Pan Jan mieszka na Oruni. To młody, niespełna 30-letni mężczyzna. Jest Polakiem. W ostatni piątek inny mężczyzna dopytywał, czy jest z Ukrainy. A później go zaatakował.
- Szedłem z dziewczyną i dwoma swoimi psami przez tunel kolejowy na wysokości Junackiej. Przechodziliśmy podjazdem dla wózków. Jeden z naszych piesków jest już stary i nie może chodzić po schodach. Z góry nadjechały rowery, starsze małżeństwo, a za nimi mężczyzna. Musieliśmy się minąć, tam jest dość wąsko. Starsza para minęła nas bez problemu. Ale mężczyzna z rowerem nas zaczepił - słyszę od pana Jana.
"Gdybym nawet był Ukraińcem, to w czym problem?"
Mężczyźnie ewidentnie nie spodobały się psiaki w tunelu. - Naskoczył na nas, że co to wybieg dla psów? Odpowiedziałem mu, że to też nie jest ścieżka rowerowa. Facet w odpowiedzi do mnie, ni z tego ni z owego, pyta: — A ty co, jesteś z Ukrainy?
Pan Jan zapytał, że nawet gdyby był Ukraińcem, to w czym problem? Według jego relacji, mężczyznę to rozsierdziło. - Facet zsiadł z roweru, cofnął się do mnie. Z otwartej dłoni uderzył mnie mocno w twarz - opowiada oruniak.
Gdy pan Jan krzyknął, że dzwoni na policję i próbował zatrzymać napastnika, ten uderzył go pięścią w twarz. I rzucił się do ucieczki.
Doszło do przepychanki. - Mam niewielkie doświadczenie w brazylijskim jiu-jitsu i to mi pomogło. Założyłem mu gardę, ale facet zdołał się wyrwać. Złapał rower pod pachę i rzucił się do ucieczki. Na schodach w tunelu się odwrócił i znów uderzył mnie pięścią w twarz.
Oruniaka zaskoczyła reakcja policjantów
Szamotanina trwała jeszcze chwilę, ale ostatecznie napastnik zdołał uciec. Na miejsce została wezwana policja.
Pan Jan zapamiętał, że napastnik ma około 180-185 cm wzrostu, jest postawny i ma widoczną nadwagę. Ma około 40 lat i krótko przystrzyżone włosy. Oruniak przekazał ten rysopis policjantom.
Tego samego dnia pojechał na SOR. Obrażenia nie były poważne, a lekarze wykluczyli uraz na zdrowiu powyżej siedmiu dni.
Dzień później, w sobotę pan Jan pojechał na komisariat na Platynową, by złożyć oficjalne zawiadomienie. - Wydaje mi się, że to było przestępstwo na tle narodowościowym, bo agresor jednak zaatakował mnie z konkretnego powodu. Bo przecież wszystko zaczęło się od tego pytania, czy jestem z Ukrainy. Policjant mnie wysłuchał, ale powiedział, że to się nie kwalifikuje jako przestępstwo na tle narodowościowym. Bo jestem Polakiem i że taka sprawa upadnie. Powiedział, że to sprawa cywilna i że wątpliwe będzie złapanie tego napastnika, jeśli nie udało się go złapać na gorącym uczynku — mówi.
"Nie można tego tak zostawić"
Pan Jan mówi, że nie chce odpuszczać tej sprawy. Zwraca uwagę, że w ostatnim czasie jest więcej w Polsce ataków na Ukraińców i rosyjskiej dezinformacji. - Nie można tego tak zostawić - komentuje.
Oruniak myśli, by złożyć sprawę do prokuratury, lub by jeszcze raz udać się na komisariat. Podkreśla, że nie tylko o wątek przestępstwa z nienawiści tutaj chodzi. - W Polsce jest tak, że jeżeli ktoś nas kopnie, uderzy pięścią w twarz, ale nie spowoduje u nas urazu powyżej siedmiu dni, to o ile sami agresora nie zatrzymamy, policja nic z tą sprawą nie zrobi - nie ukrywa rozżalenia.
Poprosiliśmy o komentarz przedstawicieli gdańskiej policji. Funkcjonariusze przyznają, że odnotowali opisywane tutaj zdarzenie.
Jest reakcja policji
Czy można tu mówić o przestępstwie na tle narodowościowym? Rzeczniczka miejskiego komendanta Aleksandra Kluge zwraca uwagę na artykuł 257 Kodeksu karnego. Brzmi on następująco: "kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do 3 lat".
— W myśl tego artykułu, jeżeli sprawca będący obywatelem Polski znieważyłby lub naruszył nietykalność cielesną drugiego obywatela Polski, myśląc, że jest on obcokrajowcem i taki byłby powód jego zachowania, to podlega odpowiedzialności karnej. Oczywiście dobranie odpowiedniej kwalifikacji prawnej byłoby możliwe, po przeanalizowaniu całości dostępnych informacji — mówi gdańska policjantka.
— Z informacji, którą uzyskali policjanci z Komisariatu Policji I w Gdańsku, nie wynikało, żeby sprawca miał uderzyć poszkodowanego, domniemując, iż jest on obywatelem Ukrainy. Jeśli tak było, poszkodowany powinien niezwłocznie zgłosić się do komisariatu przy ul. Platynowej 6F i przekazując policjantom komplet informacji, zgłosić zawiadomienie w sprawie — dopowiada.
Rzeczniczka policji informuje też, że "Komendant Miejski Policji w Gdańsku podjął decyzję o przeprowadzeniu czynności wyjaśniających w tej sprawie".























