Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Regulaminie.

Rozumiem

Poniedziałek, 23/09/2019

Portal dzielnic: Orunia Dolna, Orunia Górna, Lipce, Św. Wojciech, Olszynka, Ujeścisko

menu menu menu menu menu

REKLAMA

Oruniak sfotografował tragedię Oruni

MojaOrunia.pl » Historia » ...

 38 dodane: 18:12, 15/07/14

tagi:

W pierwszej dekadzie lipca minęła 13-sta rocznica wielkiej powodzi na Oruni. Wspominając ten tragiczny czas przedstawiamy opowieść Zbigniewa Petraka, znanego oruńskiego fotografa, który zrobił wówczas szereg zdjęć zrujnowanej przez wodę dzielnicy. Tekst przygotowała Sylwia Sadowska, uczestniczka prowadzonych przez nasz portal warsztatów dziennikarskich.

Oruniak sfotografował tragedię Oruni
Oruniak sfotografował tragedię Oruni
Fot. Zbigniew Petrak

Fotografia 1 z 38

Spotkanie zaczynamy od przeglądania zdjęć, które Pan Zbyszek robił przez następnych kilka dni po pamiętnym zdarzeniu.
- Fotografowałem z daleka - wspomina oruniak, autor wielu wystaw zdjęciowych i przedstawiciel Oruńskich Warsztatów Fotograficznych.

- Chodziłem po Św. Wojciechu i głupio mi było. Ludzie sprzątają, tragedię przeżywają, a tu łazi jakiś i zdjęcia robi. Nikt mi jednak niczego złego wtedy nie powiedział.

Solidarność międzyludzka

Opowiadający uśmiecha się:
- W tych dniach wszyscy się jednoczyli, pomagali sobie. W wyniku powodzi na dzielnicy przez klika dni nie było prądu. Pamiętam, musieliśmy szybko wyjadać z zamrażarki i lodówki, żeby się nie zepsuło, bo to lipiec, ciepło – mówi.

- Komunikacja była utrudniona. Ta miejska i ta międzyludzka. Przekazywaliśmy sobie różne wiadomości. Urzędy nie działały. Autobusy z Gdańska jeździły tylko do Sandomierskiej. Trzeba było dużo chodzić, na piechotę i boso w większości. Piliśmy wodę butelkowaną. Przestrzegano nas przez zagrożeniem epidemiologicznym. W sklepach produktów nie było. Przekazywaliśmy sobie, gdzie co można kupić – dodaje mój rozmówca.

Petrak wspomina, że razem z rodziną długo nie miał świadomości, co się dzieje na ulicach.

- Lało, owszem, widzieliśmy wielkie kałuże i prąd odłączyli, ale to jakoś nie wydawało nam się dziwne. Jeszcze się ze mnie śmieją w domu do dziś, bo ja przez okno patrzyłem na auta, że tak mokną, a mój maluch suchutki w garażu stoi - na szczęście. Okazało się, że on zalany był po dach! Paradoks. Gdyby auto stało na dworze to by się nie utopiło - śmieje się pan Zbigniew. - Odszkodowanie za niego dostałem z ubezpieczalni – zaznacza.

Petrak o powodzi dowiedział się, gdy do ich domu, do syna przyszedł kolega.

- Poczekaliśmy aż trochę zelży deszcz, wyszliśmy na zewnątrz i dopiero zobaczyłem, że jest powódź. Park zalany, ulice pozrywane... Na peronie już była woda. Tory trzymały ją w korycie, ale szybko poziom wzrósł i zaczęło przelewać się przejazdem na Żuławską.

Barykady na Żuławskiej 1C
Pan Zbigniew opowiada, że do drugiej w nocy zabezpieczali z sąsiadami blok przed wodą.

- Rwaliśmy trawnik i uszczelnialiśmy nim wypełnine ziemią worki na śmieci. Robiliśmy zasieki z jakiś starych dzrzwi i wykładzin. Zabezpieczliśmy okna piwnic. Udało się. Budynek ocalał.

Jeszcze tego samego dnia pan Zbigniew poszedł na dzielnicę obejrzeć zniszczenia.

- Szczególnie ciekawy byłem, co w Parku Oruńskim – kontynuuje opowieść. - Widok był straszny. Jedna wielka rzeka! Wejść tam nie było w ogóle możliwe. Zdjęć nie robilem jeszcze. Ściemniało się już, mżyło. Ludzie wyszli z domów, chodzili po ulicach, rozmawiali, zdawało się zagubieni jacyś. W szoku może...Pełno wojska, straży pożarnej, policji, worków z piaskiem, zniszczenia, zamieszania.

Dopiero dwa dni po ulewie mój rozmówca wziął starego Zenita, ubrał kalosze i poszedł fotografować.
- Pierewsze kroki skierowałem do parku. Widok okropny! Cały był szary, zaszlamiony. Woda zaczęła już schodzić. Trzeba było iść wałem, żeby coś zobaczyć. Głębiej wejść się nie dało. Wszędzie pełno błota. Asfalt na mostku zwinięty prawie w rulon! Buty szybko miałem pełne wody. Przejąłem się, że park już się z takich zniszczeń nie podniesie. Na szczęście nie miałem racji – wzdycha.

- Z tym Zenitem to takie zdarzenie wtedy było. Szedłem robić zdjęcia i gdzieś w okolicy ul. Głuchej, nagle, zapadłem się w wodę po szyję. Aparat zalany. Myślałem, że już po nim. Wygramoliłem się, poszedłem do domu, rozkręciłem go, wysuszyłem i okazało się, że działa! Dzisiejsze cuda elektroniczne by tego nie przetrwały... Tego Zenita mam do dziś.

Fotograf uśmiecha się i opowiada dalej:
- Kilka dni po powodzi miała odwiedzić mnie koleżanka z Gdyni. Przejęta dzwoniła z pytaniem, jak się dostanie na Żuławską. Żartowałem sobie z niej, żeby się nie martwiła. Po Oruni prom kursuje i do mnie na pewno dopłynie - śmieje się i poważnieje:

- Ja podczas powodzi strat nie odniosłem. Aparat ocalał, za malucha odszkodowanie dostałem. Refleksja o rozmiarze tragedii przyszła później, gdy w drodze do pracy oglądałem ile strat poniosła Orunia. Gdzie co stało a dziś już tego nie ma...

Kilka faktów o powodzi

9-go lipca 2001 roku między 15 a 17 nad Gdańskiem przeszła nawałnica, która spowodowała wielką powódź. W ciągu dwóch godzin na m2 spadło 90 mm wody. To więcej niż przez cały miesiąc. Średnia opadów w lipcu, to przeciętnie 75 mm/ m2.
Przez Kanał Raduni przepłynęła ogromna masa wody. Pięciokrotnie przekroczone zostały możliwości przepustowe kanału, co spowodowało rozmycie wałów w rejonie Oruni w kilku miejscach. Były to okolice ulic Małomiejskiej, Gościnnej, Niegowskiej, Trakt Św. Wojciecha.

Zalany został min. Wrzeszcz (wynik przerwania zapory czołowej na zbiorniku Srebrzysko na Potoku Strzyża), Gdańsk Śródmieście, Orunia. Ta ucierpiała najbardziej.
Zniszczenia w Gdańsku były ogromne. Oszacowano je na ok 200 mln zł, nie licząc strat poniesionych przez ludność. Poszkodowanych zostało ok 300 rodzin. Wielu musiało dzielnicę opuścić. Około 5 tys. ludzi uzyskało kartę powodzianina uprawniającą do pomocy socjalnej. Trzeba było wyburzyć 134 budynki.
Do dziś miasto nie uporało się ze skutkami tamtych tragicznych wydarzeń ale i wiele zrobiono w kierunku zabezpieczeń przeciwpowodziowych. M.in. w ramach projektu "Kompleksowe zabezpieczenie przeciwpowodziowe Żuław - Etap I - Miasto Gdańsk" przebudowano i zmodernizowano Kanał Raduni, 10-okrotnie zwiększając jego zdolność retencyjną.
Oruniak sfotografował tragedię Oruni

Oruniak...

Oruniak sfotografował tragedię Oruni

Oruniak...

Oruniak sfotografował tragedię Oruni

Oruniak...

Oruniak sfotografował tragedię Oruni

Oruniak...

Oruniak sfotografował tragedię Oruni

Oruniak...

+ Dodaj komentarz (-) Anuluj

Komentarze (2)

Uwaga! Jeśli chcesz aby przy komentarzu pojawiła się nazwa użytkownika musisz być zalogowany. Jeśli nie masz jeszcze konta - zarejestruj się.

Proszę odczytaj kod potwierdzający z obrazka i wpisz w pole poniżej. Wielkość liter nie ma znaczenia. Jeśli masz problem z odczytaniem kodu, wczytaj nny obrazek

awatar

gosc

109.241.253.*

11:05, 22/07/14

a mi zalało dom moj cały dobytek . piwnica to żadna strata

zgloś naruszenie
awatar

gosc

89.67.188.*

20:14, 16/07/14

Witam. Doświadczyłam powodzi bezpośrednio. Zalało nam garaż i piwnice, woda szła ciągle do góry, ale przerwało wał i zaczęła schodzić. Straty nie do powetowania. Św.Wojciech po powodzi tragedia, jakie te domy ...wiecej

zgloś naruszenie

REKLAMA

REKLAMA