"Rolnicy załamani. Media podają, że Gdańsk z ulew wyszedł obronną ręką. Mimo ciągłego wręcz wieloletniego nachodzenia urzędników wszelkich instytucji związanych z melioracją i nie tylko, zostajemy spychani. Mówią nam monitorujemy, nie mamy pieniędzy, budżet za mały, w sumie to wszystko jest ok., to wy rolnicy musicie dbać. My dbamy na tyle, ile możemy. Jest tu nas tylko kilku. Sami czyścimy rowy na swoich działkach, ale niejednokrotnie na działkach sąsiednich, głównych kanałach i rowach aby uzyskać odpływ nadmiernej wody. Czyścimy przepusty" - napisała w mediach społecznościowych Sylwia, rolniczka z Oruni.
Kobieta skarży się, że sporo jej pól na Oruni zostało podtopionych przez poniedziałkową ulewę. - Od wczoraj woda zeszła tylko o 20 procent. Mieliśmy nadzieję na większy ubytek wody. Gdyby Melioracja działała sprawniej, to powinno zejść przez dobę - uważa.
- Brakuje w mieście nadrzędnej osoby, która będzie kontrolowała czy, co, kiedy i w jakim stopniu ma być zrobione i pilnowała właścicieli działek, żeby dbały o meliorację i sprawdzała, czy rów jest faktycznie meliorowany co dwa, trzy lata - przekonuje.
"Nie prosimy nikogo, bo ile można prosić. To trzeba działać na już, a nie wisieć na telefonie. Dzwonimy na pompy, aby pompowały wodę już przed deszczami, żeby opróżnić je w razie czego. Włączają na chwilę, a potem wyłączają, bo takie mają odgórne przykazy. Tak skończy się rolnictwo — będziemy jeść rumuńskie ogórki, holenderską kapustę, egipskie ziemniaki" - kończy swój wpis pani Sylwia.
Poprosimy urzędników o komentarz. Do tematu wrócimy















.jpg)



.jpg)







