Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Regulaminie.

Rozumiem

Piątek, 19/07/2019

Portal dzielnic: Orunia Dolna, Orunia Górna, Lipce, Św. Wojciech, Olszynka, Ujeścisko

menu menu menu menu menu

REKLAMA

Profil użytkownika

Yuka29

< div class ="naglowek_bloga">

Mordownia :p

 

Strona 2 z 14

123456...14

Blues is all about :p

Czwartek, 15:25, 15/08/13, tagi:

Wczoraj miało miejsce zupełnie niesamowite wydarzenie muzyczne. Żeby jakieś wydarzenie mogło nosić znamiona niesamowitego, to musi za tym stać ktoś absolutnie wyjątkowy. I zajaśniała nam, oruniakom – nietuzinkowa postać zwana przez przyjaciół, Edem Bluesem.

Ed Blues, jak sam pseudonim mówi, jest bluesomaniakiem. Zaprzysięgłym fanem Stonesów, Mudy Watersa, Johna Lee Hookera, B. B Kinga i wielu innych, których nazwiska i tak Wam pewnie nic nie powiedzą.  Najlepszą definicję bluesa, wyśpiewuje Gary Moore:


Everybody knows what the blues is all about.
It's a pain you can't live with.
It's a woman you can't live without.

Ed, na swojej niebanalnej działce ogrodniczej stworzył coś na kształt Luizjany, a Potok Oruński na ten jeden dzień, bez żadnych kompleksów podrabiał Missisipi!

Oruńskie wydarzenie muzyczne, nazwane przez organizatora: Pierwszym Rockowo-Bluesowym hukiem, zostało podzielone na dwie części. „Before”, na wspomnianej wcześniej działce. Wstęp tylko dla wybrańców i to na imienne zaproszenia. Potem prawdziwy huk, w centrum Oruni na naszej prestiżowej ulicy Gościnnej. Taka sytuacja!

Myślę sobie: nie ma opcji, żebym się tam nie wkręciła. Co prawda nigdy nie słyszałam o gwieździe wieczoru, zespole Rooftop Party (i jak wskazuje ich profil na Fejsie, nie jestem w tym odosobniona), ale co tam?! Pewnie jakieś młode, niezmanierowane chłopaki dadzą czadu standardami tak, że będę celnie napieprzać w scenę bielizną...

Zaczęło się cudownie. U wrót Ogrodów Działkowych nad Oranią, stał żywy, prawdziwy selekcjoner! Uchylał bramę, tylko wówczas, gdy słyszał hasło: „Do Edka”. Wytłumaczył nam, że ta prewencyjna procedura zaistniała na polecenie prezesa działek. To musi być jakiś wyjątkowo ponury, stary kapelusznik! Prezes nie selekcjoner ofkoz. Bramkarz przymknął oko nawet na moje obuwie sportowe typu trampki, czym pozyskał sobie moją sympatię i dozgonną wdzięczność.

Mimo mojego spóźnienia, koncert jeszcze się nie rozpoczął. Albowiem gwiazdy spóźniły się jeszcze bardziej. Był więc czas na eksplorację cudownej działki, charakterystycznej altany, zapoznania z resztą uczestników imprezy, a przede wszystkim z gospodarzem – Edem Bluesem. Kocham takich ludzi, których nie da się zametkować i wsadzić do szuflady. Obym spotkała ich w życiu jak najwięcej!

A potem trzech chłopaków z Rooftop Party zagrało i zaśpiewało, nie bacząc na deszcz i wiatr. Jak ktoś lubi film „Forrest Gump” i kojarzy ścieżkę dźwiękową, to będzie miał wyobrażenie o granych szlagierach. Bielizny co prawda nie rzucałam, za to pilnie (zakąszając doskonałe małosolne), wsłuchiwałam się w szepty zebranych słuchaczy. Najlepszy komentarz w mojej skromnej opinii to ten wygłoszony przez sympatycznego, starszego pana: „Powinni mieć wokalistkę Murzynkę!” :p

Koncert był klimatyczny, okoliczności przyrody również. Była lekka obawa, czy przy wyjściu pan Leszek Selekcjoner, nie będzie kontrolował wychodzących, na okoliczność nielegalnego wynoszenia śliwek i kalarepy. Na szczęście okazała się być płonną! Z tych wszystkich emocji aż skoczyła mi temperatura do 38,5 stopni Celsjusza i niestety nie dotarłam na II część koncertu, a podejrzewam, że mogło być jeszcze lepiej (i takie też mam sygnały).

Pierwsze koty za płoty! A za rok, być może Orunia zostanie bluesową stolicą Gdańska i będzie u nas organizowany festiwal. Za co bardzo trzymam kciuki. A nawet będę chciała przyłożyć do tego ręki. Co ja mówię? Obie przyłożę! Im więcej freaków, tym lepiej! :p

Zdjęcia

Blues is all about :p

Blues is all...

Blues is all about :p

Blues is all...

Blues is all about :p

Blues is all...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (6) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

Czerwona kokarda :p

Sobota, 17:16, 17/11/12, tagi:

Kuźnia, nasza duma i  eksportowy zabytek, dzięki któremu możemy pokazać reszcie świata i Gdańska, że Orunia przyjazną miejscówą jest! Możemy, ale „jeszcze” nie pokazujemy, bo sami się najpierw musimy nacieszyć :p Niech reszta gdańszczan eksploruje sobie swoje własne zabytki. Jeszcze by nam zadeptali w drodze z przystanku autobusowego, pole pod uprawę słoneczników.

Na otwarciu była pompa i kokardy, a teraz została już tylko sama pompa w znaczeniu „homeryckiego śmiechu”.
Zorganizowano moc atrakcji. Byli płatnerze, kowale, kucharze i notable z Urzędu Miejskiego. Wszak jak mówi staropolskie przysłowie: „Gdzie konie kują, tam żaba nogę podstawia!”, więc wiadomo, że być (i uświetniać) musieli.

Fajnym pomysłem było na przykład zrobienie grupowego zdjęcia Oruniakom, zebranym w dniu otwarcia Kuźni na ulicy Gościnnej. Na wysięgniku strażackim profesjonalny fotograf z niemniej profesjonalnym sprzętem, strzelał nam foty. Minął miesiąc, śladu po focie nie ma. Myślę sobie, kurde! Gdzie jak gdzie, ale na Oruni przecież nic nie ginie! Już szybciej się znajdzie to, co zginęło gdzie indziej. A do zdjęcia pozowała też policja.  Grunt to dobrze poszukać...

No to szukam, gdyż upartym Kaszubem jestem. I znalazłam. W miejscu dość oczywistym, ściśle powiązanym z dzielnią, mianowicie -  na stronie Stowarzyszenia Kucharzy Polskich. http://www.kucharze.pl/?p=2967. Kucharze wstawili tę fotę, również na swój fejsbukowy profil. https://www.facebook.com/photo.php?fbid=377761595633817&set=a.212160275527284.51241.209217465821565&type=1&relevant_count=1 Enjoy!:p

O tym, że kowalskie palenisko, nie do końca wypaliło, był artykuł zarówno na tym portalu, jak  i w Gazecie Wyborczej. Z tej ostatniej można się dowiedzieć, że ustalona data pierwszej fety, to tak ze względu na dobrą pogodę... Hmm, ja mam wbite w głowę, jeszcze z poprzedniego ustroju, kiedy to w pocie czoła odkładałam kieszonkowe na książeczkę SKO, że: "Październik jest miesiącem oszczędzania!", a nie życzliwej aury ;p

Październikowa impreza, pewnie nie obyła się bez kosztów. Nie mam pojęcia jakie pieniądze wchodziły w grę, ale szacuję, że gdyby zmienić kolejność wydatków, styknęłoby na legendarny ekspres do kawy, a przy gospodarskim myśleniu - jeszcze na sześć kubasów z Ikei i jedno stylizowane krzesło (to już z Allegro :p).

Mleko się rozlało, szkoda tylko, że pozostał gęsty, mętny kożuch i zdziwienie, że komentarze zdezorientowanych mieszkańców Oruni, przyjmowane są jak atak "na wizerunek Fundacji".  Trochę mnie to jednak zbrzydza! :p

 

Zdjęcia

Czerwona kokarda :p

Czerwona...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (22) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

Praca uszlachetnia:p

Poniedziałek, 07:32, 23/01/12, tagi:

Nie tak dawno dotknęła mnie „restrukturyzacja korporacji”, dla której pracowałam. Grupowe zwolnienia, kryzys, srutu- drutu… No cóż, nie ma co załamywać rąk i rozdzierać szat, tylko trzeba szukać nowej roboty. Więc szukam, co samo w sobie ma posmak przygody.

Jednak to, co innym  przychodzi bez trudu, dla mnie zazwyczaj jest zupełnie nie do przejścia… Nie może występować w przyrodzie drugi taki pechowiec jak ja! Przez  tydzień liczyłam, że może któraś z czterech aplikacji jakie wysłałam w sprawie pracy okaże się trafiona, (ogłoszenia normalnie szyte na miarę) i co się okazało? Otóż trzy z nich znalazłam z powrotem we własnej skrzynce pocztowej…

Na kopertach była adnotacja, że znaczki mają mniejszą wartość niż trzeba (o 10 groszy). Ciekawe czemu urzędniczka sprzedała mi właśnie takie?  Przedtem zważyła koperty, a następnie przyjęła je ode mnie w okienku, bo przecież ten format nie mieści się w zwykłej skrzynce pocztowej. A już zupełnie ciekawe jest to, że jedna z nich jednak została wysłana. Nie muszę chyba dodawać, że z identycznym znaczkiem jak zwroty…

No i moje potencjalne miejsca pracy poszły sobie...na ryby. Upłynął czas składania ofert a moje stanowisko już wkrótce obejmie ktoś o wiele mniej kompetentny niż ja!  Gdybym mieszkała w Stanach to mogłabym podać pocztę do sądu i procesować się z nimi o odszkodowanie w wysokości moich zaprzepaszczonych dochodów  przemnożonych przez lata brakujące do emerytury.

Aż muszę to sobie obliczyć... Straciłam przez tych sukinsynów najmarniej 684 tysiące złotych, przy założeniu, że przez ponad 30 lat zarabiałabym zaledwie najniższą krajową. A przecież kiedy weźmie się pod uwagę wyrównania inflacyjne, niedalekie zarobki w euro i oczywiście mój nieunikniony awans zawodowy, a co za tym idzie podwyżkę płacy -  to lekko licząc poczta strzyknęła mnie na  jakiś milion!  Podłość ludzka nie zna granic! :p

Cholera nie wybaczę tym babskom krzywdy jaka na mnie spadła. Ale w ramach protestu mogę sobie co najwyżej korzystać z urzędu pocztowego oddalonego o kilka kilometrów, co w gruncie rzeczy byłoby nagrodą, bo musiałyby obsługiwać mniej klientów... Albo zostanę z zawodu tępym babskiem - mniejsza o branżę i stanowisko :p

Zdjęcia

Praca uszlachetnia:p

Praca...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (5) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

"Zapachy" grudnia :p

Wtorek, 09:13, 13/12/11, tagi:

Grudzień to taki miesiąc, który kojarzy mi się przede wszystkim z zapachami. Choinka, pierniki, owoce cytrusowe – to wszystko tworzy wyjątkowy aromat, który jak nic przypomina, że święta są tuż za pasem. Kiedy parę lat temu przeprowadziłam się na Orunię, dodatkową atrakcję zapachową,  zapewnił dym z okolicznych kominów. Świąteczna bajka, okraszona śniegiem na ukośnych dachach…

I tak bym sobie dalej kontemplowała te wszystkie obłędne widoki i zapachy, gdyby nie fakt, że tegoroczne są jakieś inne...

Kilka dni temu wychodząc z domu, natknęłam się na półpiętrze na uroczy barłóg, składający się z kurtki, jakichś szmat i pustej flachy po denaturacie.

W sekundę, mój świat grudniowych zapachów został zmiażdżony, przemielony i wyrzucony na jeden ze spornych śmietników. (Kontenery wciąż zmieniają miejsce swojego pobytu, bo gdzie by nie były ustawione, tam komuś przeszkadzają).

Bez żalu nad cudzym dobytkiem, przy pomocy kija, wyniosłam to wszystko do kibla, mamrocząc pod nosem słowa, które mają mało wspólnego ze świątecznymi życzeniami…

Następny incydent zgłosił Junior, który wracając późnym popołudniem ze szkoły, natknął się przy samych drzwiach wejściowych do klatki na sąsiada, który beztrosko, opróżniał swoje wnętrzności… (Nie! Nie sikał). Widać tak przypiliło gościa, że nie zdążył do domu, oddalonego o jakieś.. pięć metrów!

Dziś rano Junior wychodząc z domu, napotkał pewną trudność (jak się okazało – obiektywną!) w otwieraniu naszych drzwi. Trudność spała rozwalona, zawinięta w brezent niczym Bear Grylls w swoich programach o survivalu. Młody się przestraszył a trudność okazała się ( a jakże) sąsiadem z parteru.

W tym momencie oprócz zapachów fizjologicznych, poczułam także jak zalewa mnie nagła krew! Kiedy kazałam zwinąć w sekundę  obóz spod swoich drzwi, dowiedziałam się, że to wszystko przez jego starą (zwaną w niektórych kręgach żoną), która to wredna małpa, nie wpuściła go do domu, a on przecież tylko „trochę zachlał”… A ja, to przecież jestem życiowa babka i nie będę robić problemów, że mi tu koczuje… Dlatego właśnie wybrał moje drzwi na miejsce regeneracji! Zresztą, on mieszka na parterze i jakby tam został, to wstyd byłby przecież… Sąsiedzi by zobaczyli i w ogóle obciach!

Osobiście podejrzewam, że parter mógł być już zajęty przez sąsiada, który mieszka z nim vis a vis, a którego również miałam zaszczyt zobaczyć w podobnej odsłonie.

Klatka robi się stanowczo za ciasna. To budynek raptem trzypiętrowy, a zapotrzebowanie na półpiętra jakby większe...

Zdjęcia

"Zapachy" grudnia :p

...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (6) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

Wielki świat, kuchenny blat :p

Niedziela, 19:43, 18/09/11, tagi:

Z literatury i filmu wiem, że na świecie żyją bogaci ludzie. Tacy, co to ubierają się w domach mody, sygnowanych francuskimi nazwiskami, jeżdżą autami wartości trzech domów jednorodzinnych i mieszkają w willach rozrzuconych na świecie, by klimat właściwie sprzyjał aktualnie prowadzonym interesom…

Dziś nadarzyła się okazja, by przyjrzeć im się z bliska w ramach snobistycznej imprezy Volvo World Golf Challenge, na przepięknym polu golfowym, położonym tuż za Wejherowem.  Przyjaciółka wygrała rodzinną wejściówkę na tę imprezę i postanowiłyśmy zajrzeć przez szparę do świata establishementu , o którym zwykle czytamy  sobie tylko na Pudelku…:p

Już toalety z napisami „lady’” i „gentelman” , wzbudziły mój szczery szacunek   zwłaszcza, kiedy okazało się, że nawet trywialne spuszczenie wody, wymaga specjalnego przeszkolenia…

Gwiazdą specjalną imprezy był Piotr Adamczyk (ten co grał Papieża). Opowiadał o tym jak testuje nowe modele Volvo, a stare oddaje mamie, która radzi sobie z nimi doskonale... :p

Pojeździłyśmy sobie spalinowymi meleksami. Wyszkolone przez pana Wacława, zasymulowałyśmy profesjonalne zamachy kijem w piłkę, za każdym razem mijając się z dołkiem.  Ja na bosaka, gdyż skoszony specjalnymi urządzeniami trawnik, ze specjalną trawą wymaga równie specjalnego obuwia…

Po atrakcjach sportowych, zaczęły się kulinarne. Piękne hostessy roznosiły koniak w kryształowych kieliszkach i kawę w porcelanowych filiżankach. Można było się też nawpychać do wypęku, korzystając z przebogatego szwedzkiego stołu, co z nieukrywaną przyjemnością czyniłam :p

Przysiadłyśmy sobie z boku, by oddać się wreszcie gruntownemu oplotkowywaniu przybyłych gości J  W życiu nie widziałam tylu metek na prawej stronie!!! Apaszek od Hermesa i torebek Louis’a Vuitton zresztą też…

Nasze śmiechy zaczęły przyciągać  męskie towarzystwo… Pan Sławek, gra w golfa zawodowo. Zainteresował się tym sportem kilka lat wcześniej w szpitalu… Ze względu na kontuzję nogi nie mógł już uprawiać czynnie tenisa, jazdy konnej i narciarstwa. Golf wydał mu się optymalnym rozwiązaniem. Przybył tu ze Śląska, gdzie nawet dzieci w ramach zajęć w-f, uczą się tej wspaniałej gry…  Gdy polskie pola golfowe pokrywa śnieg, wymyka się pograć to do Maroko, to do Bahrajnu, jednak autorytatywnie stwierdził, że najlepsze mają w Indonezji…  Pola, jak mniemam.

Pan Tomasz jest właścicielem innego pola golfowego. Przedstawia je jako lepsze, bo bardziej takie hmm,  w stylu country. Są konie. Są byki.. Szczerze nas zaprasza! Dowiadujemy się, że śmiertelność wśród golfistów jest bardzo wysoka z powodu… regularnych uderzeń piorunów. Nawet wieża w Chwaszczynie nie ściąga tak błyskawic, jak golfiści właśnie.

Taka trawa, wymaga specjalnego traktowania. Strzyżenia a nawet….wietrzenia! Robią w niej dziury, wsypują piasek i wtedy zyskują miękkość, która sprawia, że piłka nie toczy się daleko, tylko zatrzymuje, poprawiając dynamikę gry.

Były nawet dowcipy a la Karol Strasburger… Dlaczego słupki dla zawodowców oznaczone są na czarno?? Ha ha ha, bo Tiger Woods jest czarny, żeby się nie pomylił ofkoz…

Pan Maciej, to właściciel pola, na którym właśnie gościmy. Składka klubowa to 6 tysięcy Euro, ale nie pytałyśmy czy roczna… Nie zapisały się panie jeszcze??? To może chociaż zdecydujecie się na jakiś model Volvo?!  - Yyyy, wie pan, odkąd Chińczycy kupili tę markę, to trocha wiocha nią jeździć! Passe, de mode i w ogóle popelina! :p

Strasznie męczące to bycie bogatym.  Bawiłyśmy się naprawdę dobrze, ale kiedy wracałyśmy, moja przyjaciółka stwierdziła:  Wiesz kurde, czułam się tam jak Kargul na Batorym!....

 

Zdjęcia

Wielki świat, kuchenny blat :p

Wielki świat,...

Wielki świat, kuchenny blat :p

Wielki świat,...

Wielki świat, kuchenny blat :p

Wielki świat,...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (9) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

 

Strona 2 z 14

123456...14

REKLAMA

REKLAMA