Orunia to dzielnica, która mówi obrazem. Spacerując po ulicach, trudno nie zauważyć graffiti - jedne są szybkie, surowe, inne przemyślane i estetyczne. Jedne znikają po tygodniu, inne zostają na lata i stają się nieformalną częścią krajobrazu.
Graffiti zawsze balansuje gdzieś pomiędzy sztuką a wandalizmem. Dla jednych to forma ekspresji, znak obecności, komentarz do rzeczywistości. Dla innych zwykłe niszczenie przestrzeni wspólnej. Na Oruni widać oba te oblicza: przypadkowe tagi na elewacjach i prace, przy których ktoś ewidentnie poświęcił czas i energię. I właśnie ta niejednoznaczność sprawia, że trudno przejść obok nich obojętnie.
Mimo to graffiti pozostaje ciekawym barometrem nastrojów dzielnicy. Pokazuje, co kogo wkurza, co bawi, co boli, a co po prostu chce zostać zauważone. Można je ignorować, można z nim walczyć, ale można też spróbować je zrozumieć.
Warto pamiętać, że nielegalne wykonywanie graffiti w Polsce jest karalne. W zależności od skali zniszczeń może to być wykroczenie lub przestępstwo - grozi za to mandat, grzywna, a w poważniejszych przypadkach nawet kara ograniczenia wolności. Do tego dochodzi obowiązek pokrycia kosztów usunięcia graffiti lub naprawy elewacji. Nawet jeśli intencją była „sztuka”, prawo patrzy przede wszystkim na brak zgody właściciela.

































