 komentarzy, a trafnie wieszczącym Nostradamusem okazał się tajemniczy„Gość 19.52”, który wygrał koszulkę. Od tego momentu pisał na portalu tak często, że aż osiągnął status: „najbardziej aktywnego” użytkownika i od lat dzierży palmę pierwszeństwa, tak w pisaniu, jak i wygrywaniu konkursów!

A portal? Portal przez te wszystkie lata okrzepł, rozkwitł, a także zyskał potrzebną do życia popularność i klikalność. Osobiście, bardzo go lubię i znajduję w nim ważne informacje o dzielni. Smutne, straszne, czasem dziwne i zabawne czy po prostu ciekawe.

PIERWSZY ARTYKUŁ NA MOJAORUNIA.PL: Spotkanie z prezydentem Adamowiczem

A co Was przyciągnęło do MojejOruni.pl? Może wspominacie jakiś szczególny artykuł, który Was poruszył, zainteresował, a może nawet sprowokował do pozostawienia pierwszego komentarza? Chętnie o tym przeczytam :)


*”ktoś z komentujących”  - czyt. Yuka29 :p

Zdjęcia

Oruński Nostradamus :p

Oruński...

Zdjęcie archiwalne

Zdjęcie...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (3) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

Felieton: Kronika oruńska

Piątek, 21:23, 01/04/16, tagi:

Orunia sama co rusz podpowiada tematy warte opisania. Idziesz ulicą i po prostu doznajesz mentalnej erupcji przyglądając się choćby mijanym po drodze budynkom. Architekturę małą i dużą, lepiej pozostawię specjalistom, choć kiedy spoglądam na naszą dzielnicową zabudowę, zawsze rodzi się myśl że „rzygacze” po prostu MUSZĄ mieć jakąś oruńską genezę!

Większość oruńskich budynków, obojętnie - mieszkalnych, sklepów, garaży, tuneli czy zwykłych murków zdobią jakieś wytwory intelektu. Powiedzmy sobie szczerze, że statystycznie rzadko mamy tutaj do czynienia z pięknymi umysłami!

Pierwszy typ popularnego zdobienia to napisy abstrakcyjne (przynajmniej dla większości czytelników). W ten zbiór wliczają się  na przykład namazane inicjały albo mniej lub bardziej zakamuflowane imiona czy ksywki. Wartość kulturowa taka sobie, no ale z drugiej strony, akurat ta grupa twórców, z dużym prawdopodobieństwem nie pozostawi po sobie nic bardziej zasługującego na uwagę niż napis wysprajowany na kiblu, albo podrapana witryna sklepu.

Kolejna forma wyrażenia siebie poprzez „sztukę” to także napisy, ale takie, wiecie – bardziej z przesłaniem! W tym przypadku na wybranym losowo murze, możemy poczytać a to jakiś wiersz, albo przekaz typu: „Nie będę prawił morałów bo sam nie jestem święty. W górę szkło, wypijmy za błędy!” Albo: „Moje noce są ciekawsze niż wasze dni!”  

Do tej samej grupy zaliczamy też wyznania. Do wyboru – miłości albo nienawiści, w tym również takiej rozumianej nieco szerzej niż zawód uczuciowy. Jeśli nie wiesz który z sąsiadów jest Żydem, masonem, cyklistą, zdrajcą, konfidentem, albo co gorsza – kibicuje Arce Gdynia – koniecznie   czytaj lokalne oświadczenia na ścianach! Tu wyjdzie szybko Szydło z wora, a niewykluczone, że również Tusk...  

Zdarza się także, że autor napisu dotyczącego uczuć, po namyśle zmienia zdanie. Wówczas owładnięty twórczym szałem, najczęściej zalewa napis z opiewaną Andżeliką czy inną Żanetką kubłem farby. (Mam nieodparte wrażenie, że największe emocje budzą dziewczyny z literą  „ż” w imieniu).

Ten sam sposób na likwidację wulgarnych przesłań,  stosują także wkurzone wspólnoty mieszkaniowe, zobligowane do ich usunięcia przez Straż Miejską. Kubeł farby i BonŻur wynajęty za niewygórowaną alkoholową stawkę, wychodzi zazwyczaj taniej niż profesjonalny remont elewacji...

Trzeci rodzaj naściennych grafik to rysunki. Spotkałam dzisiaj Barta Simpsona w tej postaci. Dosyć miła odmiana po szeroko występujących rysunkach genitalnych. Penis z przyległościami zdaje się być dużym wyzwaniem dla początkujących oruńskich malarzy.  Chyba każdy zaczyna od tego motywu. I nawet tutaj widać duże zróżnicowanie jeśli chodzi o talent i... potencjał.

Wylęgarnie oruńskich młodych talentów w tej dziedzinie, można zaobserwować na większości placów zabaw. Ślizgawki oraz drabinki to idealne miejsce na pierwsze krzywo literowane „dupy” i „guwna”. No ale naszych milusińskich  się nie czepiam, bo przecież mogą być rozwojowi...

Popisy literackie zawsze są miłe mojemu sercu, dlatego korzystam wszędzie gdzie mogę. Pasjami czytuję także Księgę Pamiątkową Kuźni Oruńskiej. Jest tam dosłownie wszystko!Istna kopalnia ciekawych spostrzeżeń!  Łącznie ze swoistymi dialogami...
„Oby był to początek do dalszych zmian, bo Nasza Orunia na to zasługuje.”  - piszą z entuzjazmem Jola, Maciek i Staś. Nie musieli długo czekać na interlokutora. Ktoś w odpowiedzi napisał pod spodem: „A ch...! Orunia na nic nie zasługuje!”. Niestety autor postanowił pozostać anonimowy.

Albo taki wpis do wspomnianej Księgi: „ Mieczysław z ulicy Podmiejskiej bardzo się cieszy, że Orunia żyje! Wpisu dokonała żona T.”  Nie mam oczywiście pewności, ale radość pana Mieczysława z czegokolwiek, wyrażona ręką szanownej małżonki, wydała mi się nie taka znowu oczywista...

Szerzej o swoich odczuciach z wizyty w Kuźni postanowił napisać inny klient: „ Zasadniczo pobieżnie „kawa na zeszyt” jest spoko. Mnie się podoba ta lokowana Pani za barem tylko dużo krzyczy. Będę tu wpadał nawet jak kuźnia zrobi się profesjonalna jak we Włoszech!!!”

A co Wy myślicie o wartościach „oruńskiej literatury”? Zwracacie w ogóle na nią uwagę? ;)

Felieton: Kronika oruńska

Felieton:...

Felieton: Kronika oruńska

Felieton:...

Felieton: Kronika oruńska

Felieton:...

Felieton: Kronika oruńska

Felieton:...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (4) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

Felieton: 5 ciągle nośnych stereotypów o Oruni

Sobota, 10:43, 19/03/16, tagi:

  • - Przyjemna? To tam koło Auchan?
  • - Nie proszę pana, to Orunia.

  • - Ale Górna?

  • - Przeciwnie! Dolna za torami!

  • - Ha ha ha, to pewnie nie jest tam tak przyjemnie jak wskazywałaby nazwa ulicy, co?

Przysięgam – sto procent przypadków, że padnie ten sam „żarcik”. Myślę, że taksówkarze przechodzą jakieś specjalne szkolenie, na którym muszą się wykuć na blachę tej formułki. Bez kitu!

Kiedy już ustalimy gdzie jest Przyjemna oraz poziom przyjemności mieszkania na Oruni, który, jak się domyślacie, oceniam jako dosyć satysfakcjonujący, taksówkarze w czasie pokonywania trasy czują się w obowiązku powiedzieć mi, co się mówi na ten temat w mieście.

Orunia to „dzielnica latających noży” :p

  • - Pani kochana, ja wożę ludzi od 30 lat! W latach (i tu pada jakaś prehistoria), to strach był się tutaj zapuścić. Nie gasiło się silnika, bo mówiło się, że dostać nożem jest prościej niż zapłatę za kurs!

  • - I co dostał pan tym nożem?

  • - No nie, ale strach był.

  • - Teraz też pan się boi?

  • - Nie, no teraz to już trochę inaczej...

  • - To po co pan klepie te głupoty?

  • - A tak chciałem, jakoś zagaić rozmowę...

  • (Słychać w głosie delikatny stres, bo cholera wie, co może odbić oruniance? Możliwość, że zaraz zarobi premierową oruńską kosę, jednak cały czas mocno bierze pod uwagę!)

  • Na Oruni mieszka sama patologia :p

  • - Czy pan mnie właśnie obraża?
  • -  Nigdy w życiu! Pani szanowna, przecież ja widzę, że eee, pani to taka bardziej normalna!
  • -  No to widzi pan też, że różni ludzie tu mieszkają. Jak wszędzie.
  • -  Ale tu, to jednak sami pijacy! Jeżdżę to widzę przecież...
  • -  W Sopocie to pan pewnie trzeźwych wozi?
  • -  Haha, ale tam to pani kochana, ludzie się bawią a nie piją!

  • Orunia to koniec planszy :p
  • - Nudy tu macie, co? Na tej waszej Oruni nic się nie dzieje.

  • - A pan gdzie mieszka?

  • - Ja to pani kochana na Żabiance!

  • - Ooo, tam to dopiero można się kurde rozerwać...

  • - No przecież mamy tam Ergo Arenę.

  • - W pytkę, a ile razy Pan był tam na jakimś koncercie?

  • - Noooo, w sumie  jeszcze nie byłem. Ale mamy...

  • Orunia to nie dzielnica, to stan umysłu! (ha ha ha) :p

  • - A słyszał pan o stereotypach?

  • - Stereotyp? Stereo..... To pewnie jakiś typ odbiornika muzycznego? Tyle tego teraz „sidi- sridi”, kto by tam nadążał za tymi wszystkimi nowinkami technicznymi?!

  • - No jasne, ma pan rację. A komunikacja to pewnie pana zdaniem  jeden z kluczowych  sakramentów...

  • Nikt normalny nie chce mieszkać na Oruni :p

  • - Nie wolałaby Pani mieszkać na Przymorzu? Albo nie wiem... we Wrzeszczu?

  • - Jakbym wolała, to pewnie właśnie tam bym mieszkała.

  • - Ja bym nie chciał. Strach tutaj dziecko wypuścić na dwór!

  • - A tam gdzie pan mieszka, to je pan wypuszcza?

  • - No nie samo. Z mamą czy babcią -  czasy teraz  niebezpieczne!

  • - Tak właśnie myślałam...A plecaczek dziecku do szkoły, też babunia szanowna nosi?

  • Ciekawi mnie, z jakimi opiniami na temat Oruni Wy spotykacie się najczęściej i jaki poziom  wkurzenia w związku z tym czujecie?

 

Zdjęcia

Felieton: 5 ciągle nośnych stereotypów o Oruni

Felieton: 5...

Felieton: 5 ciągle nośnych stereotypów o Oruni

Felieton: 5...

Felieton: 5 ciągle nośnych stereotypów o Oruni

Felieton: 5...

Felieton: 5 ciągle nośnych stereotypów o Oruni

Felieton: 5...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (5) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

Felieton: Między Regio a szlabanem

Sobota, 15:30, 12/03/16, tagi:

O przedsiębiorczości oruniaków krążą legendy. Jak sądzę - całkiem zasłużone! Już wiele lat temu urzekła mnie opowieść o tym, jak pod sklepem typu bunkier, poprzedzającym dzisiejszego Merkusa, kwitł konkurencyjny dlań handel detaliczny. Pan kupował słój ogórków i wódeczkę, po czym sprzedawał z odpowiednim narzutem - alkohol na kieliszki, a kiszone na sztuki. Interes wymagał zaledwie taboretu i kilkunastu złociszy wkładu własnego. Legenda głosi, że nasz lokalny biznesmen wychodził na swoje, co w tym konkretnym przypadku oznacza, że z utargu starczało mu na flachę zzakąską dla własnych potrzeb, a nie żadne tam: „Pani kierowniczko, dorzuć 2 złote do wina!” Da się?

Trzeba podkreślić, że wspomniany przedsiębiorca parał się biznesem tuż przy dzisiejszych, kontrowersyjnych szlabanach. I tu dopływamy do brzegu – SZLABANY!

Tego zagadnienia nie trzeba właściwie przybliżać, bowiem większość oruniaków zna problem z autopsji. Niby w listopadzie prezydent miasta zadeklarował potencjalną zmianę sytuacji, ale po kilku miesiącach, efektem tej zapowiedzi są... kolejne szlabany! Zatem Orunia szlabanem stoi! I to całkiem dosłownie! Stoi prawie dziesięć godzin na dobę, co precyzyjnie wykazały przeprowadzone w ubiegłym roku pomiary.

Możemy załamywać ręce, albo wymyślić sposób aby uczynić sytuację bardziej znośną. Pierwszą jaskółką takiego myślenia są ławki przy przejazdach kolejowych. Pesymiści myśleli, że już zawsze będą stać na tych cholernych szlabanach. Okazuje się jednak, że ta kasandryczna wizja, nijak ma się do rzeczywistości bo teraz można sobie klapnąć i tracić czas wygodniej! Szach i mat niedowiarki!

Ławki są tylko jednym z pomysłów na to, jak można oswoić niedogodności. Innym jest właśnie, taka, jak wspomniana na początku - szeroko rozumiana przedsiębiorczość. Nieustający sznur pieszych i samochodów, aż prosi się o szeroką ofertę handlowo – usługową.

Na przykład takie mycie samochodów. Umówmy się, że skoro na dowolnym skrzyżowaniu, zarabiający w ten sposób ludzie, są w stanie podczas zmiany świateł wyszorować szyby, to na Oruni w oczekiwaniu na otwarcie szlabanu da się auto: umyć, wywoskować, zmienić opony, wykonać poprawki lakiernicze, podładować akumulator itp. Chociaż są takie godziny w ciągu dnia, że ze względu na długość oczekiwania, w grę wchodziłaby także wymiana silnika oraz regeneracja skrzyni biegów!

Budy z kebabem albo innym jedzeniem. Taki Wars-drive center. Mile widziana byłaby różnorodność od fastfoodów do zdrowego żarcia produkowanego przez oruńskich rolników z Żuławskiej. Do tego mleko prosto od kozy pasącej się przy torach. No jakby tylko na to tam czekała! Szlabanów mamy dosyć żeby kilka konkurencyjnych inicjatyw gastronomicznych, finansowo się przy nich upasło.

Albo makijaż czy fryzura. Po co zrywać się z łóżka wcześniej celem nałożenia szpachli na twarz, skoro można spokojnie wykorzystać już stojące przy szlabanach ławki i oddać się w ręce profesjonalistów! A to wszystko znowu wpisane w tylko „pozornie” tracony czas na rogatkach. Takie mini SPA, podczas gdy za plecami, jedzie akurat towarowy z węglem, relacji Katowice – Gdynia. Hipsterskie i praktyczne zarazem!

Nie zapominajmy o potrzebach ducha! Pobliska Stacja Orunia mogłaby zaproponować jakieś nieme przedstawienia (hałas jadących pociągów, obiektywnie będzie utrudniać koncerty i recitale), galerię zdjęć czy obrazów na peronowych płotach.

MojaOrunia.pl zwiększyłaby częstotliwość swoich wydań drukowanych i sprzedawałaby gazety przy każdym szlabanie, stwarzając mieszkańcom jedyną i niepowtarzalną szansę by mogli się dowiedzieć co też słychać po drugiej stronie torów? Zważywszy na sytuację, portal miałby szansę zostać misyjnym niczym TVP.

Radę Osiedla uprasza się z kolei o przeniesienie ze skwerku przy Gościnnej stolika szachowego! Lokalizacja przy szlabanach będzie zachęcać więcej osób do podejmowania intelektualnych wyzwań. Figury szachowe będą do pobrania u dróżniczki. I tak podobno, ze względu na pełną automatyzację rogatek, nie ma nic lepszego do roboty jak ich wydawanie...

Proszę Cię także Kochana Rado, żebyś do tych ławek dorzuciła wiaty. Wszak nie zawsze świeci słońce. A już na pewno nie dla Oruni... Idąc tym atmosferycznym tropem – przydałoby się jeszcze kilka koksowników! Klop to już pewnie za duża prośba? Na wszelki wypadek – z góry dziękuję! ;)

Bezkolizyjny przejazd miał kosztować miasto około 30 mln złotych.  Ułamek tej kwoty przeznaczony na dofinansowanie nowych przedsiębiorców sprawiłby, że kieszenie zaradnych oruniaków znacznie zwiększyłyby swoją wartość, a stanie na naszych szlabanach stałoby się po prostu modne!

 

Zdjęcia

Felieton: Między Regio a szlabanem

Felieton:...

Felieton: Między Regio a szlabanem

Felieton:...

Felieton: Między Regio a szlabanem

Felieton:...

Felieton: Między Regio a szlabanem

Felieton:...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (8) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

Zona Industriale :p

Środa, 13:37, 29/01/14, tagi:

Ten blog jest silnie związany z miejscem, w którym dzieje się znakomita większość przytoczonych historii. Gdybym była troszkę bardziej nadęta, powiedziałabym, że to taka „saga oruńskiej rodziny”, ale zostało mi trochę miejsca w balonie, więc tak nie powiem. :p

Tak czy siak nawiązań do Oruni – jednej ze starych gdańskich dzielnic jest tu naprawdę sporo, czuję więc, że warto choć wspomnieć o tym, w jaki sposób Orunia, toczy żmudny bój o zaistnienie w świadomości naszych włodarzy, co zdaje się z mapy miasta - nie wynika im wcale.

Z dużym zaangażowaniem śledzę kierunek, w którym z grubsza podąża Gdańsk, a już szczególnie ten jego fyrtel, który stał się moim domem.

Wczoraj byłam na spotkaniu, którego tematem była kontrowersyjna koncepcja Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego, dotycząca centralnej części Oruni od ul. Gościnnej (czyli naszej „oruńskiej starówki”) do Obwodnicy Południowej, pomiędzy Traktem św. Wojciecha, a linią PKP).

Omawiany wycinek, w którym jak powiedzieli sami urzędnicy mieszka obecnie ok. 1200 ludzi, miałby w przyszłości pełnić funkcje przemysłowe. Stanęłyby tam np. hale magazynowe, czy też firmy transportowe. Główną ulicę, czyli właśnie wspomniany Trakt Św. Wojciecha, którym szanowni goście wjeżdżają z południa do centrum Gdańska, też by się przesunęło bliżej torów. Trzeba by w tym celu tylko wyburzyć siedemdziesiąt budynków oraz wykupić kilka hektarów terenu. Ale to dopiero jak Miasto odłoży w skarpetę sześćdziesiąt parę dużych baniek.

Czemu to miałoby służyć? - ktoś zapyta – co mieszkańcy Oruni czy choćby reszta Gdańska dzięki tej inwestycji zyskają? Otóż najprawdopodobniej - ekskjuz le mot – gówno! Żaden z obecnych na spotkaniu przedstawicieli Urzędu Miasta, nie znalazł sensownych argumentów, przemawiających za projektem, który dość rzeczowo przedstawiali i jako jego TFUrcy, starali się bronić.

Niby coś tam plumkali o wyliczeniach natężenia ruchu w przyszłości, niby próbowali wskazać potencjał mającego powstać przemysłu w kontekście powstawania potencjalnych miejsc pracy, ale wszystko to było bez konkretów i podane raczej jako lista nieumocowanych w realiach, pobożnych życzeń.

I wtedy do głosu dorwali się mieszkańcy... Mój ulubiony pan Krzysztof z Gościnnej, ze sceniczną swadą opowiedział, że kilkadziesiąt lat temu na zajęciach plastycznych, on i inni uczniowie rysowali, jak wyobrażają sobie Orunię w roku 2000? Prace przedstawiały futurystyczne, obłe budynki, pojazdy przyszłości, latające spodki i zielone ufoludki. Minęło parę dziesiątek lat, i co? Na Oruni przybyło wyłącznie kosmitów! Zwłaszcza takich, co to lekceważą sobie nasze historyczne dziedzictwo i piękną topografię.

Głos zabrała również Pani Profesor - urbanistka, która na architekturze zna się jak mało kto.  Wskazała istotne wady omawianego planu. Przypomniała urzędnikom, że wydając jedną ręką pozwolenia na budowę mieszkań w tym rejonie (TBS-y), a drugą lokując w okolicy przemysł spowodują, że będzie spadać wartość tutejszych lokali i ziemi. Dzielnica będzie się coraz bardziej degradować a nowi, stabilni finansowo mieszkańcy, nie będą tu chcieli (a w zasadzie nawet mogli) napływać. A 1200 obecnych mieszkańców miejsca, którego zmanę dyskutujemy, to tyle ile zamieszkuje małe miasteczko...

Urzędnicy usłyszeli również po raz kolejny, że problemu dla dzielnicy nie stanowi wcale omawiany kierunek północ – południe, tylko wschód - zachód, gdzie rozdzielona torami Orunia, ma problem z komunikacją, stojąc godzinami na chronionych szlabanami, przejazdach kolejowych. Staraliśmy się uzmysłowić planistom, urbanistom, architektom i drogowcom, że Nowy Trakt, nie jest nam do niczego potrzebny. Tu nie ma korków. One tworzą się niemal wyłącznie na wyjeździe z Gdańska. Omawianie wycinka szerokiego planu w oderwaniu od ogólnej, całościowej koncepcji rewitalizacji Oruni, też jest bez sensu, bo trudno mówić wtedy o jakiejkolwiek spójności.

Radny Dariusz przekonywał, że gdyby z odpowiednią częstotliwością, na Oruni zatrzymywały by się pociągi SKM, przy jednoczesnym sprawieniu, że samochody mogą swobodnie przejechać pod lub nad torami – byłaby bajka. Dobrze zaplanowany, efektywny transport miejski, to jest to, co rozwiąże przeładowanie ruchu ulicznego. I ma na to liczby pochodzące z warszawskich doświadczeń. Ot co!I ja, że tak się odsłonię, podzielam w tej kwestii jego pogląd.

 

Radny Lech (PO), dla odmiany sparafrazował tylko swoim (uświęconym tradycją) zwyczajem, to, co już  wcześniej zostało powiedziane i niczego nowego do dyskusji nie wniósł.
Radni z innych ugrupowań (też zwyczajowo) Orunię i ważne dla niej spotkanie olali...

Zdjęcia

Kosmici

Kosmici

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (2) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

 

Strona 1 z 14

12345...14

REKLAMA

REKLAMA