Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Regulaminie.

Rozumiem

Wtorek, 21/05/2024

Portal dzielnic: Orunia Dolna, Orunia Górna, Lipce, Św. Wojciech, Olszynka, Ujeścisko

menu menu menu menu menu

REKLAMA

Profil użytkownika

Graszka

< div class ="naglowek_bloga">

 

Strona 4 z 5

12345

Weekend

Poniedziałek, 13:55, 20/06/11, tagi:

Padał deszcz.  Krople coraz mocniej uderzały o maskę samochodu. Wycieraczki ciężko pracowały zbierając  z  szyb to co daje natura. Pech- pomyślałam. Kiedy  przez cały tydzień  pracuję, świeci piękne słońce. Nadchodzi weekend. Czekam na niego z utęsknieniem  jak na wytrawnego kochanka, a pogoda robi mi  psikusa i częstuje  z nieba deszczem.

Popatrzyłam na swoje czarne tenisówki. Były doszczętnie mokre.  Czułam, że i skarpety mimo, iż były z grubej  froty , niewytrzymały naporu deszczu.  Jak w takim stanie zwiedzać ? Chwilę siedziałam na parkingu, zastawiając się jak  Hamlet- „być albo nie być”, tylko, że ja  pytałam siebie „wyjść czy też wracać”.

Wstałam skoro świt. Moje miasto budziło się w pięknym słońcu.  Zapakowałam specjałami koszyk wiklinowy i  ruszyłam   wąskimi  asfaltowanymi drogami, wijącymi się jak wstążki. Konary rosnących na poboczu drzew tworzyły nade mną kopułę. Tylko gdzieniegdzie  słońce przebijało się przez gąszcz liści.

Im byłam bliżej celu, tym pogoda  bardziej przypominała jesień.  Zdjęcia bez  słońca, w deszczu są takie szare i smutne. Na pierwszym przystanku przemoczyłam doszczętnie tenisówki. Wracać? Przecież nie jestem z cukru- pomyślałam.

Przewiesiłam aparat przez szyję. Zapięłam  zamek czarnej bluzy. Obszycie kaptura ze sztucznego futerka delikatnie muskało szyję. Zrobiło mi się ciepło i całkiem przyjemnie.  Wysiadłam.

Kadyny- wieś nad Zalewem Wiślanym została założona przez Krzyżaków. Kolejne miasto, które  swoje piękno pozostawione w gotyckiej architekturze, ceglanych murach  zawdzięcza   Zakonowi. Może nie byłam zbyt  pilną uczennicą, ale z lekcji historii, pamiętałam o bitwie pod Grunwaldem.  O złym Zakonie, który podbijał Polski naród. Zakon, który był naszym ciemiężcą pozostawił  po sobie pamiątkę  chociażby w postaci Kanału Raduni, Fortyfikacji w Gdańsku, młynów. Dużo  zabytków zawdzięczamy rycerzom w białych płaszczach z  czarnym krzyżem.

Kadyny mają barwną historię. Przechodzą za długi z rąk Krzyżackich do nobliwych rodów.  W 1898 r.  właściciel Kadyn Artur Birkner zapisał w testamencie całą wieś cesarzowi Wilhelmowi II (1859-1941). Władca od pierwszej wizyty zakochał się w okolicy. Sprowadził architektów z Berlina i Kadyny gruntownie przebudował . W latach 1937 – 44 mieszkał tu wnuk Wilhelma II, ks. Ludwik Ferdynand z rodziną. Opuścił on majątek uciekając przed Rosjanami.
Jego żona, księżna Kira, była córką wielkiego księcia Cyryla, czyli pretendentką do tronu Romanowów.

Moje zwiedzanie rozpoczynam od dworskich budynków gospodarczych  zbudowanych w stylu  barokowym. W owych czasach mieściła się tam światowej sławy fabryka majoliki .  Najstarsza jego część   została zbudowana pod koniec XVIIw  przez Jana Teodora Schliebena.   Obecnie mieści się tam luksusowy hotel Country Club. Najbardziej okazała  jest reprezentacyjna brama. Nad  wjazdem z czerwonej cegły wznosi się piętro z pruskiego muru. Drewniane belki pomalowane na zielono, kontrastują z bielą tynków i czerwienią dachówek.

Mimo deszczu idę dalej. Nieopodal znajduję się opuszczona stadnina. Kiedyś wizytówka regionu elbląskiego, dziś powoli niszczeje. Decyzją Agencji Nieruchomości Rolnych ma być sprywatyzowana. Problem polega na tym, że od jedenastu lat nikt nie chce jej kupić. W latach świetności było tu nawet około osiemdziesięciu koni. Pomiędzy przepychem Clubu a opuszczoną stadniną, na rozwidleniu dróg, stoi  majestatyczna figura Jezusa.

Moje jeansy  są mokre do kolan. Nie lubię chłodu mokrej odzieży na swoim ciele, dlatego postanowiłam  wracać do auta. Przechodziłam przez bramę, kiedy mój wzrok przykuł  ukryty między wiekowymi drzewami pałac. Otaczał go płot z zielonej siatki.

Zapomniałam o mokrych spodniach. Przy jednej z bram ujrzałam dziurę. Jest dobrze- pomyślałam. Płot zbyt  wysoki żeby go  przeskoczyć, ale dziura daje pewne możliwości. Jestem kobietą powiedziałabym dość wysoką i tylko to powodowało chwilę zwątpienia. Czy uda mi się przez nią przedostać?

Czasami zastanawiam się nad swoim podejściem do płotów i przeszkód innej natury. Jak na razie nie znalazłam żadnej racjonalnej odpowiedzi. Może tylko Freud potrafiłby  to wyjaśnić. Co mną kieruje? Lubię ten niepokój związany z wkraczaniem w  miejsc zabronione , niedostępne.

Wsadziłam najpierw nogę, moje ciało jak wąż wyginało się w każdą stronę. Kiedy już jedną połową byłam   na ziemi zakazanej,  poczułam opór. Przez chwilę stałam nieruchomo. Musiałam śmiesznie wyglądać. Ubrana w spodnie, które dla ozdoby  porwane są na kolanach i udzie, rozdzierałam przechodząc przez płot. Mocniej szarpnęłam- puściło. To  szlufka spodni zahaczyła  się o wystający drut.

Pełna niepokoju, rozglądając się na boki, kroczyłam po zielonym trawniku.

Przed moimi oczami ukazała się beżowo-kremowa fasada z pięknymi reliefami o skomplikowanych wzorach nad wejściem. Barokowy pałac von Schliebenów wybudowany w 1688.  Przebudowywany przez Wilhelma II nabrał cech klasycystycznych.

Mimo trwającego  remontu  nie odzyskał jeszcze pełni blasku. Na tyłach pałacu, otoczona przystrzyżonym trawnikiem pozostałość po okazałej fontanie z kamienia. Stary drzewostan dopełniał pięknego widoku. Po prawej stronie, w głębi, osamotniony niewielki dom. Zapewne pomieszczenie dla służby.

Robię zdjęcia z myślą, jak pięknie pałac wyglądałby w słońcu. Szkoda, że go nie ma. Przemoczona, wracam tą samą drogą którą tu dotarłam .

Wracając zatrzymuje się w sklepie. Kupuję skarpety. Jakie to miłe uczucie  mieć suche nogi. Mimo deszczu weekend  uważam za udany.

Weekend

Weekend

Weekend

Weekend

Weekend

Weekend

Weekend

Weekend

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (4) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

O pokonywaniu strachu i ludzkim gadaniu

Piątek, 19:35, 17/06/11, tagi:

Kiedy mieszkałam na Oruni  mówiono o nim bamber, złodziej.  Pralnia brudnych pieniędzy. Wiele mówiono, przeważnie  złego. Czy to wynika z zawiści, że nie lubimy bogatych ludzi? Jego posiadłoś w Świętym Wojciechu była najbardziej okazała. Przejeżdżałam koło niej wielokroć.

W tamtym okresie czasu nie zainteresowała mnie jego historia. Aż do tej pory.

Bardzo chciałam sfotografować  pałac w Łapalicach , dopiero później dowiedziałam się czyją jest własnością. Oczywiście, że byłam pełna obaw. W końcu  jestem mistrzem świata jeśli chodzi o mylenie tras. Pięć lat temu, jechaliśmy z synem kupić psa. Hodowla znajdowała się za Kartuzami. Nie wiem jak ja to zrobiłam, ale pojechałam do Kościerzyny. No cóż i jedna i druga miejscowość na     ” K”.

Mój anioł mnie dopingował.  Szeptał do ucha.

- jedź, na pewno sobie  poradzisz . Weź mapę, zaznacz miejscowości, dasz radę- powtarzał.

Skoro on wierzył we mnie, musiałam spróbować.  Wzięłam mapę, zaznaczyłam trasę, dokładnie spisałam miejscowości, które powinnam przejechać.  W  Żukowie rondo objechałam trzykrotnie, nie wiedząc w którą stronę skręcić.   W końcu  udało się .

Pałac robi wrażenie. Mimo mojego lęku wysokości, nie odmówiłam sobie wejścia na najwyższą wieże. Ze zejściem było stanowczo gorzej. Przyklejona do ściany schodziłam nie patrząc w dół. Wracałam szczęśliwa i dumna z siebie. Chyba nic tak nie cieszy człowieka jak pokonywanie własnych słabości.   W domu zaczęłam grzebać w Internecie.

Fakty:
Zamek w Łapalicach - zagadka rodem z końca XX wieku, został zbudowany przez Piotra Kazimierczaka - rzeźbiarza, snycerza oraz producenta rzeźbionych mebli gdańskich.

Budowę zamku rozpoczęto na początku lat 80-tych XX wieku i do tej pory nie zostały zakończone. Pozwolenie na budowę obejmowało tylko budynek mieszkalny z pracownią rzeźbiarską o łącznej powierzchni 170 metrów kwadratowych. Do dziś nie wiadomo, dlaczego nikt wcześniej nie zwrócił uwagi na powstającą w Łapalicach monumentalną budowlę. W ciągu kilku lat wybudowano bowiem obiekt o powierzchni 5 tysięcy metrów kwadratowych, sztuczne jeziorko, wszystko zaś częściowo osłonięte betonowym murem o wysokości prawie 3 metrów. W 1990 roku pan Piotr sprowadził do Gdańska super nowoczesne maszyny - najnowszą technologię w obróbce drewna, jaka wówczas w ogóle istniała na świecie. W latach 1990-1991 zawarł potężne kontrakty, głównie z Niemcami. Miał zagwarantowane wielkie zyski, dzięki którym bez problemu budowałby zamek w Łapalicach. Cała produkcja szła na eksport, a jej odbiorcy wręcz zachwycali się meblami jego firmy. Wszystko zaczęło się od Zakładu Energetycznego w Gdańsku. W roku 1991, kiedy wybudował nowe hale produkcyjne odmówiono mu dostaw energii. Warunkiem wznowienia dostaw miało być wybudowanie przez pana Piotra trafostacji. Trafostacja powstała na gruncie państwowym za pieniądze z kredytów. Niestety, szybko znaleźli się donosiciele i podnieśli larum w nadzorze budowlanym oraz w banku. Bank zażądał zwrotu kredytu. W takiej sytuacji firma nie mogła ruszyć z produkcją mebli na dużą skalę i lukratywne kontrakty przepadły. Firma przestała istnieć. Sytuacja ta spowodowała, że na początku lat 90-tych budowa zamku została wstrzymana, a zamek zaczął popadać w ruinę. W 1994 r. wierzyciele próbowali przejąć zamek za długi, jednakże - wyceniony na kilkanaście miliardów złotych - nie znalazł kupca.

Pan Piotr okazał się silnym człowiekiem i ponownie stanął na nogi w 1999 roku, głównie dzięki prowadzeniu pracowni rzeźby. Rzeźbił w drewnie, często zagranicą. Spod jego rąk wychodzą jedyne w swoim rodzaju krzesła, stoły, sekretarzyki, obudowy zegarów, a nawet fortepianów. Tworzy również różnego rodzaju elementy wykończeniowe wnętrz, od drobnych kasetonów, ramek po ościeżnice, ścienne i sufitowe boazerie oraz rzeźby ludzi i zwierząt.
Po raz drugi postanowił uruchomić dużą firmę meblarską. Wystartował w 2000 roku w miejscowości Święty Wojciech. Niestety, radość trwała krótko. Rok później, w lipcu 2001 r., firmę zalała wielka fala powodziowa. Cały teren Świętego Wojciecha znalazł się pod wodą. Na terenie byłego zakładu, jej poziom przekraczał 2,5 metra. Jego szkody oszacowano na dziesięć milionów złotych. Stracił wszystkie najnowocześniejsze maszyny nasycone elektroniką wraz ze sterującym je systemem komputerowym. Nie zwolnił załogi z dnia na dzień, tylko zatrudnił przy usuwaniu skutków powodzi. Kiedy woda ustąpiła widok był makabryczny. Trzeba było, pracując w błocie po kolana, wywieźć tony szlamu. Za tę ciężką robotę wypłacał pracownikom normalne pensje, ale już nie uiszczał składek do ZUS-u. Komornicy wszczęli postępowanie egzekucyjne i weszli na hipotekę, ale przecież powódź była wynikiem zaniedbań władz miasta, a nie właściciela firmy. Jednocześnie ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania, ponieważ polisa obejmowała ubezpieczenie od zalania, a nie od powodzi. Właściciel zamku w Łapalicach został zobligowany przez Kartuskiego Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego, aby do końca lipca 2006 r. złożyć dokumentację budowlaną. Niestety nie uczynił tego, w związku z czym Inspektor podjął decyzję o rozbiórce molocha. Problem w tym, że nie została dostarczona właścicielowi, czyli nie ma podstaw do rozbiórki. Pan Piotr bronił budowli przed rozbiórką. Domagał się, by Wojewódzki Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Gdańsku stwierdził nieważność decyzji Kartuskiego Powiatowego Inspektora Nadzoru. Ten nie znalazł podstaw prawnych do unieważnienia podjętej przez niższą instancję decyzji i utrzymał ją w mocy. Właściciel ma rozebrać obiekt na własny koszt, jeżeli tego nie zrobi, zostanie wszczęte postępowanie egzekucyjne w celu przymuszenia inwestora do wykonania ciążącej na nim decyzji według określonej procedury.
Natomiast, zdaniem inwestora, nie można zamku rozebrać. Budowa była rozpoczęta w 1983 roku i sama się już zalegalizowała, ponieważ minęło 20 lat.

Nie znam tego człowieka, ale podziwiam za pasję. On wcale nie miał zamiaru mieszkać w pałacu. Budował go z myślą o pozostawieniu czegoś po sobie. Między innymi za  pieniądze zapracowane swoją własną ciężką pracą.

Potrafimy tak szybko ocenić, podeptać , napluć na kogoś. A jeśli już , komuś powodzi się ciut lepiej, utopimy go w „Łyżce wody”

I przypomniała mi się moja historia z przed kilku lat, kiedy to postanowiłam sama pomalować mieszkanie. Może dla kogoś- to pestka, dla mnie wtedy to było wyzwanie. Malowałam je tydzień. Pot leciał mi po tyłku, ale udało mi się, dokonałam tego. Byłam wtedy z siebie taka dumna. Zrobiłam zdjęcia i umieściłam na NK. Jedna z odważniejszych koleżanek stwierdziła – chwali się mieszkaniem.

Nie oceniaj pochopnie, bo  możesz bardzo szybko kogoś skrzywdzić.

 

O pokonywaniu strachu i ludzkim gadaniu

O pokonywaniu...

O pokonywaniu strachu i ludzkim gadaniu

O pokonywaniu...

O pokonywaniu strachu i ludzkim gadaniu

O pokonywaniu...

O pokonywaniu strachu i ludzkim gadaniu

O pokonywaniu...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (10) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

Tych klientów nie obsługujemy

Czwartek, 20:24, 16/06/11, tagi:

Całkiem niedawno wybrałam się z koleżanką do mamy na Orunię.

Jadąc z Pruszcza, zatrzymałam się przy sklepie Zatoka. Widok budynku przerażający. Stary nie remontowany od lat. Czas zatrzymał się w latach komunistycznych dla tego budynku, ale też i dla ludzi tam pracujących.  Panie, w nieciekawych fartuchach. Z grymasem na twarzy, jakby z łaską, po dobrej chwili decydują się obsłużyć. Z jednego końca sklepu, nawołują

- Haaaaania usiądź na kasę.

A ta biedna Hania wychodzi z zaplecza i wyciera ręce w fartuch.  Obrażona na cały świat, jak  mógł jej  ktoś przeszkodzić. Ustawiamy się z koleżanką przy stoisku z wędliną. Obsługuje pani z dość mocnym makijażem, zrobionym wczoraj. Jej włosy też miały dużo do życzenia.

- co podać paniusiom.

Patrzymy z koleżanką zdziwione.

 

Odwiedzam mamę, chwilę rozmawiamy i okazuję się, że zapomniałam kupić chleba. Najbliższy sklep jest na Rejtana. Ogólnospożywczy z przewagą alkoholu. Wchodzę. Na środku stoi wiadro z bardzo brudną wodą, ekspedientka trzyma szmatę od podłogi. Nie chcąc jej przeszkadzać, czekam chwilę rozglądając się po sklepie. Myślę sobie, kobieta pójdzie na zaplecze, wymyje ręce- wtedy mnie obsłuży.

Ekspedientka, raczej niezadowolona, że ktoś w ogóle przyszedł pyta

- Podać coś Pani?

- Tak, odpowiadam, chleb poproszę.

Ekspedientka, wrzuciła szmatę do wiadra. Wchodzi  za ladę i tymi brudnymi rękoma, w których przed chwilą trzymała szmatę,  podaje mi chleb.

Podziękowałam. Zniesmaczona poszłam  do sklepu Mięsnego Ostróda na Trakcie. Tam panie zawsze są uśmiechnięte, zadowolone i pełne życzliwości.

 

Rozumnie, że pracodawca udaje, że płaci, a pracownicy udają, że pracują. Tylko, że poudawać można w innych zakładach, tam gdzie nie spotyka się z potencjalnymi klientami. Przeglądając ostatnio portal o Oruni,  wyczytałam, że  mają zlikwidować Zatokę. Na jej miejsce ma powstać jakieś centrum.  Myślę, że nie będę za nią tęsknić.

Zapewne moje pokolenie pamięta  film „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” . Byłam tam taka scenka.  Klienta  wykłócał się najpierw z ekspedientką, później kierownikiem sklepu. Robią mu zdjęcie, które  wieszają na tablicy ogłoszeń z napisem „tych klientów nie obsługujemy”

Tak się teraz zastanawiam, może powinna powstać taka tablica „do tych sklepów nie wchodzimy”?

 

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (9) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

Prestiż Oruni

Czwartek, 19:46, 16/06/11, tagi:

Nigdy nie rozumiałam jaki jest cel stawiania pomników. I chyba jestem już za stara na zrozumienie tego zagadnienia.

Z lubością je stawiamy. Jesteśmy  państwem pomników.

W zależności jak się zmienia historia, jednych pomniki burzymy, innym pomniki stawiamy.  Trudno doliczyć się ilości pomników postawionych naszemu Papieżowi. Ulice, pomniki. I stale pragniemy stawiać nowe.

Czy nie najlepszym „pomnikiem” dla naszego papieża byłoby postępowanie  tak jak Papież nauczał. I to nie dotyczy tylko katolików, miłość bliźniego dotyczy wszystkich.

W maju 2009 na Dworcu w Gdańsku stanął pomnik   Kindertransportu. Upamiętniający losy żydowskich dzieci, uratowanych na początku II wojny światowej. Koszt pomnika to ok. 860 tys zł. Całą sumę wyłożyło miasto.

No cóż, kto biednemu, zabroni żyć bogato.

Zagotowało się we mnie, kiedy przeglądając strony internetowe trafiłam na artykuł na temat postawienia w parku Oruńskim pomnika przedstawiającego tatarskiego Ułana na koniu cyt.

Do tej inwestycji „dorzuciła się” również gmina.
- Tatarzy zamówili sobie konia i postać z szabelką. Ale zapomnieli, że trzeba jeszcze to wszystko na czymś umieścić. Gmina wybudowała fundament i postument pomnika. Koszt tych prac szacujemy na 50 tysięcy złotych – mówi Mieczysław Kotłowski, dyrektor gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni.

- Mieszkańcy Oruni powinni spojrzeć na całą sprawę z szerszej perspektywy. To jedyny taki pomnik w tej części Europy Wschodniej. To znacznie podniesie prestiż tej dzielnicy – argumentuje Kowalski.

Nie jestem budowlańcem ale zastanawiam się ile można byłoby wyremontować  mieszkań komunalnych, na które administracja budynków nigdy nie ma pieniędzy.

Prestiż dzielnicy ma podnieść pomnik postawiony w parku.

A do tego parku dostaniemy się główną  ulicą, gdzie  jest dziura na dziurze . Domy nie są remontowane od wielu lat.

To właśnie Traktem Świętego Wojciecha, będziemy zmierzali do parku Oruńskiego w celu oglądnięcia wspaniałego pomnika Tatara.

I zadaje sobie kolejne pytanie- czy ta ulica również dodaje prestiżu Oruni?

Lepiej postawić zimny, bezduszny pomnik, czy pomóc żyjącym ludziom? Widocznie lepiej postawić pomnik.

 

 

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (3) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

Moi rodzice

Środa, 07:28, 15/06/11, tagi:

Mama urodziła się w 11 czerwca 1943 roku w Sierpcu w powiecie Płockim. Mieszkała nieopodal w malowniczej wsi. Miała trzy siostry: Elżbietę, Teresę, Zofię, oraz brata Kazimierza.

Tata urodził się 21 kwietnia 1937 roku w Chodkowie powiecie płockim. Był młodym chłopakiem, kiedy wraz z rodzicami, siostrą i  bratem przeprowadził się do Gdańska.

Rodzice, jak to zwykle w życiu bywa, poznali się przypadkiem. Jesienią 1963 ojciec przyjechał do Borkowa na ślub brata. Ubranie na ślub wymagało poprawki, polecono mu mamę. Parę miesięcy później, w styczniu 1964 roku miał miejsce ich ślub cywilny. Z kościelnym poczekali do Wielkanocy.

Musiała to być wielka miłość skoro młoda dwudziestoletnia kobieta decyduję się wyjść za wdowca z trójką dzieci. Moja siostra Teresa miała wtedy pięć lat mój brat Andrzej trzy, Wiesiek- syn pierwszej żony ojca. Był najstarszy, miał sześć albo siedem lat.

Mama pakuje cały dobytek do starej tekturowej walizki, i przyjeżdża z siostrą Elżbietą do Gdańska.

Dopiero kiedy stałam się dojrzałą kobietą, zrozumiałam jaką tragedię przeżyło moje rodzeństwo. Stracili matkę. Zastępuje ją im całkiem obca kobieta. Co młoda dziewczyna może wiedzieć o wychowywaniu małych dzieci? Nagle, nie rodząc staje się matką. Myślę, że to była trudna sytuacja dla każdej ze stron. W szkole można nauczyć się czytać i pisać, i wielu innych rzeczy w tym zawodu, ale żadna szkoła nie nauczy jak być matką/ojcem, a to jest najważniejsze zadanie w życiu.

Urodziłam się tuż przed Świętami Bożego Narodzenia, 20 grudnia 1965 roku, prezent gwiazdkowy dla taty.

Mama pracowała w Państwowym Domu Dziecka na Oruni jako pracownik fizyczny. Najpierw w pralni. Kiedy zachorowała na reumatyzm, zaczęła pracować jako krawcowa.

Ojciec pracował w PGM na Oruni jako hydraulik. Pamiętam go zawsze tak samo - niewysoki mężczyzna, z ogromnym brzuchem, jakby połknął piłkę plażową. Ubrany  w flanelową koszulę w kratkę, i drelichowe spodnie. Na głowie czarny beret z antenką. Kiedy zaczynały się pierwsze chłody ubierał kufajkę. Na ramieniu nosił torbą ze świńskiej skóry na długim pasku. A w niej swoje skarby - klucze i kolanka. Czasami ubierał się odświętnie, takiego pamiętam go mniej.

Był pogodnym człowiekiem, którego wszyscy pozdrawiali na Oruni. Nie był gadatliwy, ważył słowa. Na jego twarzy zawsze malował się wewnętrzny spokój. Nazywał mnie Giniek albo chłopak.

Nigdy nam się nie przelewało. W dni powszednie na obiad zawsze była zupa, jedynie w niedzielę na stole gościło mięso. Czasem obiad robił ojciec. Jego specjałem były żeberka. Do sosu dodawał skórki razowego chleba. Smak tego sosu pamiętam do dzisiaj. Zupa fasolowa mamy była nie do pobicia. Próbujemy z rodzeństwem ugotować taką samą. Jednak nigdy nam nie wychodzi ten niezapomniany słodki smak.

Szynka konserwowa była tylko na święta. Zresztą tak samo jak pomarańcze. Ulubiony mój owoc. Skrupulatnie dzielony na pięć części. Dzisiaj jem sama całą. Nie podzielę się z nikim. Wiem, to irracjonalne.

Jacy byli moi rodzice – kochani, tego jestem pewna

A moje rodzeństwo jest najlepsze na całym świecie.

Zdjęcia

Moi rodzice

Moi rodzice

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (1) »

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

 

Strona 4 z 5

12345

REKLAMA

REKLAMA