Śnieg pada, trzeba szuflować

Autor: p.olejarczyk, Data publikacji: 2012-02-15 18:54:00

Od wczoraj mamy już solidne opady śniegu i niczym bumerang wróciła kwestia odśnieżania. Właśnie, kto i kiedy powinien chwycić za łopatę? I jak ta sprawa wygląda na Oruni?

- Gów…ie –  krótko i „charakternie” odpowiada pan Antoni, mieszkaniec ulicy Ramułta, kiedy pytam go, jak odśnieżona jest jego okolica. – Katastrofa, sam chodzę o lasce, a w bloku mam sąsiadkę co nigdzie bez kul nie pójdzie. Jak ona ma dostać się chociażby do tego kubła, aby wyrzucić śmieci? – mężczyzna pokazuje na „ozdobę” parczku przy Związkowej, czyli ustawiony obok siebie ciąg śmietników. Rzeczywiście, dookoła śniegu co niemiara.

Takich, mocno już białych miejsc na Oruni jest jednak więcej. Podczas krótkiej wycieczki, tylko na Ramułta i Żuławskiej znalazłem nieodśnieżone chodniki i dróżki.

Tymczasem, zgodnie z przepisami, oczyszczanie chodnika ze śniegu, lodu i błota pośniegowego oraz likwidacja śliskości jest obowiązkiem spoczywającym na właścicielu, zarządcy i użytkowniku nieruchomości. No właśnie, ale co to właściwie znaczy?

Zacznijmy od właścicieli domków jednorodzinnych. Jeżeli z taką posesją sąsiaduje chodnik, ciąg pieszy, lub schody, mamy obowiązek chwycić za łopatę i odśnieżyć nasz fragment.
- Śnieg należy odgarniać w miejsce nie powodujące zakłóceń w ruchu pieszych. Obowiązek ten powinien być realizowany codziennie do godz. 8.00, a w przypadku intensywnych opadów,  w ciągu 6 godzin od ich ustania – tłumaczy Michał Piotrowski z gdańskiego Biura Prasowego.

Jeżeli tego nie zrobimy, grozi nam mandat w wysokości 100 złotych.
- Od początku roku mieliśmy 150 takich interwencji w całym Gdańsku. 1/3 z nich zakończyła się ukaraniem mandatem – mówi Miłosz Jurgielewicz, rzecznik gdańskiej Straży Miejskiej.

Sprawa komplikuje się, kiedy w grę wchodzą już kamienice. Nie zawsze zarządca jest odpowiedzialny za odśnieżanie.
- Bardzo często budynki są wydzielone po obrysie. Czyli obowiązek odśnieżania terenu przy kamienicy leży już po stronie gminy – informuje Elżbieta Kałużna z Naszej Wspólnoty, administratora, który zarządza ponad 80 budynkami na Oruni.

- Jeżeli jest sytuacja, że budynek od chodnika odziela pas zieleni, odśnieżanie jest również obowiązkiem gminy – dopowiada.

W sytuacji gdy natrafimy na nieodśnieżany chodnik, a nie wiemy kto tak naprawdę jest jego właścicielem lub zarządcą, mamy jeszcze jedną opcję. Na stronie gdansk.pl znaleźć można mapę własności wszystkich nieruchomości w mieście. Może to być skuteczna pomoc w namierzeniu winowajcy.
- Dobrze jeżeli osoba, która do nas dzwoni wie już do kogo należy dany teren. Ale nawet jeżeli nie ma takiej wiedzy i tak sprawy nie zostawimy. Namierzymy właściciela i będziemy go przekonywać do tego, aby odśnieżył swoją posesję – obiecuje Jurgielewicz.

A co w sytuacji, kiedy winowajcą jest sama gmina? Na przykład Zarząd Dróg i Zieleni, który ma odśnieżać niektóre chodniki, a także ulice i torowiska. Albo Gdański Zarząd Nieruchomości Komunalnych, administrator wielu budynków. Czy straż miejska, będąca przecież gminną jednostką, będzie równie skutecznie, jak prywatnych właścicieli, karać innych urzędników?
- ZDiZ czy GZNK mają z reguły podpisane z prywatnymi firmami umowy na odśnieżanie określonych fragmentów miasta. Dużo skuteczniejszym narzędziem niż nasz mandat 100 złotowy jest w tym przypadku zgłoszenie do odpowiedniej instytucji konkretnej nieprawidłowości – odpowiada Jurgielewicz. I wyjaśnia. - ZDiZ, czy to GZNK może naciskać na swego podwykonawcę chociażby możliwością wypowiedzenia mu umowy cywilno-prawnej. A to są już spore koszty dla takiej firmy. Nikt ich nie chce ponosić, więc zazwyczaj wszystko udaje się doprowadzić do szczęśliwego finału – dodaje rzecznik gdańskiej Straży Miejskiej. Jego instytucja w ostatnim miesiącu zgłosiła 20 takich nieprawidłowości w całym Gdańsku.

Na oruńskich osiedlach Gdańskiej Spółdzielni Mieszkaniowej sprawę odśnieżania rozwiązano jeszcze inaczej. Cały teren został  podzielony na 17 części. Za każdą z nich odpowiada jeden, zatrudniony przez spółdzielnie gospodarz. Oprócz tego spółdzielnia ma jeszcze do dyspozycji pług, a w razie naprawdę trudnej sytuacji na „front” walki z zimą rzuca się jeszcze innych pracowników. A w sytuacji szczególnie dramatycznej zatrudnia się firmy z zewnątrz. – Jesteśmy dobrze przygotowani na atak zimy – zapewnia Mirosław Literski, kierownik oruńskich osiedli GSM.


Kolejną zimową, zazwyczaj kosztowną, a niekiedy groźną dla otoczenia kwestią jest odśnieżanie dachów i zwisające z nich sople.
- Właściciel, zarządca lub użytkownik nieruchomości ma obowiązek usuwać z dachu sople i śnieg stwarzające zagrożenie dla ludzi. Ktoś kto nie wywiąże się z tego obowiązku może zostać ukarany mandatem w wysokości 500 zł. Można również wprowadzić natychmiastowy zakaz użytkowania obiektu. Na przykład hipermarketu – informuje Piotrowski.

Na Oruni interesujące rozwiązanie wprowadzono na Żuławskiej 4. Tam na dachu budynku zamontowano instalację, która ogrzewa rury spustowe. – W momencie, kiedy śnieg zaczyna topnieć, woda odpływa do rur i spokojnie sobie spływa. Nie tworzą się sople – wyjaśnia Kałużna.

Koszt takiej instalacji to wydatek rzędu 10 tysięcy złotych. Koszt odśnieżania dachu budynku przy Żuławskiej 4 to, jak podają przedstawiciele Naszej Wspólnoty, szacowany jest na 600-700 złotych.