- Wnuczka ma straszną traumę po tych nocnych sytuacjach. Kilka dni temu, 4 rano i nagle huk taki. Myśleliśmy, że budynek się wali. A to złodzieje ciągnęli kable z sufitu nad nami aż gruz leciał. Baliśmy się wyjść. Jesteśmy tu sami. Mieszkamy na parterze. Jeszcze by się ktoś mścił na nas - słyszę od pani Izabeli, 50-latki z Małomiejskiej 40.
To adres, o którym pisaliśmy już na portalu kilkukrotnie.
Ostatni raz, wczoraj, kiedy też pokazaliśmy, w jak katastrofalnym stanie jest miejska kamienica. Zamieszczony na naszym facebookowym profilu film mógł być dla wielu szokujący.
Zrozpaczeni lokatorzy piszą do prezydentki Gdańska. "Rażące niedopełnienie obowiązków"
W budynku jest osiem mieszkań, z czego tylko jedno jest zamieszkane. Kilka miesięcy temu, jak pisaliśmy, w kamienicy doszło do awarii w jednym z pustostanów i woda zalała całe piętro, w tym mieszkanie jedynych jeszcze lokatorów - sześcioosobowej rodziny. Pani Izabela mieszka tu z mężem, synem, córką, partnerem córki i wnuczką
Sytuacja na Małomiejskiej 40 była tak dramatyczna, że w czerwcu zrozpaczeni lokatorzy pisali do urzędników, w tym do prezydentki Dulkiewicz.
Oto fragment maila do prezydentki: "Nasz obecny lokal komunalny przy ul. Małomiejskiej znajduje się w wysiedlonym budynku, w którym została wyłącznie nasza 6-osobowa rodzina. Obiekt z godziny na godzinę ulega dewastacji i nie nadaje się do bezpiecznego zamieszkania. Dach budynku jest całkowicie dziurawy. Woda zalewa pustostan bezpośrednio nad nami, a następnie litrami wylewa się do naszego mieszkania. W wyniku zalania doszło do nieodwracalnego zniszczenia naszego prywatnego sprzętu RTV, dekoderów telewizyjnych oraz routera internetowego. Zamoczone ściany i stropy stwarzają realne ryzyko porażenia prądem oraz pożaru".
I dalej: "Przetrzymywanie osób niepełnosprawnych i małego dziecka w zalewanej, demolowanej przez przestępców ruinie na 30 mkw., podczas gdy przyznane nam ponad 3 miesiące temu bezpieczne mieszkanie stoi puste, to rażące niedopełnienie obowiązków ze strony urzędników oraz bezpośrednie narażenie nas na utratę życia i ciężki uszczerbek na zdrowiu (art. 160 Kodeksu Karnego)".
Są klucze do nowego lokalu. Jest jednak problem
W poniedziałek przesłaliśmy pytania do urzędników. Odpowiedział nam Tomasz Sandak, rzecznik Gdańskich Nieruchomości, instytucji, która zarządza miejskimi mieszkaniami. - W budynku przy ul Małomiejskiej 40 znajduje się 8 lokali. Aktualnie zajęte jest tylko jedno mieszkanie. Lokatorzy otrzymali już klucze do innego lokalu, są w trakcie przygotowania do jego zasiedlenia. Po ich wyprowadzce będzie można zabezpieczyć drzwi i okna do budynku, co utrudni dostęp osób postronnych - zaczyna odpowiedź Sandak.
Pani Izabela, z którą rozmawialiśmy, potwierdza, że miasto przekazało wczoraj klucze do nowego lokalu. Nowe mieszkanie (na Trakcie św. Wojciecha) jest, jak przyznaje orunianka, w dużo lepszym stanie. - Nie ma tam jednak jeszcze podłączonego prądu i gazu - przekazuje.
Co ciekawe, w 2024 r. miasto deklarowało, że kamienica przy Małomiejskiej 40 zostanie gruntownie wyremontowana. Od tego czasu budynek zamienił się już praktycznie w ruinę, ale miasto nie wycofuje się z wcześniejszych planów.
Miasto chce remontować Małomiejską 40, ale czeka na konserwatora
- Budynek został zakwalifikowany do kompleksowego remontu oraz termomodernizacji, a niezbędna dokumentacja projektowa i pozwolenia są gotowe. Mimo pełnego przygotowania, rozpoczęcie prac budowlanych napotyka na przeszkody natury formalno-prawnej - komentuje Sandak.
Głównym powodem, jak dodaje, jest toczące się postępowanie w sprawie wpisania do rejestrów zabytków sporej części Oruni (pisaliśmy o tym TUTAJ).
- W konsekwencji termin realizacji inwestycji musiał zostać przesunięty w czasie do momentu wyjaśnienia statusu konserwatorskiego. Rozpoczęcie remontu będzie możliwe dopiero po uregulowaniu wszystkich kwestii administracyjnych związanych z ochroną dziedzictwa historycznego - akcentuje rzecznik.
"Wie pan, kiedy tu zaczęła się robić ruina?"
- O remoncie naszej kamienicy słyszeliśmy już dwa lata temu. I wtedy zaczęły się wysiedlenia z budynku, ale my zostaliśmy - komentuje pani Izabela.
- Wie pan, kiedy tu zaczęła się robić ruina? Jak zaczęły się wysiedlenia z budynku. Zwolniło się pierwsze mieszkanie, później następne i od razu wandale zaczęli się włamywać - dopowiada.
- Sąsiad z góry został wysiedlony, to pan bezdomny zaczął w tym mieszkaniu koczować. I później było już coraz gorzej. Któregoś razu syn wracał z pracy, a tu przed samymi drzwiami wyjściowymi śpi bezdomny z zapalonym papierosem. W budynku drewniane podłogi, to może pan sobie wyobrazić, jak to by się mogło skończyć - denerwuje się orunianka.















.jpg)



.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)


