Tatuaże to nie więźniowie i „koksy"

Autor: p.olejarczyk, Data publikacji: 2010-01-20 16:01:00

Na Oruni od czterech lat z powodzeniem działa salon tatuażu. Chcieliśmy jego funkcjonowanie poznać „od kuchni”. Póki co, jeszcze nie na własnej skórze.

Rozmowa z Tomaszem Bobrowskim, właścicielem studia tatuażu artystycznego i body piercingu „Red Dragon”.

Co najczęściej tatuują sobie oruniacy?
Większość ludzi przychodzi zakrywać sobie stare dziary nowym tatuażem. Część z tych osób siedziała i trochę przez to sobie nabruździła. Teraz chcą pójść do pracy, a niektórzy szefowie na to patrzą. Przychodzą więc do mnie, aby pozbyć się śladów z przeszłości. Nie jest jednak tak, że tylko oruniacy mają z tym problem. Z całego Gdańska mam takich klientów.  

Na jakich częściach ciała i co najczęściej tatuujesz?
W sumie cały czas tribale cieszą się największą popularnością. W odróżnieniu od zachodu stosunkowo mniej jest u nas tatuaży kolorowych. W Polsce to jeszcze do końca się nie przyjęło. A gdzie najczęściej ludzie robią sobią tatuaże? Piersi, łopatka, stopy, w okolicy pachwin. Rzadziej niż kiedyś robię tribale na rękach.

A na częściach intymnych?
Zdarzają się, ale to nie jest nic wyjątkowego. Wielu ludzi odstrasza cena, ponieważ tatuaż w miejscu intymnym jest średnio 3-4 razy droższy niż, dajmy na to, na ramieniu. Może spokojnie kosztować nawet 1500 złotych.

Pamiętasz jakiś nietypowy tatuaż?
Kiedyś jeden chłopak mnie zdziwił. To był chyba kelner i zażyczył sobie, abym mu na wewnętrznej części dłoni zrobił tautaż „Pay-up sucker” ( z ang.: Płać frajerze – przyp. red). Taki tatuaż dużo trudniej się robi.  W tym miejscu jest inna, bardziej twarda skóra. Dłoń jest cały czas w ruchu, wszystko się zgina, skóra się przeciera. Ale to nie jedyny nietypowy napis, z którym miałem do czynienia.  

Co ludzie chcą mieć napisane na swojej skórze?

Różnie. Bywa, że są to sentencje łacińskie. Ale nic nie przebije imion dziewczyn czy chłopaków. Miałem taką sytuację, że facet wytatuował sobie imię Ania, ale po tygodniu okazało się, że Ani już nie ma, teraz jest Kasia, no i weź teraz coś tu wykombinuj. Stary tatuaż trzeba zastąpić innym. Najlepsza była też dziewczyna, która napisała sobie „Kocham Miśka”. Pasuje zawsze, bo przecież każdy facet może być takim miśkiem (śmiech) i w razie czego nie trzeba zmieniać napisu.

Zdarzyło się, że odmówiłeś komuś zrobienia tatuażu?
Odmawiam ludziom, którzy chcą zrobić sobie jakieś faszystowskie symbole. Miałem gościa, który chciał sobie na klacie zrobić swastykę, inny chciał mieć znaczek „White Power”. I to wcale nie są jacyś gówniarze. Kiedyś przyszedł do mnie facet  (spokojnie po 40-tce), otwiera portfel i pokazuje mi znaczek Orła Polskiego i niemieckiego kruka ze swastyką. Mówi, że chce to mieć wytatuowane na klacie. Kiedy odmówiłem, spytał dlaczego. Odpowiedziałem mu: Skąd mogę wiedzieć, czy nie jesteś k... psem i nie zrobisz mi jakieś akcji. Przecież wiadomo, że jest zakaz propagowania symboli faszystowskich. W tym momencie się wycofał. Nie wszyscy jednak grzecznie wychodzą. Kilka razy musiałem chłopaka na kopach wyprosić, bo miał za dużo wypite i próbował się stawiać. Krótka piłka wtedy, nie będę się przepychał, szybki strzał i nara.

A osobom, które nie są pełnoletnie?

Taka osoba musi przyjść do mnie ze swoim rodzicem, który przy mnie pisze oświadczenie, że wyraża zgodę na tatuaż u swego dziecka.

Miałeś sytuację, że komuś nie podobało się to co robisz? Na przykład jakieś komentarze, że tatuaż to dzieło szatana lub coś w podobnym stylu?
Szczególnie latem, kiedy stoję z klientami lub znajomymi przed salonem i jestem w samej koszulce, wtedy zdarza się, że babcie idące do kościoła coś tam pomruczą. Są jednak niegroźne. Niech mówią, co chcą, mi to nie przeszkadza. W ich głowach pokutują ciągle stare sterotypy...

Takie, że tatuaże robią sobie ludzie, którzy stoją na bakier z prawem lub „napompowani” osobnicy, spędzający cały swój wolny czas na siłowni?
Dokładnie. Ale tak już nie jest. Ostatnio robiłem tatuaż właścicielowi sporej firmy z południa Polski. Zażyczył sobie wielki krzyż Atlantów na plecach. Teraz też niedługo będę robił tatuaż chłopakowi, który jest lekarzem. Podobnie jak kiedyś chirurgowi, którego poznałem w szpitalu. Miałem operację, po niej ściągał mi opatrunki, zaczęliśmy rozmawiać. Po miesiącu przyszedł do mnie do salonu i zrobił sobie tatuaż. Jak widać, nie tylko więźniowie czy „koksy” robią sobie tatuaże.

Mówi się również, że jak raz zrobisz sobie tatuaż, to prędzej czy później będziesz chciał mieć kolejny...
To akurat jest prawda. Tak jest najczęściej, bardzo dużo osób wraca do mnie ponownie. Przy jednym tatuażu mało kto zostaje. Czemu tak się dzieje? Ściągasz sobie opatrunek, oglądasz swój pierwszy tatuaż w lustrze i nagle w głowie zaczyna ci wibrować, że k... coś by się przydało jeszcze zrobić, na przykład na drugim ramieniu. I tak się zaczyna. Ja jestem tego najlepszym przykładem (śmiech). Zrobiłem sobie pierwszy tatuaż naprawdę spory, konkretnie pojechałem. Ale długo się nad nim zastanawiałem. Nie waliłem spontana...

Twoi klienci też tak robią? Czy zdarza się, że przychodzą na zasadzie właśnie takiego „spontana”?
Niestety, czasem się tacy zdarzają. Ktoś przychodzi do salonu, otworzy pierwszy, lepszy katalog, wskaże palcem jakiś tatuaż i mówi „Ten! Robimy, robimy! Spontan jest najważniejszy”. Zawsze mówię wtedy, aby koleś wyluzował i się zastanowił, bo przecież nie warto robić czegoś, czego za jakiś czas będzie się żałowało. Miałem takiego gościa kiedyś. Zrobiłem mu tatuaż, a on po kilku dniach przychodzi do mnie i pyta się, czy ja mogę coś z tym zrobić, bo on już k... przemyślał sprawę i teraz mu tatuaż nie pasuje. No i co mogę wtedy zrobić? Mogę mu zakryć stary tatuaż nowym.

Tatuowanie jest bolesne?
Podczas zabiegu ludzie krzyczą z bólu, nawet mdleją, ale są też i tacy co się śmieją, jeszcze inni kompletnie nic nie czują. Ja z kolei, kiedy byłem tatuowany, nieraz zasypiałem. Pół godziny siedziałem, rozmawiałem, a później kima na godzinkę. Ludzie różnie reagują na zabieg.

Częściej klientami Twojego salonu są mężczyźni czy kobiety?
Kobiety.

Dziękuję za rozmowę.