W czwartek wieczorem napisała do nas czytelniczka, pani Ola z prośbą o pomoc.
"Dziś uciekła moja papużka. Usiadła mi na kaptur, jak wychodziłam z domu. Nie poczułam jej nawet, a że mieszkam na parterze to szybko przeleciała. Otworzyłam drzwi i papuga wyleciała. Czy mogliby Państwo wstawić u siebie post, że jakby ktoś widział białą papugę, to żeby się odezwał w komentarzu? Czesiu jest bardzo przyjacielski, jest członkiem rodziny i nie wyobrażam sobie, żeby nie wrócił".
Informację zamieściliśmy na Facebooku i odzew był ogromny. Ludzie byli pełni współczucia - nic dziwnego za oknem była minusowa temperatura, co dla pokojowej papużki szybko mogło okazać się zabójcze.
"Jest przestraszona"
Nikt jednak nie widział Czesia. Pani Ola znalazła go niedługo później, na drzewie przy Merkusie na Żuławskiej. Papużka siedziała bardzo wysoko. Mimo nawoływań, nie chciała zejść. - Jest przestraszona - pisała nam pani Ola, która pod drzewem została aż do 3 w nocy.
Pani Ola dzwoniła na straż pożarną i na stronę prywatnej fundacji, która pomaga zwierzętom. Niestety, nikt nie był w stanie pomóc.
Orunianka poszła do domu, by nieco się przespać. Rano znów wróciła pod drzewo do Czesia. Ptaszek był wyziębiony, ale wciąż nie chciał (bądź nie mógł) zejść.
Próbowaliśmy pomóc. Zadzwoniliśmy do rzecznika straży pożarnej, z pytaniem, czy taka sytuacja jest sprawą właśnie dla strażaków. Otrzymaliśmy odpowiedź, że tak, ale decyzja leży po stronie dyspozytora numeru 112.
Pani Ola zadzwoniła do strażaków, i ci niestety, nie podjęli interwencji.
W piatek rano Czesio odleciał na dach pobliskiego przedszkola na Żuławskiej. Dach jest stromy i bez specjalistycznego sprzętu nie było szansy dostać się do papużki.
Z podobnym pytaniem, co do strażaków, zgłosiliśmy się do miasta. Rzecznik prezydentki Dulkiewicz obiecał wysłać na miejsce ekopatrol straży miejskiej. Tak też się stało, służby dotarły na miejsce.
Niestety Czesio znów odleciał (przestraszyły go inne ptaki) i tym razem zniknął na dobre. Pani Ola była zrozpaczona.
Orunianka się jednak nie poddawała. Chodziła po osiedlu i szukała swojej papużki.
Po godzinie 18 do naszej redakcji zadzwonił telefon. - Przepraszam, ale ta papużka, co o niej pisaliście na stronie, chyba siedzi u mnie na parapecie za oknem - usłyszeliśmy w słuchawce głos młodej kobiety. Orunianka poprosiła nas o numer do pani Oli.
To był strzał w dziesiątkę. Przed godziną 19 zadzwoniła do nas pani Ola. Przeszczęśliwa, bo Czesio odnalazł się cały i zdrowy. Siedział sobie na parapecie okna na trzecim piętrze w budynku na Związkowej.
"Jesteśmy wszyscy mega przeszczęśliwi" - napisała do nas pani Ola.























