Edycja: Radny Grzelak wie, czemu oruniacy nie poparli Adamowicza! Ma rację?

Autor: p.olejarczyk, Data publikacji: 2014-12-06 11:45:00

Czy oruniacy nie są „mieszkańcami dynamicznymi” i są mniej „świadomi tego, co się w mieście dzieje”? Piotr Grzelak, radny miejski z Platformy Obywatelskiej przekonuje, że to może być jeden z powodów, dlaczego mieszkańcy tej dzielnicy (a także Stogów) nie zagłosowali tak chętnie na prezydenta Adamowicza. Suchej nitki na takiej argumentacji nie zostawiają działacze Gdańska Obywatelskiego i puentują: "Zachował się Pan tutaj jak rzecznik prezydenta, a nie jak radny miasta".

Edycja 8 grudnia: Na końcu artykułu zamieściliśmy odpowiedź radnego Piotra Grzelaka.

Kilka dni temu lokalna Gazeta Wyborcza opublikowała tekst, w którym próbuje tłumaczyć, czemu mieszkańcy Oruni (i Stogów) w drugiej turze wyborów prezydenckich nie poparli masowo Pawła Adamowicza. Gazeta opiera się na swoich danych, my wciąż czekamy na oficjalne wyniki Państwowej Komisji Wyborczej, by przeprowadzić naszą analizę.

Z tekstem Gazety polemizuje Piotr Grzelak, radny Platformy Obywatelskiej, w tych wyborach startujący z okręgu numer 2 (Śródmieście, Chełm, Ujeścisko-Łostowice).

Argumentacja radnego wzburzyła oruniaków (i nie tylko ich). Komentarze na naszym facebooku nie pozostawiają w tym względzie żadnych złudzeń.

Co takiego powiedział radny miejski z Platformy Obywatelskiej?

Grzelak wylicza kilka inwestycji na Oruni (kuźnia na Gościnnej, modernizacja Kanału Raduni, remont Traktu św. Wojciecha), argumentując, że oruniacy nie głosowali na prezydenta Adamowicza z powodu braku jego dokonań w ich dzielnicy.

Jego zdaniem, o słabszym wyniku wyborczym prezydenta Adamowicza na Oruni (i Stogach) zdecydowały tutaj preferencje polityczne mieszkańców. Radny niemalże ani słowem nie wspomina o tak kontrwersyjnej kwestii, jak brak reakcji prezydenta i urzędników w sprawie oruńskich przejazdów kolejowych.

Grzelak pisze również: „Wygląda więc na to, że mieszkańcy dynamiczni, bardziej świadomi tego, co się w mieście dzieje, zdecydowanie lepiej doceniają działania Miasta. Lepiej dostrzegają związek przyczynowo skutkowy między zmianami w swoim otoczeniu a decyzjami prezydenta i rady miasta.”

I dalej: „Widać z tego wyraźnie, że niezależnie od ilości działań i środków włożonych w konkretne zadania, nie przekłada się to na wynik wyborczy. Nawet najdokładniej zrealizowane obietnice wyborcze nie zagwarantują zwycięstwa w kolejnych wyborach.”

Z takim postawieniem sprawy nie zgadzają się działacze Gdańska Obywatelskiego, ugrupowania, które w tegoroczonych wyborach w Gdańsku uplasowało się na trzecim miejscu, za Platformą Obywatelską i Prawem i Sprawiedliwością.

Swoje krótkie polemiki przesłali nam Piotr Dwojacki i Agnieszka Bartków, która jest również szefową Zarządu Rady Dzielnicy „Orunia-Św. Wojciech-Lipce”.

Piotr Dwojacki, jeden z liderów Komitetu Gdańska Obywatelskiego.


Z przerażeniem przeczytałem opublikowany przez „Wyborczą” list do redakcji napisany przez Piotra Grzelaka, radnego miasta Gdańska. Być może autor, jako pracownik instytucji podległej prezydentowi, uważa że musi słodzić. Ale nie powinien przy okazji obrażać mieszkańców Oruni, Letnicy, Stogów czy Wrzeszcza – szczególnie że z jego tekstu przebija brak znajomości tych dzielnic.

Teza listu jest prosta: mieszkańcy wymienionych dzielnic wykazali się niewdzięcznością wobec prezydenta Adamowicza, czego wyrazem były wyniki głosowania w wyborach prezydenckich. A przecież tyle prezydent tyle dla nich zrobił! Wymieńmy te zasługi.

Na Stogach prezydent nie popsuł jakości życia. Nie poprawił wprawdzie, ale nie popsuł (choć mógł). Na Letnicy pozostali jeszcze mieszkańcy powinni się cieszyć, że akurat ich nie wysiedlono w ramach „rewitalizacji”. W okolicach wrzeszczańskiego browaru prezydent zgodził się na budowę supermarketu i przyszłe korki na małych uliczkach.

A na Oruni… Mało ważne jest, że to prezydent odmówił kolejarzom budowy bezkolizyjnych przejazdów przez tory. Ważne, że wybudował „drogę pieszo-rowerową”, której istnienia wprawdzie nie potwierdzają ani mieszkańcy, ani przyjezdni rowerzyści, ale widać radny miejski Piotr Grzelak wie lepiej.


Kuriozalny wniosek radnego: „mieszkańcy dynamiczni, bardziej świadomi tego, co się w mieście dzieje, zdecydowanie lepiej doceniają działania Miasta. Lepiej dostrzegają związek przyczynowo skutkowy między zmianami w swoim otoczeniu a decyzjami prezydenta i rady miasta”. Jako jeden z tych mało świadomych i mało dynamicznych mieszkańców powiem tyle: są takie miejsca i dzielnice w Gdańsku, gdzie warunki życia nie tylko się nie poprawiają, ale też pogarszają. I doceniam rolę, jaką odgrywają tu wychwalane przez radnego Grzelaka decyzje prezydenta i rady miasta.


Agnieszka Bartków, przedstawicielka Komitetu Gdańsk Obywatelski, szefowa oruńskiej Rady Dzielnicy:

Orunia cierpliwie czekała na zmiany przez ostatnie 16 lat, odkąd Paweł Adamowicz został prezydentem Gdańska – a nawet dłużej. Czego się doczekała? Wielkiej serii zaniechań i niespełnionych obietnic.

Sprawa torów kolejowych: za przyzwoleniem władz miasta zmodernizowano linię kolejową E-65 bez budowy tunelu czy wiaduktu.

Sprawa Parku Oruńskiego: pamięta Pan, ile lat temu obiecano rekultywację naszego Parku?

Sprawa warunków życia mieszkańców: ogromna ilość mieszkań komunalnych w tym szczególnie socjalnych w dzielnicy, które są często w opłakanym stanie technicznym.

Sprawa zabezpieczeń powodziowych: wyobraża Pan sobie prezydenta, który by odważył się zaniedbać tę sprawę? Trzeba pytać, czemu odbudowa Kanału Raduni trwała tak długo.

Sprawa remontu Traktu Św. Wojciecha: ile ulic i chodników w dzielnicy jest w dobrym stanie?

Sprawa drogi pieszo-rowerowej wzdłuż Kanału Raduni: dlaczego zbudowano ją tak, by wszyscy zderzali się ze wszystkimi?

Dodajmy do tego rozczarowujące spotkania – tylko w 2014 roku, co najmniej trzy, które odbiły się szerokim echem w dzielnicy. W styczniu, gdy radna z Pańskiego ugrupowania proponowała masowe wykwaterowanie mieszkańców dzielnicy. W marcu, gdy wiceprezydent Gdańska mówił mieszkańcom „albo tunel, albo rewitalizacja”. Także w marcu, gdy na spotkaniu "Mój dom, moja dzielnica, moje miasto” prezydent zamiast zainteresować się problemami kilkuset mieszkańców wyświetlał swój film reklamowy.

W mojej ocenie Pan, jako radny Miasta Gdańska, powinien w imieniu mieszkańców kontrolować i rozliczać prezydenta. Tymczasem woli Pan występować w gazecie, jako jego rzecznik prasowy.

Orunia nigdy nie była dzielnicą wymagającą, ale teraz coś się zmieniło, dojrzeliśmy do tego by walczyć o swoje, jako równorzędni mieszkańcy Gdańska. Bo jesteśmy – wbrew temu, co Pan pisze do Gazety Wyborczej – coraz bardziej dynamiczni i coraz bardziej świadomi tego, co się w mieście dzieje.

Wygląda więc na to, że mieszkańcy dynamiczni, bardziej świadomi tego, co się w mieście dzieje, zdecydowanie lepiej doceniają działania Miasta. Lepiej dostrzegają związek przyczynowo skutkowy między zmianami w swoim otoczeniu a decyzjami prezydenta i rady miasta.

Piotr Grzelak

„Kilka słów wyjaśnienia, które przede wszystkim należą się moim koleżankom i kolegom z Oruni. Tytuł, w którym następuje uogólnienie dotyczące mieszkańców Oruni (mowa o artykule w Gazecie Wyborczej – przyp. red.), został nadany przez redakcje i moim zdaniem niepotrzebnie stwarza konflikt, o którym w artykule nie ma mowy.

Głównym zamierzeniem tekstu, przypomnę, była polemika z teza redaktor Anny Dobiegały, która poprzez pryzmat kilku wypowiedzi osób z obwodów, w których Adamowicz dostał najmniej głosów, wysnuła hipotezę, ze gdyby określone inwestycje zostały zrealizowane, te osoby oddałyby głos na Pawła Adamowicza.

W skrócie: że inwestycjami można kupić głosy. Z taka opinią zdecydowanie się nie zgadzam. Uważam, ze na Oruni i Stogach jest mnóstwo do zrobienia i obecna kadencja powinna położyć akcent na te dzielnice, ale czy potencjalne inwestycje zmienia postawy wyborcze, w to mocno wątpię.

Uważam, ze na decyzje o wyborze kandydata ma wpływ o wiele więcej elementów, w tym społeczno-demograficzne. Pisząc o mieszkańcach dynamicznych miałem na myśli klasę, o której w jednym z ostatnich numerów Gazety Wyborczej mówi ojciec ruchów miejskich Sławomir Sierakowski.

Sierakowski ocenia klasę trzydziestolatków, mających kredyty i dzieci na utrzymaniu jako klasę stracona dla ruchów obywatelskich, bo niejako ubezwłasnowolnionych przez codzienne obciążenia. Ja te klasę określam właśnie jako klasę dynamiczna, bo codziennie wykazująca się swojego rodzaju heroizmem, spłacając kredyt i starając zapewnić się swoim dzieciom jak najlepsza przyszłość.

Takie osoby mieszkają i na Ujescisku i na Oruni, i na Jasieniu i na Stogach.”