9 lipca 2001 r. miała miejsce powódź, która okazała się tragiczna w skutkach dla wielu gdańszczan. Woda przerwała m.in. Kanał Raduni, wiele domów na Oruni, Lipcach i w Św. Wojciechu zostało zalanych.
"Woda zalała ich pod sufit. Z dobytku nie było co zbierać"
Pan Marcin miał wtedy 24 lata i mieszkał na Żuławskiej. Gdy Orunia została zalana, chwycił za kamerę i zamienił się w reportera. - Nie spodziewałem się, że nagram coś takiego. Ja mieszkałem na Żuławskiej i w mojej okolicy było znośnie. Ale spora część Oruni nie miała tak dobrze. Rodzice mojej koleżanki prowadzili sklep spożywczy na Głuchej. Woda zalała ich pod sufit. Z dobytku nie było co zbierać - wspomina.
Gdyby dzisiaj doszłoby do takiej powodzi (odpukać w niemalowane!), istniałyby setki, jeżeli nie tysiące różnych nagrań, bo każdy ma kamerę w telefonie. W 2001 r. było inaczej, kamera była na wagę złota. Pan Marcin mówił, że dostał ją rok wcześniej i wykorzystywał sporadrycznie do rodzinnych nagrań.
Teraz nagranie pana Marcina z powodzi trafiły do sieci. Film "Powódź Orunia 2001" można znaleźć na Youtube.
Dramatyczne chwile poza kadrem
Trwa on kilkanaście minut. Można na nim zobaczyć też przerwany wał Kanał Raduni i przelewającą się na sąsiednie ulice wodę. Widać, jak Trakt św. Wojciecha zamienia się w rwący potok. Ujęcia ukazują też m.in. ulicę Gościnną.
Nagranie pokazuje też sytuację na Oruni w czasie pierwszej nocy po powodzi, a także dzień następny, gdzie widać skalę zniszczeń. Zniszczone ulice, chodniki, skwery, podtopione domy - wielu mieszkańców Oruni przeżywało wówczas wyjątkowo trudne chwile.
Autor nagrania opowiada, że przeżył też wtedy sytuację, która na filmie nie została uwieczniona. - Może i lepiej, bo nie wiem, czy chciałbym to oglądać teraz. Niedaleko kościoła na Gościnnej szedł nieduży pan z dzieckiem. Nurt wody był tak silny, że faceta po prostu porwało. Udało nam się z kolegami go wyciągnąć. Nie chcę dramatyzować, ale mogliśmy mu uratować wtedy życie - wspomina.
"Wiedziałem, że gdzieś na tych kasetach jest to nagranie"
Pan Marcin mówi, że właśnie przez powódź musiał wyjechać z Oruni. Jego blok został wyburzony. Dwa lata później wyprowadził się na Stogi. - Za samym mieszkaniem na Oruni nie tęsknię. Z drugiej strony mieliśmy swoje podwórko, w okolicy był świetny Park Oruński. Było dużo znajomych. Za tamtymi czasami i tamtą dzielnicą się jednak tęskni - słyszę.
Dlaczego po 25 latach pan Marcin zdecydował się na publikację filmu? - Miałem kupę kaset wideo, ale nie miałem czasu ich nigdy obejrzeć. Wiedziałem, że gdzieś na nich jest ten film z powodzi. Ostatnio się trafiło, bo znajomi mieli odtwarzać wideo. Przejrzałem swoje kasety i znalazłem to nagranie. Jak to teraz oglądam, to wiem, że film ma duże braki techniczne. Ale myślę, że i tak było to warto pokazać - odpowiada autor filmu: "Powódź Orunia 2001".























